W lesie umysłu (Grimm: czarny śnieg)

W lesie umysłu (Grimm: czarny śnieg)

Nastała wszechobecna moda na odczarowywanie bajek. Filmowcy, pisarze i akademicy opowiadają, że baśni wcale nie pisano dla dzieci, bo pełno w nich okrucieństwa, zbrodni i strachu. Sypią z rękawa cytatami z Bettelheima i Proppa. Nad premierą Grimm: czarny śnieg wisiało widmo kolejnej okrutnej – wracającej do źródeł – interpretacji. Całe szczęście IPGroup udało się – jedynie wychodząc od tego trendu, prawie jak od czegoś oczywistego – sięgnąć dużo głębiej.

Pierwszą, podstawową rzeczą, która wyróżnia spektakle IPGroup jest dbałość o wszystkie elementy wypowiedzi scenicznej. Jesteśmy w lekko psychodelicznej, ale wspaniale scenograficznie zorganizowanej przestrzeni, gdzie okrągłe ekrany, wyjścia i wejścia na scenę oraz dostępny dla widza jedynie za pomocą kamer, stojący na scenie czarny domek układają się w skomplikowany, lecz przejrzysty świat. Scenografia zachwyca estetycznie, potęguje oniryczność spektaklu, ale nie jest nachalna: nie zmusza widza do koncentracji wyłącznie na dziwności przedstawienia i współgra z możliwością śledzenia akcji. Jesteśmy w czyimś śnie-lesie, i ten czyjś las jest zaskakujący i nieprzewidywalny, ale nie pochłania nas zupełnie.

Tekst Anki Herbut to nie tylko przemieszane motywy baśniowe, które można odczytać i odgadnąć. Epizodycznie pokawałkowana fabuła z elementami nawiązującymi do baśni jest żonglerką znanymi archetypami i próbą eksploatacji ich znaczenia na różnych – przede wszystkim psychoanalitycznych – poziomach. Baśniowe historie postaci, a raczej samo ich jądro (zgubienie się lesie czy zapadnięcie w długi sen) są tutaj jedynie oczywistym punktem wyjścia. Twórcy spektaklu właśnie przez wykorzystanie archetypów niejako apelują do tego, co widz ze sobą przyniósł. Nagromadzenie motywów i postaci z sukcesem powoduje bardzo subiektywny i prywatny odbiór, interpretacja jest więc nie dość ze mocno emocjonalna, to również wybiórcza. To rzadki przypadek teatru, w którym całość, mimo że spójna, okazuje się trudna do ogarnięcia, co czyni spektakl intelektualnie i emocjonalnie wymagającym oraz, jeśli tylko damy mu szansę, bardzo angażującym. Ciężko Grimm zrozumieć, ale łatwo, jeśli się mu pozwoli, poczuć i zinterpretować dla siebie.

Różnorodność epizodów sprawia, że trudno wyrokować o najlepszym wykonaniu aktorskim. Niektóre sceny docierają wprost do serca, inne nie przekonują. Krzesisława Dubielówny sprawia, że słuchanie jej monologów wydaje się czymś pomiędzy zasłuchiwaniem się w babcinych historiach a uczestniczeniem w szamańskim seansie. Scena Anny Ilczuk i Adama Szczyszczaja powoduje przyjemną wątpliwość, czy aby właściwy spektakl tego sezonu został oprotestowany przez środowiska prawicowe, a gra pomiędzy Haliną Rasiakówną a lustrem, mimo że wyświetlana jedynie na ekranie, wbija w fotel swoją szczerością.

Nie jest zaskoczeniem, że wykorzystanie w spektaklu nowych mediów nie służy jedynie poszerzeniu możliwości wypowiedzi scenicznej, ale także niesie ze sobą wiele znaczeń. Na ekranach możemy zobaczyć elementy spektaklu dziejące się na scenie „tu i teraz”, ale niewidoczne dla widza, co więcej – wykorzystana jest również VR, czyli wirtualna rzeczywistość. Obecny na scenie Adam Szczyszczaj nosi urządzenie pozwalające mu widzieć, stworzoną specjalnie na potrzeby spektaklu, rzeczywistość, którą – dzięki ekranom – widzowie także obserwują w czasie rzeczywistym. Twórcy spektaklu zabierają widza na nieeksploatowany do tej pory w teatrze poziom obserwacji. Już nie tylko widzimy to, co na scenie i – za pomocą kamery – to, co poza nią, ale również zupełnie wirtualny twór, którego doświadcza aktor. Refleksja na temat snów wspomnień i psychiki nabiera tutaj nowego, głębszego wymiaru.

Spektakl Łukasza Twarkowskiego nie pokazuje, że baśnie są szokujące i okrutne. Próbuje natomiast przekazać, że szokujące, okrutne i niezgłębione pozostaje ludzkie wnętrze, sny, marzenia, wyobrażenia, lęki i emocje, które każdy przynosi ze sobą również do teatru. „Jest tylko jedna baśń”, ta o zagubieniu w lesie ludzkiego umysłu, w którym, tak jak w spektaklu Grimm, trzeba odnaleźć właściwą ścieżkę.

 

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn Teatralia, numer 160/2016

 

Teatr Polski we Wrocławiu

Anka Herbut

Grimm: czarny śnieg

reżyseria i reżyseria światła Łukasz Twarkowski [IP]

dramaturgia: Anka Herbut [IP]

scenografia: Fabien Lede i łukasz Twarkowski [IP]

kostiumy: Marta Stoces mizBeware i Julia Porańska

wideo: Jakub Lech[IP]

light advisor: Bartosz Nalazek

virtual reality: VR GLOBAL

programowanie interaktywne: Łukasz Furman

muzyka: Bogumił Misala [IP]

konsultacja choreograficzna: Maciej Sado

obsada: Krzesisława Dubielówna, Anna Ilczuk, Bartosz Porczyk, Halina Rasiakówna, Adam Szczyszczaj, Wojciech Ziemiański, Marta Zięba, Witold Liszkowski

fot. Natalia Kabanow

 

Zuzanna Zajt – absolwentka teatrologii na UJ. Zawodowo przekonuje młodych ludzi, ze teatr to coś zupełnie innego niż „takie kino, tylko nudniejsze”