W miłosnych objęciach polityki (Edward II)

W miłosnych objęciach polityki (Edward II)

Klasyczny wiersz (dla przeciętnego odbiorcy kultury współczesnej może wydawać się nieco egzotyczny), na scenie wyłącznie mężczyźni, scenograficzna asceza i czuwająca nad wszystkim reżyserska ręka Anny Augustynowicz. Edward II stanowi warte uwagi zamknięcie tegorocznego sezonu w Narodowym Starym Teatrze.

Król Edward II przedkłada własne interesy, a szczególnie gorące uczucie do młodego Gavestona, nad dobro państwowe i to staje się przyczyną jego sromotnej klęski. Tak najprościej można streścić sztukę napisaną przez Christophera Marlowe’a tuż przed jego niespodziewaną śmiercią w bójce. Kiedy jednak zapytać o motywacje Edwarda II, sprawa się komplikuje. Król nie krył się wprawdzie ze swoim homoseksualizmem czy niechęcią do Kościoła, ale przecież – o czym tak chętnie zapomina postronny obserwator – nie raz musiał rezygnować z wielu prywatnych pragnień. Nawet najdroższa korona nie stłamsi w człowieku emocji wymykających się logice. I w tę stronę zmierza reżyserka spektaklu – prezentuje widzom modelową sytuację uwikłania między prywatnym a państwowym, gdzie wybór jednego zawsze jest destrukcją drugiego. Obsadzenie w roli Edwarda II Jana Peszka świetnie oddaje napięcie skumulowane w człowieku, który do końca nie może być sobą.

Zagospodarowanie przestrzeni scenicznej nie wyróżnia się niczym szczególnym. Po pięć reflektorów na statywach po prawej i lewej stronie, z tyłu dwa duże bębny, a pośrodku podest zagarniający prawie całą powierzchnię podłogi. Pod statywami rząd krzeseł i jeszcze jeden obrotowy biały taboret, ustawiony tuż przy rampie. Typowe miejsce bez właściwości, czyli idealne, aby odegrać sztukę traktującą o uniwersalnych problemach. Kiedy się jednak lepiej przyjrzeć, zaaranżowanie Sceny Kameralnej przez Marka Brauna przywodzi na myśl coś dziwnie znajomego i bliskiego. Mamy do czynienia z dekoracją, która stara się grać samą siebie. Podest to centrum dowodzenia, jej serce, boczne krzesła są rodzajem kulis, swoistą poczekalnią, gdzie każdy z mężczyzn oczekuje na swoje przysłowiowe pięć minut. Bo tyle mniej więcej, w skondensowanej przez Augustynowicz sztuce Marlowe’a, trwa szczęście. Wydarte spośród powinności i obowiązków oraz szeregu ograniczeń krępujących osobę publiczną. Pozostały czas, jakim operują tutaj panowie, to mniej lub bardziej wulgarne przepychanki.

Ważną funkcję scenograficzną pełni również wielka, metalowa rama, raz po raz zjeżdżająca lub wciągana w górę. Z jednej strony służy czysto praktycznym celom, na przykład jako gilotyna, gdy lordowie zarządzają ścięcie głowy Gavestonowi. Z drugiej zaś wytycza nową płaszczyznę odbioru oraz interpretacji. Ten odizolowany świat zamyka w jeszcze węższym obrazie. To, co zmieściło się w polu miedzy czterema prostymi tworzącymi ramę, to najbardziej reprezentacyjny wycinek. Nieważne, czy oddaje stan faktyczny. Istotne, by być zawsze w jego wnętrzu, nawet za wszelką cenę. Czarowi ramy z pewnością ulega Gaveston (dobrze zapowiadający się Bartosz Bielenia), wdzięcząc się na wszystkie możliwe sposoby. Mając na uwadze jego zachowanie, ironicznego wydźwięku nabiera fakt, że życia pozbawiło go właśnie to, co wcześniej wytyczało cel jego egzystencji – obecność w nobilitującym miejscu i czasie.

Anna Augustynowicz, reżyserka znana z ogromnej wrażliwości muzycznej i dźwiękowej, udowadnia tym razem, że na pozór archaiczne wersy Marlowe’a w tłumaczeniu Juliusza Kydryńskiego wcale nie tracą na aktualności. Muszą być tylko odpowiednio użyte. W krakowskiej realizacji nienaturalność wierszowanego języka służy podkreśleniu obcości komunikatów wysyłanych przez ludzi władzy. Słowa zaprzęgnięte w rygory formy – niejednokrotnie zresztą finezyjnej – nie są w stanie rozładować konfliktu. Wręcz przeciwnie, to między pięknymi strofami narasta coraz większe niezrozumienie, a w rezultacie – nienawiść.

Gdy wszystko chyli się już ku upadkowi, a tragedia – nabrzmiała, boleśnie wyczuwalna – powinna się zaraz dopełnić, coś pęka przedwcześnie. Otóż okazuje się, że forma teatralna przerosła sama siebie. Mimo szczerych chęci, popartych zresztą adekwatnymi do osiągnięcia celu działaniami, dawną tragedię pozbawiono godnego końca. Bartosz Bielenia jako biedny Gaveston i nieszczęsny Król Edward II w jednej osobie, staje się teraz machiną do wypluwania dialogów. Pozostali obserwują jego zmagania, wiedząc, że z każdym wypowiadanym słowem zbliża się do własnej śmierci, ale też do schyłku konwencji teatralnej.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 105/2014

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Edward II
Christopher Marlowe
tłumaczenie: Juliusz Kydryński
reżyseria: Anna Augustynowicz
opracowanie tekstu: Anna Augustynowicz
dramaturgia: Michał Buszewicz
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Wanda Kowalska
reżyseria świateł: Krzysztof Sendke
obsada: Warwick/Matrevis – Juliusz Chrząstowski, Mortimer – Szymon Czacki, Joker: Arcybiskup, Biskup, Arundel, Lightborn – Michał Majnicz, Królowa Izabela – Błażej Peszek, Król Edward II – Jan Peszek, Kent – Jacek Romanowski, Lancaster/Leicester – Krzysztof Zawadzki, Gaveston/Król Edward III – Bartosz Bielenia (PWST)
premiera: 31 maja 2014
fot. Magda Hueckel

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.