Miłość w świecie kukieł

Miłość w świecie kukieł

W życie opuszczonego przez żonę Allana wprowadza nas intymna scenografia z centralnie ulokowanym łóżkiem – raczej źródłem cierpienia psyche niż rozkoszy ciała, jak sam w potoku słów wyznaje neurotyczny bohater. Natomiast furtką do świata jego uczuć stają się kukły rozmiarami zbliżone do człowieka, a dokładniej – do kobiety, która odeszła.

Konstrukcja spektaklu opiera się na ograniczeniu obsady do dwóch mężczyzn..Pierwszym z nich jest niemy aktor (jego nazwiska nie można nawet odnaleźć w obsadzie na stronie internetowej Teatru Groteska), którego rola sprowadza się do kilku zaledwie drobnych działań, np. zapalenia papierosa. Jednak jego obecność – w kapeluszu i prochowcu, zatopionego w cieniu, gdzieś z boku sceny – wyznacza pole iluzji zdolnej odkształcać rzeczywistość. W końcu ów anonimowy aktor gra Humphreya Bogarta, świeckiego boga męskości, posiadającego uniwersalny przepis na życie, problemów z kobietami nie wyłączając: „odrobina Burbona z wodą sodową i po bólu”.

Wróćmy jednak do drugiego mężczyzny – to Lech Walicki, wcielający się w nieśmiałego i nieporadnego Allana. Problem w tym, że kosztem bycia prawdziwym Woodym Allenem (co właściwie miałoby to znaczyć?) Walicki niepotrzebnie blokuje postać Allana, a tym samym własny talent i inwencję. Niepotrzebne mu te pretensjonalne, drobne kroczki i usilna próba rozbawienia widzów dowcipami Allena. Zresztą – czy nie kochamy Woody’ego właśnie za naturalność, choćby nie wiadomo jak niezdarny ostatecznie się okazywał, a nie odwrotnie – za wyuczoną, osiągającą wyżyny perfekcjonizmu fajtłapowatość? Za naturalność można by pokochać także Lecha Walickiego. Można by, gdyby tylko on sam na to pozwolił. I to właściwie mój jedyny zarzut wobec tego, w gruncie rzeczy, wartego uwagi spektaklu. Zważywszy jednak na fakt, że cała rzeczywistość spektaklu skupia się w osobie Walickiego – reżysera, scenografa i aktora – trudno wspomniany zarzut tak po prostu wyprzeć ze świadomości.

Allan-Allen-Walicki dialogując z kolejnymi wyimaginowanymi kobietami-kukłami, faktycznie mówi do Bogarta i wobec Bogarta. Więcej nawet – to Bogart, nawet jeśli jest tylko cudowną ułudą, tworzy życie Allana. I dopiero finałowy strzał oddany przez Allana w ekran telewizora wyznacza symboliczny moment ponownych narodzin mężczyzny. Czas opowieści – a bohater kreowany przez Walickiego mówi bezustannie, tak jakby pozostało mu tylko roztopienie się w opowieści – stanowi rodzaj kuracji (talking cure), czas potrzebny na wyleczenie „infekcji” powstałych w czasie rzeczywistym, w relacjach międzyludzkich. Kusi iluzja szczęścia, które dzięki autonarracji jest na wyciągnięcie ręki. Iluzorycznego charakteru przedstawieniu nadaje także multifunkcjonalna animacja kukieł (pojawiają się nie tylko manekiny, lecz także przedmioty codziennego użytku, np. lampa) prowadzona przez Walickiego. W jego rękach lalki przedstawiające kobiety wdzięczą się, kokietują, ale też niejednokrotnie plotą od rzeczy piskliwym głosikiem, użyczonym przez Walickiego. Aktora można śmiało nazwać mistrzem w przechodzeniu między tożsamościami – od chłodnej blondynki, przez gorącą brunetkę, do namiętnej rudowłosej. Ich imiona szybko się zacierają, niewiele zresztą znaczą. Ale to jeszcze nie koniec tożsamościowej karuzeli Walickiego – jego ustami mówi także skryty w kącie sceny Bogart.

I jeszcze coś: od pierwszych minut przedstawienia kusi szalenie, aby porównywać je z filmowym pierwowzorem Play It Again, Sam Woody’ego Allena. Wówczas lepiej można by zrozumieć decyzje reżysera spektaklu, skondensowanie fabuły, cięcia. Pojawia się jednak ryzyko oceny i to nieznośne „zapomnienie”, że teatr i film to media może i bliskie sobie, ale jednak nieprzystawalne, gdy chodzi o ocenę. Niech więc film pozostanie trampoliną, od której można odbić się, nie zaś miarą tego (scenicznego) skoku. Udanego zresztą, bo opartego na oryginalnym (i niekopiującym) pomyśle inscenizacyjnym.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 46/2013

Teatr Lalki, Maski i Aktora Groteska w Krakowie

Zagraj to jeszcze raz… – sam

na motywach Play It Again, Sam

reżyseria, adaptacja, scenografia: Lech Walicki

światło i dźwięk: Jakub Sochacki

obsada: Lech Walicki

premiera: 16 września 2011

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii UJ, od 2008 roku związana z Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.