W moim magicznym domu… (Habitat)

W moim magicznym domu… (Habitat)

Czy istnieje niebo lub piekło na ziemi? Przyglądając się dwóm skrajnie różnym rzeczywistościom, możemy zaryzykować stwierdzenie, że te dwa światy wzajemnie się przenikają. Jeden z nich stanowią ludzie sukcesu, drugi – ludzie od samego początku niesprawiedliwie skazani na porażkę. Lecz który z tych światów bliższy jest niebu, który zaś ma więcej wspólnego z piekłem?

Spektakl Habitat łódzkiego Teatru imienia Stefana Jaracza ogląda się w wielkim skupieniu już od momentu wejścia pierwszej postaci. Jeszcze nie wiemy, kim ona jest, ale już samo pojawienie się jej w mrocznej przestrzeni sprawia, że widownia natychmiast milknie. Znajdujemy się w szpitalu, jesteśmy świadkami powolnej agonii matki na oczach  córki – Raine. Widok śmierci pozwala nam zrozumieć odczucia dziewczynki. Raine, zdjęta przerażeniem, nie ma odwagi, by choćby dotknąć swojej rodzicielki, okropnie bladej i wyniszczonej. Dlaczego zatem odwiedza matkę? Ponieważ szuka ciepła i miłości, których, niestety, w tej chwili nie może dostać. Przerażający widok najbliższej osoby w takim stanie napawa nastolatkę obrzydzeniem, a zarazem sprawia, że Raine widzi już tylko rozkładającego się trupa. Dziewczynka zostaje sama ze wspomnieniem tej strasznej śmierci.

Judith Thomson sięga do hermetycznego obrazu „strasznej macierzy” i zestawia go z popularnym pojęciem „matki-karmicielki”. Przed ostatecznym odejściem na tamten świat matka przypomina sobie chwilę, kiedy pielęgnowała Raine w wieku niemowlęcym. Ta retrospekcja w niesamowity sposób zostaje przedstawiona na scenie. Kobieta bierze na ręce swoją córeczkę, którą teraz tuli w ramionach niczym malutkie dziecko. Groteska przejawiająca się w uścisku dogorywającej matki z młodziutką córką sprawia, że zdajemy sobie sprawę z bezwzględności praw natury.

Dla takich dzieci jak Raine, okrutnie doświadczonych przez los, ma zostać wybudowany dom – piękny jak wspaniałe wille bogatych rodzin. Miejsce idealne, w którym każde dziecko poczuje się bezpieczne i kochane. Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest Lewis. To on sprowadzi tych młodych ludzi na „właściwą drogę” i da im to, co niesłusznie zostało odebrane. Ten magiczny dom ma znaleźć się w bogatej dzielnicy, gdzie rodziny żyją dostatnio i mają wszystko. Tylko czy wśród troszczących się jedynie o własną wygodę jest miejsce dla dzieci potrzebujących miłości? Co prawda dom dziecka cieszy się dużym zainteresowaniem sąsiadów, ale jedynie ze względu na paniczny strach przed skupiskiem „trudnej młodzieży”.

Do tego sławnego miejsca dostaje się także Iskra – nastoletni chłopak z patologicznej rodziny, który w swoim domu walczył o przetrwanie każdego dnia. Broni się przed poczuciem odpowiedzialności, uciekając w kpinę, żartując sobie ze wszystkiego. To postać najbardziej tajemnicza, mimo swej ekspresywności. Porusza się na granicy prawdy i kłamstwa w sposób tak sprytny, że trudno nam określić jego charakter. Iskra jest nieobliczalnym, impulsywnym i ciągle nadmiernie pobudzonym nastolatkiem. Jemu najtrudniej zaakceptować jakiekolwiek normy moralne. Bohater ten próbuje przekrzyczeć głos własnego sumienia oraz stłumić nagromadzone w nim uczucia. Kontrowersyjny wygląd, agresywny sposób bycia to tylko sposoby na zamaskowanie prawdy o sobie. Mimo to, z czasem uda nam się dostrzec w nim chłopaka bardzo wrażliwego, który mógłby stać się szlachetny, gdyby dostał szansę od życia i trochę czasu, by móc uwierzyć, że może ją wykorzystać.

W momencie, gdy zderzają się dwa skrajnie różne światy: bogatych i biednych, okazuje się, że resocjalizacji potrzebują właśnie ci „dobrze wychowani” i „szlachetnie urodzeni” mieszczanie. Ludzie bezrefleksyjni i nieczuli. „Z pustego i Salomon nie naleje”, jak mówi mądre powiedzenie – oni także nie mają z czego wykrzesać iskry miłości. A jednak Judith Thomson daje nam iskierkę nadziei. Zarówno Janet – prawniczka, jak i jej matka, nigdy nie zaznawszy miłości, pragną jej doświadczyć. Być może uda się je wyrwać z więzienia obłudy i hipokryzji. Oby tylko nie było za późno…

Natalia Marcinkiewicz, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 79/2013

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Habitat

Judith Thomson

przekład: Małgorzata Semil

reżyseria: Mariusz Grzegorzek

reżyseria światła: Szymon Lenkowski

kostiumy: Violetta Jeżewska

inspicjent, sufler: Jadwiga Król-Węgierska

obsada: Małgorzata Buczkowska (Janet), Agnieszka Kowalska (matka), Barbara Marszałek (Margaret), Marieta Żukowska (Raine), Mariusz Ostrowski (Iskra), Bronisław Wrocławski (Lewis)

premiera: 21 kwietnia 2007

fot.: mat. teatru

Natalia Marcinkiewicz (rocznik 1991) – na stałe mieszka w Giżycku, w trakcie studiów w Łodzi. W życiu śmieje się z codzienności i często popada w skrajności. Niestety jeszcze nie odnalazła swojego życiowego powołania. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim i tam zainteresowała się teatrem absurdu. W tym nurcie pisze pracę licencjacką skupiając się na dramatach Harolda Pintera.