Lucyfer Grotowski

Lucyfer Grotowski

Spectatorsi kolejny raz nie zawiedli i zafundowali widzom „multimentalny” spektakl, niemający za wiele wspólnego z klasycznym monodramatem. Krzesło plus człowiek plus słuchawki – to ich recepta na dobre spożytkowanie siedemdziesięciu minut.

Egzorcystę przedstawiono w CafeTHEI, sąsiadującej z Teatrem Laboratorium (dawnym ośrodkiem badań metody aktorskiej według Grotowskiego). Kilkadziesiąt niewygodnych krzeseł, niemal ascetyczny wystrój, rzutnik i ściana – wszystko niewystarczająco dobrze widoczne z każdego miejsca sali. Mimo to zgromadzeni byli nastawieni pozytywie; najpewniej nie znaleźli się tam przypadkowo.

Cisza, ściemnione światła. Widzowie poproszeni są o założenie słuchawek. Obrazy na ścianie, głosy dobiegające zewsząd – jesteś w stanie dać się nabrać, że ktoś stoi za tobą, przy tobie, że szepcze, że krzyczy, za co chapeau bas dla twórców dźwięku przestrzennego. Dźwięk imitujący gitary wzmacniał ten efekt dodatkowo. W filmie rozgrywa się niewiele akcji, nie widać twarzy postaci, i choć sceny ograniczały się głównie do spożywania posiłków, nie można było oderwać od nich oczu. Historia z pozoru banalna, z przewidywalnym zakończeniem, jednak wystarczająco zadowalająca.

Elektryk, alkoholik, mąż, katolik to jedna postać – pan Henio, główny bohater opowieści. Znajduje pracę w teatrze, miejscu dotąd zupełnie mu obcym. Szefem pana Henia okazuje się posiadający po sześć palców u dłoni, paradujący nocą w ciemnych okularach Belzebub. Przerażony zaistniałą sytuacją mężczyzna zwraca się o pomoc do księdza, który, jakby czytając w jego myślach, zmienia się w egzorcystę. Razem wybierają się do diabelskiego przybytku, którym wydaje się być Teatr Laboratorium, by walczyć z siłami zła. Oczywiście Lucyferem okazuje się Jerzy Grotowski, co stanowi puentę i pozostawia widza z refleksją i możliwością dopowiedzenia sobie reszty.

Spektakl momentami śmieszy, rzadziej przeraża. Padają prowokujące stwierdzenia: „Nie trzeba się tak mizdrzyć, to nie Teatr Polski”, „Murzyn? Nie, normalny!”. Całość wieńczy refleksyjna podróż-spotkanie z Jerzym Grotowskim. Słyszymy: „Człowieka należy zredukować do człowieka, nie do jego ubioru czy wyglądu”. I to warto z Egzorcysty zapamiętać.

Cieszy fakt, że w multimentalnym spektaklu nic nie jest na siłę, za bardzo, na pokaz. Wszystko ze sobą współgra i jest dozowane z odpowiednim natężeniem. Egzorcysta jest ciekawym doświadczeniem nie tylko dla zwolenników multimedializacji, która coraz częściej dominuje w teatrze, lecz także dla konserwatystów. Sama nie wiem, do której grupy miałabym zaliczyć siebie.

Katarzyna Pytlos, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 48/2013

Teatr Ad Spectatores

Egzorcysta

w ramach „Monosytuacji”, cyklu małych form teatralnych Instytutu Grotowskiego

scenariusz: Krzysztof Kopka

reżyseria: Krzysztof Kopka, Teo Dumski

reżyseria obrazu: Edgar de Poray

scenografia i kostiumy: Ewa Beata Wodecka

muzyka: Łukasz Damrych

zespół muzyczny: Łukasz Damrych, Wojciech Orszewski

obsada: Łukasz Chojęta, Agata Kucińska, Marcin Chabowski, Michał Wielewicki, Krzysztof Kopka, Anna Ilczuk, Joanna Łaganowska, Arkadiusz Cyran, Jakub Giel, Julia Urbańska, Włodzimierz Chomiak

premiera: 11 lutego 2013