Maskarada – trzy razy tak! (Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA)

Maskarada – trzy razy tak! (Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA)

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy z roku na rok podnosi swój poziom. W tym roku spektakle zachwycały pomysłowością i misternością wykonania scenografii, jak w spektaklu Dama Pikowa Teatru Lalek z Grodna. Poruszano ważne sprawy w odważny sposób, jak w sztuce Putin na nartach Teatru Divadlo Líšeň z Czech. Były też bardzo dobre adaptacje literatury polskiej, jak Tadeusza Różewicza Śmieszny Staruszek w wykonaniu Wrocławskiego Teatru Lalek. Wykorzystywane lalki nie były tylko nieważnymi dodatkami, lecz żywymi aktorami. Wymykały się ze sprawnych rąk animatorów i żyły własnym życiem. Widz niejednokrotnie zapominał o istnieniu ludzi, skupiał całą uwagę na poruszającej się istocie – wyrobie ludzkiej pracy. Po raz kolejny udowodniono również, że światło i muzyka są ważne dla teatru. To one decydują o końcowym rezultacie i klimacie, który poczuje widz.

Trójka, siódemka, as i dama

Nazwiska Czajkowski i Puszkin przyciągają jak magnes wszelkich miłośników sztuki rosyjskiej. Tym razem również tak było. Dama Pikowa Teatru Lalek z Grodna w reżyserii Olega Żiugżda zaczarowała widownię. Centrum spektaklu był duży, stary stół, wokół którego poruszało się trzech aktorów i jedna aktorka. Byli niczym tytułowe karty: trójka, siódemka, as i dama. Ich umiejętnie dobrane i skrojone stroje pozwalały głębiej wniknąć w epokę Puszkina. Antyki: piękne rzeźbione krzesła, wisząca nad stołem stylizowana lampa, świecznik – podkreślały klimat romantyzmu. Jednak to, co najbardziej zachwycało w spektaklu, to miniaturowe cudeńka znajdujące się na stole: parawan, krzesło, w końcu same laleczki. Jest ich trzy. Hrabina, lat osiemdziesiąt, zna tajemnicę wygrywania w karty. Liza, jej wychowanka, nieszczęśliwie zakochuje się w Hermanie. Oficer Herman to hazardzista, u którego nałóg wygrywa ostatecznie z miłością. Uwagę należy zwrócić nie tylko na dokładność wykonania twarzy czy całych sylwetek lalek, lecz także na ich ubiór. Zwłaszcza stroje hrabiny przykuwają uwagę bogactwem falbanek, dopracowanych dodatków i wykończeń sukien.

Ciekawe rozwiązania sceniczne i oryginalne pomysły to kolejne rzeczy warte uwagi. Zwroty akcji opracowywano w nietypowy sposób, za każdym razem budząc w widzu zaciekawienie. Spektakl wykorzystuje różne techniki: nie tylko animację lalek, lecz także tradycyjną grę aktorską, a nawet teatr cieni. Godne uwagi są nietypowe, ale bardzo proste rozwiązania: kapelusz w stylu napoleońskim zastępuje karocę, a szuflady stołu raz są wygodnym schowkiem, kiedy indziej… trumną. Strasząca staruszka najpierw w postaci lalki, później grana przez Larysę Mikulicz rozśmiesza widzów do łez. Aktorka okazuje się prawdziwą królową tej sztuki. Umiejętnie wciela się w obie role kobiece, płynnie przechodząc z partii Lizy do kwestii wypowiadanej przez hrabinę. W pewnym momencie widz ma wrażenie, że jest świadkiem niezwykłego monodramu Mikulicz, wplecionego w większą całość, jaką jest spektakl. Jej wysiłki doceniono, została nagrodzona w kategorii Najlepsza Aktorka przez jury festiwalu.

Smaku wszystkiego dodaje muzyka Czajkowskiego, która porusza wszelkie struny serca. Poza fragmentami opery, publiczność słucha też francusko-rosyjskich ballad śpiewanych przez aktorów. Są oni urodzonymi śpiewakami. Piękne, melodyjne głosy są jak miód na serce słuchaczy. W ostateczności publice nie przeszkadzał nawet fakt, że bez znajomości rosyjskiego lub znajomości libretta nie rozumiała większości tekstu. Ten, jak na autorstwo Puszkina, jest jednak przeciętny. Przedstawienie jest lekką, zabawną komedią, którą w ostateczności można by szybko zapomnieć, gdyby nie bajeczna oprawa spektaklu i niesamowici aktorzy.

Nieśmieszna sztuka o śmiesznym staruszku

Spektakl Śmieszny staruszek Wrocławskiego Teatru Lalek w reżyserii Wiesława Hejny to wielka refleksja nad tym, co w życiu jest ważne i jak należy je przeżyć. To też rozrachunek ze starością i młodością, analiza pokoleniowych różnic i podobieństw. Wreszcie jest to zapis ludzkiej samotności i niezrozumienia jednostki przez społeczeństwo.

Początkowo miałam wrażenie, że trafiłam na zły spektakl. Półmrok i ustawione na kolumnach twarze kojarzyły mi się raczej z Dziadami Mickiewicza niż z twórczością Tadeusza Różewicza. Wkrótce okazało się, że te wprawiające w trwogę głowy to niemi sędziowie, przed którymi staje tytułowy staruszek. Nie wiadomo, z jakiego powodu został oskarżony, wiadomo jednak, że przyczyniły się do tego zeznania małych dziewczynek, nazywanych przez bohatera intrygantkami. Sam zaś twierdzi, że nic złego nie uczynił, a całe życie starał się być nieskazitelnym obywatelem. Starszego człowieka można porównać do Jana K. z Procesu Franza Kafki. Jest samotny i bez rodziny. Jego pasją, a może raczej fetyszem, są lalki. W dużej mierze to one powodują jego problemy z prawem, ponieważ ludziom nie podobało się jego zamiłowanie do kolekcjonowania ich. Zdziecinniały staruszek z radością bawi się nimi, rozmawia z nimi, uczy je. Rozterki moralne w widzu budzą jednak inne jego zachowania. Starzec przyznaje się, że lubi też patrzeć na swoje lalki, ubierać je i rozbierać. Opowiada też historię o tym, jak był zdenerwowany, dlatego jednej z lalek wyrwał ręce i nogi, a kadłubek wrzucił do pieca. Resztę zabawek przybił wówczas gwoździami do stołu. Publiczność się zastanawia: czy staruszek naprawdę jest tak nieskazitelnym obywatelem, jak sam uważa? Czy jest też niebezpiecznym odmieńcem nie na darmo będącym wyrzutkiem społecznym?

Spektakl jest podzielony na wiele części, które dodatkowo można rozpatrywać w kilku kategoriach. Po pierwsze, scenariusz jest zlepkiem różnych anegdot bez wyraźnej chronologii. Jak to w monologach starszych osób bywa, przytaczane urywki z życia mieszają się ze sobą, tworząc chaotyczną całość. Tak samo jest w przypadku pięciu aktorów, którzy razem animują jedną postać. Każdy z nich odpowiedzialny jest za ożywienie jednej części starczego ciała. W konsekwencji poszczególne członki – ręce, nogi, głowa – żyją osobno. W ten sposób widać autentyczne efekty starości, w której ciało niejednokrotnie nie chce słuchać umysłu i wykonywać ludzkiej woli. Ta niemoc na scenie wydaje się czasem śmieszna, czasem wręcz tragiczna. Poszatkowanie spektaklu charakteryzuje też wiele użytych technik animacji oraz rozbicie bohatera na kilka postaci. To był pomysł reżysera spektaklu, który chciał ukazać dzieło Różewicza w niespotykany dotąd sposób, umożliwiając jego interpretację na nowo. Obraz odbierany przez widza nie byłby jednak tak mocny, gdyby nie starannie wykonana przez Jadwigę Mydlarską-Kowal postać staruszka. Zmarszczki na twarzy i rękach, zapadłe policzki, lekko załzawione oczy i obwisłe płatki małżowiny usznej sprawiają, że lalka wygląda jak prawdziwy człowiek. Dzięki temu i niezwykłej animacji, mamy wrażenie, że lalka żyje. Zapominamy o aktorach, z którymi czasem lalka się droczy, kłóci, domaga się głosu, innym razem spoufala.

Widzowie, razem z niemymi głowami, są świadkami zeznań starca, jego sędziami. Obserwują racjonalne i nieracjonalne zachowania bohatera, który porusza się w obrębie czterech ścian symbolicznie zbitych z drewna. W jednym monecie miota się na łóżku, w innym wspina na sufit. Kilkakrotnie aktorzy porzucają na scenie lalkę odzianą w długą, białą koszulę. Zabiera ją kobieta (Jolanta Góralczyk) wcielająca się rolę pielęgniarki. Swoje zadanie wykonuje z delikatnością, ale bezosobowo. Czasem mamy wrażenie, że nawet robi to z niechęcią. W widzach tworzy się wyobrażenie sali oddziału psychiatrycznego. Starszy człowiek prawdopodobnie jest pacjentem, któremu wydaje się, że stanął przed sądem. Sam dokonuje spowiedzi i rozliczenia ze swojego życia. Ze spokojem oczekuję śmierci, gdyż na ziemi jest zbyt duży bałagan – stwierdza. Mimo że Różewicz zaklasyfikował swoją sztukę jako komedię, Śmieszny staruszek wcale nie śmieszy. Jeśli już, to jest to śmiech gorzki, przez łzy.

Polityczne matrioszki

Czeski Teatr Divadlo Lišeň podziwiam przede wszystkim za odwagę. Putin na nartach w reżyserii Pavla Dombrovská to spektakl mówiący o trudnych, niewyjaśnionych sprawach współczesnej Rosji. Aktorzy, niczym najwytrwalsi reporterzy, próbują dociec prawdy. Stawiają niewygodne pytania, odzierają fakty ze sztucznych piórek zawoalowanego fałszu. Opierają się w tym wszystkim na życiu i twórczości Anny Politkowskiej, niezależnej dziennikarki rosyjskiej, która została zamordowana w 2006 r. Jest ona autorką książki Udręczona Rosja. Dziennik buntu, na podstawie której powstał scenariusz sztuki. Poruszane są sprawy sfałszowanych wyborów i wojny w Czeczenii. Wiele miejsca zajmuje tragedia w Teatrze na Dubrowce i w szkole w Biesłanie. Jest to swoisty memoriał ofiar tamtych wydarzeń, a także 350 niezależnych rosyjskich dziennikarzy, którzy próbowali dociec prawdy, a w konsekwencji stracili własne życie.

Spektakl rozgrywa się w namiocie wojskowym, co nadaje surowego, a zarazem intymnego klimatu. Nie ma bariery między sceną a widownią, dzięki czemu przekaz trafia bezpośrednio do odbiorcy. Pozwala włączyć się całym sobą w rozgrywające się sceny. Dla zrozumienia tekstu na płachcie namiotu wyświetlane są napisy w języku polskim. Ważnym elementem jest tu też narracja, która wyjaśnia poszczególne elementy teatralnej układanki. Gra aktorów to w rzeczywistości inscenizacja żywych obrazów, które mają dosadnie podkreślić przekaz słowny i ułatwić wyobrażenie opisywanych historii ofiar rosyjskiego reżimu.

Głównym rekwizytem jest biurko, które jest prawdziwą sceną spektaklu. Między innymi służy jako stok narciarski, po którym szosuje Putin, jest salą teatru – miejsca ataku terrorystycznego, w końcu staje się symbolicznym cmentarzem. Najbardziej jednak zaskakuje prostota wykonania postaci Putina, która została zrobiona na kształt typowej rosyjskiej zabawki – matrioszki. W gruncie rzeczy takich zabawek jest łącznie cztery, różnej wielkości. Największa jest sylwetka Lenina, za nim w kolejności jest Stalin. Putin jest mniejszy od nich – jako skromny kontynuator myśli wielkich wodzów. Najmniejsza matrioszka przedstawia Miedwiediewa jako wytwór polityki Putina.

Spektakl jest z jednej strony subiektywny – zdecydowanie negatywnie przedstawia władzę w Rosji, zarzucając Putinowi kontynuowanie reżimu totalitarnego przykrytego powłoką demokracji. Z drugiej strony nie kształtuje bezpośrednio zdania widza. Przedstawia konkretne argumenty, zbiera fakty, które pojawiały się w poszczególnych mediach i w zapisach Anny Politkowskiej. Jednocześnie męczy, dręczy i siedzi jeszcze przez długi czas w głowie. Każe szukać, sprawdzać, upewniać się, interpretować. Jest postulatem o szukanie prawdy.

W tym wszystkim, jak na Czechów przystało, jest spora dawka groteski i czarnego humoru. Dziecięce zabawy z matrioszką Putina – jazda na nartach czy czołgiem, zestawione z tragicznymi wydarzeniami budzą sprzeczne uczucia u widza. Z początku wybucha on śmiechem, by po chwili się wzruszyć, wzburzyć lub po prostu zalać się łzami. Myślę, że takich spektakli dokumentów jest stanowczo za mało w teatrze.

Kamila Potapiuk, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 62/2013

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy Maskarada

Teatr Lalek z Grodna

Dama Pikowa

Aleksander Puszkin, Piotr Czajkowski

scenariusz i reżyseria: Oleg Żiugżda

scenografia: Margarita Staszulionok

muzyka: Piotr Czajkowski, Gaetano Donicetti

obsada: Larysa Mikulicz, Aleksander Ratsko, Aleksander Endżejewski, Witalij Leonow

 

Wrocławski Teatr Lalek

Śmieszny staruszek

Tadeusz Różewicz, Wiesław Hejno

reżyseria: Wiesław Hejno

scenografia: Jadwiga Mydlarska-Kowal

muzyka: Zbigniew Piotrowski

obsada: Jolanta Góralczyk, Józef Frymet, Krzysztof Grębski, Sławomir Przepiórka, Jacek Radomski, Marek Tatko

 

Divadlo Lišeň z Brna

Putin na nartach

na podstawie książki: Udręczona Rosja. Dziennik buntu Anny Politkowskiej

scenariusz i reżyseria: Pavla Dombrovská

scenografia: Ludĕk Vémola, Marika Bumbálková

muzyka: Tomáš Vtípil

Zdj. ze spektaklu Śmieszny staruszek, mat. organizatorów

Kamila Potapiuk – rocznik: ‘92, lokalizacja: Rzeszów – od urodzenia i pewnie po grób. Cytując Śliwiaka: „To miasto jest nawykiem serca /znam jego wszystkie erozje / i wszystkie pleśnie”. Na co dzień studentka Dziennikarstwa i komunikacji społecznej – specjalizacja: Reklama i Public Relations. Główny redaktor działu kulturalnego pressja.wsiz.pl oraz sekretarz Koła Naukowego Antropologii Kultury. Z pasji fotografik z bzikiem na punkcie analogów i eksperymentów, poeta z bzikiem na punkcie dadaizmu, okazjonalnie twórca opowiadań opartych na otaczającej ją rzeczywistości, miłośnik czasów francuskiego Króla Słońce i zwariowanego dwudziestolecia międzywojennego.Teatr – cytując klasyków jako jedyny jest syntezą wszystkich sztuk tworzących kulturę. Teatr jest aktywną refleksją nad samym sobą.