Miłość należy się każdemu (Klara)

Tekst Izy Kuny w adaptacji Aleksandry Popławskiej to studium kobiecości, która wraz z wiekiem staje się bardziej łapczywa na miłość. To także kilka chwil świetnej rozrywki i galeria najróżniejszych charakterów.

Butelka na środku sceny, już nie na stole, wyraźnie zesłana na parter. Widać poziom imprezy sięgnął bruku. Skromna przestrzeń salonu, osnuta zimnym światłem z telewizora. Kawałek szafki, wersalka, obraz z lilią na ścianie. Pośrodku stół z krzesłami. Niby-salon, niby-kawiarnia, niby-kuchnia. Prawa strona najmniej oblegana, dwa krzesła jakby z poczekalni PKS albo niczym ława przy wiatrołapie. Jak się później dowiemy, przestrzeń sceniczna odsłoni jeszcze toaletę, pełniącą strategiczną funkcję: miejsce koniecznej izolacji, i – żeby pójść trochę za Gombrowiczem – miejsce, gdzie stajemy się sobą. W tle zdjęcie kobiety, prezentujące ładną blondynkę o wyrazistych rysach i przymkniętych oczach. Wyraz jej twarzy jest tak niejednoznaczny, że aż ciekawy. Staram się odczytać z niego to, z kim zaraz będziemy mieć do czynienia. Czy jest ona wstydliwa – dlatego spuściła wzrok przed fotografem? A może smutna i nie chce pokazać łez? Może lubi marzyć i rozkoszuje się kolejnymi snami na jawie tylko pod powiekami? A może przymyka oczy, bo choć na chwilę chce się odizolować od całego rozgardiaszu, który ją otacza?

Klara (Edyta Olszówka) jest kobietą w wieku balzakowskim. Nie stroni od alkoholu i nie za bardzo chyba się ceni, skoro godzi się na niepewny związek i równie niepewną w nim rolę. Alex (Marek Kalita), jej kochanek, jest zwyczajnie godny pożałowania i jeśli taka kobieta, jak Klara, wiąże się z nim i trwa w tym związkowym letargu już szósty rok, to w odbiorcach wzmaga to raczej niechęć i pobłażliwy uśmiech. Jej rola jest niepewna, bo Alex nie kwapi się do decyzji – powiedzieć żonie o kochance czy nie. Wychodzi na to, że Klara z tej relacji nic nie wynosi: ani uznania, ani dowartościowania, ani poczucia bezpieczeństwa. Nie do końca można ją zrozumieć. Pewnie gdyby bohaterka była z krwi i kości, sama bardzo chciałaby zrozumieć motywy swoich uczuć. Jednak jest coś uroczego w tej dziewczynie. Jest uparta, do końca wierzy w relacje z Aleksem, nawet jeśli już nie wierzy w niego jako człowieka. Jest odważna, bo nie boi się iść za impulsem, choćby „na Maltę”. Może i jest naiwna, ale widzi w ludziach właśnie człowieka, a nie maszynę do realizacji żądz swojego „ego”, jak robili to mężczyźni w jej życiu. Jest kobieca, jak kobieta pragnie kochać, czuć się atrakcyjną i kochaną w ramionach prawdziwego mężczyzny. Jest nowoczesna, ale w swoich pragnieniach ciągle nieco staroświecka.

Jej opiekunami są równie zagubieni czterdziestolatkowie, których może być pewna. Nie oceniają, nie będą ważyć na szali ani jej obyczajów moralnych, ani seksualnych. Tak więc może od nich oczekiwać pełnego bezpieczeństwa, zagwarantowanego totalną akceptacją. W komediach, które starają się iść z duchem czasu, mile widziany jest zestaw dramatis personae, tu również reprezentowany. Jest to równolatka o innym kolorze włosów (Agnieszka Krukówka – rewelacyjna), wyrażająca tym samym inny skład cech charakteru. Jest też przyjaciel gej (Michał Sitarski), traktowany jak człowiek, bo przecież mężczyzna, ale jednak jak maskotka. Zestaw jak z Magdy M. i, daję słowo, brakowało tylko Casablanki i lodów z popcornem! Nie czepiając się dłużej składu personalnego, który na pewno jakąś wartość za sobą niesie, należałoby przejrzeć inne postaci. Najjaskrawiej wypada matka (cudowna Joanna Żółkowska). To ona zapewne dała początek temu całemu szaleństwu, któremu na imię Klara. Matka, czyli typowa zrzęda – jak babcia z Tanga Mrożka, moszcząca sobie gdzie rusz katafalk – nosi wciąż ze sobą testament, który traktuje jak bilet na „tamten” świat. Krytykuje córkę na każdym kroku, jest pełna pretensji, ale niekoniecznie świadoma o co. Z drugiej jednak strony, jest coś w tej osobie pociesznego, co nie pozwala jej darzyć szczerą sympatią. Doprawdy, niemal każde słowo padające z jej ust rozbraja publiczność w sekundę.

Edyta Olszówka jako Klara sprawdziła się rewelacyjnie, jakby jej gra była pewnego rodzaju przysługą dla najbliższej koleżanki, chęcią niesienia pomocy granej przez siebie postaci. Znała bohaterkę na wylot i autentycznie przedstawiła każdy jej szczegół. Rysowała ją bardzo wyraźnie, ale nie nachalnie. Była duszą spektaklu i choćby ze względu na nią warto przyjść do Powszechnego. W portfolio udanych charakterów zapisała się również, oczywiście, matka Klary: czarująco balansująca na granicy kobiecej kokieterii i frustracji okołoklimakteryjnej. No i Alex – nasz winowajca, który ukształtował serce Klary (choć może lepiej: zniekształcił je). Tak dobrze zagranej fałszywości, draństwa i kreowanej niewinności dawno nie widziałam. Alex to postać, której nikt nie polubi. W widzach rozbudzał emocje prowokujące do pomruków zniechęcenia. Obsada jest zdecydowanym atutem tej sztuki. Po spektaklu natomiast już we foyer słyszało się głosy niezadowolenia z tempa akcji – dłużyło się niektórym. Mnie nie.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 83/2014

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Klara

na podstawie powieści Izy Kuny

reżyseria i adaptacja: Aleksandra Popławska

scenografia: Marek Kalita, Aleksandra Popławska

kostiumy: Adam Kasjaniuk

muzyka: Michał Kwiatkowski

projekcje video: Michał Karlicki, Mateusz Kucharski

zdjęcia podwodne: Szymon Kobusiński

asystent reżysera: Adam Kasjaniuk

asystent scenografa: Paula Grocholska

inspicjent: Julia Ossowska-Saar

obsada: Aleksandra Bożek, Elżbieta Kępińska, Agnieszka Krukówka, Edyta Olszówka, Joanna Żółkowska, Marek Kalita, Piotr Ligienza, Michał Sitarski

premiera: 21 marca 2013

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska