Z lupą wśród ludzi (Terrarium)

Z lupą wśród ludzi (Terrarium)

A gdyby to robaki wpakowały ludzi do terrarium i przypalały ich przy pomocy lupy i słońca? Jak byśmy wyglądali? Republika Usta Usta w kooperacji z Wikingami podejmuje próbę stworzenia wielkiej alegorii społecznej, zamieniając widzów w owadopodobne żyjątka. Zapukajmy w szybkę i zajrzyjmy do Terrarium.

Sceniczne zaangażowanie społeczne prowadzonej przez Wojtka Wińskiego grupy Republika Usta Usta stało się w Poznaniu niemal legendarne. Teatr bez stałej siedziby, jednej sceny, jednej idei – za to zdecydowanie reagujący na rzeczywistość. Teatr prowadzący widza w rejony teatralnie nieoczywiste, wymuszający zaangażowanie w przebieg doświadczanego wydarzenia. Jednakże aktualność podejmowanych tematów wcale nie zamyka go na budowanie paraboli, czego dowodzi Terrarium. Zostajemy wrzuceni w opresyjną sytuację: nazywa się nas imigrantami i stawia przed pozornym – jak się ostatecznie okaże – wyborem.

Podzieleni na dziesięcioosobowe grupy, wkraczamy w obcy, a jednocześnie doskonale znany świat. Prowadzeni zamkowym korytarzem trafiamy do sali schodowej, w której znajdują się przedstawiciele czterech frakcji – o ich względy mamy się jakoby ubiegać. Nie jesteśmy zbiegami, a widzami podporządkowującymi się poleceniom teatralnej służby bezpieczeństwa.

Po wprowadzeniu w krótkie charakterystyki poszczególnych ugrupowań rozpoczyna się podróż przez tytułowe Terrarium – kolejne grupy są kierowane do czterech sal, gdzie zostają zaprezentowane poszczególne frakcje. Pod koniec wycieczki ponownie spotkamy się w jednej sali, aby ich przywódcy dokonali sądu nad naszym imigranckim żywotem. Czy wspomniałem o tym, że Terrarium przyjmuje perspektywę zwierzęcą, więc jesteśmy oprowadzani po siedzibach otoczaków, bladawców, snujów i tężaków?

Snuje to przebiegli anarchiści knujący w odmętach zadymionego klubu z kokainą i fluorescencyjnymi farbami – czują się niedoceniani, pominięci, ale pozostają w swojej bezpiecznej niszy. Tężaki są brutalnymi narodowcami romansującymi z faszyzmem, otoczaki wyznają pracę u podstaw bez podstaw do awansu w Biedronce, a bladawce nikim się nie przejmują, sięgając w bezkompromisowy sposób po władzę. Nad wszystkim czuwa SS-mańska wręcz policja. Do kogo nas przydzielą?

Oprowadzeni po kolejnych, naprawdę doskonale zaprojektowanych salach wysłuchujemy wykładu na temat widzenia świata przez daną społeczność, po czym tamtejsza policja wyrzuca nas do kolejnego pomieszczenia. Zanim zdecydujemy, czy będziemy obierać ziemniaki z otoczakami, czy pogramy w okrutne szachy z bladawcami, zabiera się nas dalej. I choć zabrzmi to paradoksalnie – oto jest siła Terrarium! Opresyjność sytuacji, wpisanie w kontekst imigracyjny, przedstawianie oferty asymilacyjnej przy jednoczesnym poganianiu widza dalej, daje doskonale konsekwentny obraz świata. Można się poczuć niechcianym popychadłem, szybko zbitym gońcem w rozgrywce kogoś większego. Nie mamy czasu zagłębić się w którąkolwiek ideę, nie zdążymy nawiązać głębszej relacji z żadną frakcją. Na koniec i tak okaże się, że zwalczające się gatunki gadów i płazów zjednoczą siły, byle tylko wytępić zagrożenie zewnętrzne.

Teatr Republika Usta Usta, słynący z intensywnego i eksperymentalnego podejścia do sytuacji/przestrzeni, tym razem eksploruje zakamarki Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Zaprasza na wycieczkę, ale potencjału miejsca niestety nie wykorzystuje. Spektakl (jeśli tak to wydarzenie potraktujemy) mógłby się odbyć w każdej innej przestrzeni i nie odjęłoby mu to niczego Owszem, niewypowiedziana obecność historii miejsca tworzy pewien podtekst, ale jeśli całość bazuje na mocnym boksowaniu ideami, satyrą i młotem na władzę, taka subtelność wydała mi się niezauważalna.

Retoryka ukrycia agresywnej systemowości pod niepozornym płaszczykiem alegorii została już wykorzystana w literaturze chociażby przez Wiktora Pielewina w Życiu owadów. O ile w postmodernistycznej alegorii rosyjskiego pisarza kostium zwierzęcy służy demaskacji mechanizmów rządzących systemem, o tyle wędrując razem z robalami, wnikamy przede wszystkim w grupy społeczne i frakcje polityczne. Każdy element ekosystemu przedstawiony w Terrarium pełni określoną funkcję, jednocześnie pozostając autonomiczną całostką na kształt etiudy. Wpadamy do tej rzeczywistości, zostajemy dopuszczeni do przestrzeni nieoddzielonej od zwierząt, a i tak doznajemy poczucia, że nie mamy na nią wpływu. Oglądamy sytuację społeczną w terrarium, z czasem przypominając sobie, że wpatrujemy się jedynie w swoje nieco wykrzywione oblicze odbite w szybie. W tym tkwi największa siła nowego projektu Republiki Usta Usta: w nieustannym odwracaniu i karykaturalizowaniu perspektywy oglądu społeczeństwa. Kiedy CK Zamek wypuści nas już ze swych trzewi, zastanawiamy się, kim jesteśmy poza sytuacją teatralną. Tężakiem? Otoczakiem? Nie ma opcji autonomizacji, zawsze wpadamy w którąś z wydrążonych przez ideologów norek.

Całoroczny cykl Teatr Powszechny w Centrum Kultury Zamek za cel stawia sobie integrację marginalizowanych grup społecznych. W Terrarium obok grupy Wojtka Wińskiego występują członkowie grupy teatralnej Wikingowie, powstałej w 2013 roku przy Ośrodku dla Bezdomnych nr 1 w poznańskim Szczepankowie. Kontekst bezdomności został poruszony niezwykle mocno – ale jednocześnie nie nachalnie, a wpisana w rolę widza „imigracyjność” i niemożność znalezienia sobie miejsca w owadzim świecie, to mocno zapadające w osobistą wrażliwość doświadczenie. Aktorzy grają typy narysowane grubą krechą, co tylko potęguje efekt alegoryzacji. I czynią to z doprawdy rozbrajającą radością, pasją w owadzich oczach swoich wcieleń. W wykreowany przez nich świat się po prostu wierzy, a poprzez wyraziście pokazaną uniwersalność aż chce się przekładać to teatralne doświadczenie na poziom społecznej rzeczywistości i szukać kolejnych interpretacji.

Bez trudu rozpoznajemy charaktery, łapiemy aluzje do sytuacji politycznej – a mimo to wciąż doświadczamy wyobcowania, w czym znaczny udział ma przede wszystkim scenografia. A jeśli znany świat staje się obcy, według Wolfganga Kaysera mamy do czynienia z groteską. Fantastycznie skontrastowane gabinety poszczególnych ras w pozornie poplątanych korytarzach zostają dopełnione owadzią dawką humoru. Owadzią, bo dowcipami, aluzjami i szturchnięciami z porozumiewawczym mrugnięciem atakuje nas każda linijka tekstu, lecz tak naprawdę uśmiechnąłem się pod nosem raz. Większość żartów przemyka niczym mrówka pomiędzy nogami albo jest irytująco zauważalna, jak dokuczliwa mucha.

Jednak w pamięci najdłużej pozostaje sfera wizualna, wyraziste kostiumy i scenografia – tyleż oszczędna, co niebywale efektowna. I to niezależnie od tego, czy mówimy o klatce tężaków, klubie snujów czy szachownicy bladawców. Za pomocą prostych świateł udało się stworzyć doskonałą iluzję zamkniętego ekosystemu, jednocześnie potrafiącego sprawić widzowi estetyczną przyjemność. Muzykę zastępuje propagandowy głośnik, z którego dochodzą do naszych uszu nieustannie powtarzane zasady życia w terrarium.

Nierówna jakość scenek, tylko pozorne zaangażowanie publiczności i finałowa scena dają zaledwie namiastkę niewykorzystanego potencjału – chętnie usłyszałbym mocniejszy dowcip, dostrzegł brawurę i więcej prób zaskoczenia widza. Dostało się wszystkim: narodowcom, elitom, anarchistom akurat nie, ale już scena małych polskich wyrobników w biedronkowych szatach to smutny żart. Bardzo chciałbym mocniej doświadczyć rozdźwięku swoistego panoptykonu zawartego w sytuacji terraryjnej. Akcent położony na obserwację zachowań imigrantów dodałby z pewnością wielowymiarowości całości. Brakuje mi także tej odrobiny szaleństwa, o jaką aż prosiły się niektóre sceny. Jeżeli jednak pragniecie spróbować imigracyjnej tułaczki po wyobcowanym świecie alegorii społecznej, nie muszę was zachęcać. Nie da się ukryć tego, co wyłazi spod podszewki niczym irytujące robaki – teatrowi Republika Usta Usta oraz Wikingom udało się wprowadzić dziwność i rozedrganie do postrzegania społeczeństwa. Wielki rój owadzich ludzi wypluwa kolejne fale odrzuconych, innych.

Teatr podający widzowi lupę z lusterkiem, by ten przypatrzył się swemu robaczemu życiu, wart jest najlepszego środka na komary.

Tomasz Błaszak, Teatralia Poznań

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 189 /2017

Teatr Usta Usta Republika i Wikingowie

Terrarium

reżyseria: Wojciech Wiński

scenariusz: Ewa Kaczmarek, Wojciech Wiński

muzyka: Adam Brzozowski

kostiumy: Idalia Mantas

obsada: (grupa Wikingowie): Leszek Furmanek, Marek Kwieciński, Przemek Kropiński, Zbyszek Krakowski, (grupa Usta Usta): Ewa Kaczmarek, Roman Andrzejewski, Marcin Głowiński, Artur Śledzianowski, Mikołaj Podworny, Grzegorz Ciemnoczołowski, Przemysław Zbroszczyk, Dominik Złotkowski

premiera: 25 listopada 2016

fot. mat. CK Zamek

Tomasz Błaszak (‘93), student filologii polskiej i wiedzy o teatrze. Kulturalne sznyty zebrał na poznańskim Dębcu. Uwielbia filmy Charliego Kaufmana, twórczość Darka Foksa i wołacz. Nie zna się na warzywach ani muzyce.