Lear osobisty (Testament)

Lear osobisty (Testament)

Prawda jest taka, że – mniej lub bardziej świadomie – boimy się starości. Zarówno swojej własnej, jak i naszych najbliższych. I nawet najbardziej gorliwi altruiści nie zaprzeczą, że opieka nad starymi, często zniedołężniałymi rodzicami nie wygląda jak wymarzony plan na przyszłość. Ale w dalszej perspektywie jawi się spadek – któż nie chciałby go otrzymać? Pomiędzy obowiązkiem a korzyścią znajdują się skomplikowane relacje i niełatwe historie, które mogłyby być świetnym tematem na reportaż. Albo na spektakl taki jak Testament.

Niemiecki kolektyw teatralny She She Pop pokusił się o wystawienie niekonwencjonalnej i w pewien sposób brawurowej wersji Króla Leara. Szekspirowska tragedia została nie tyle uwspółcześniona (zresztą, czy ponadczasowe dzieła potrzebują aktualizacji?), co spersonalizowana. Przez pryzmat Leara aktorzy opowiadają o prywatnych doświadczeniach i rodzinnych relacjach. Jednak na osobistych wynurzeniach się nie kończy. Artyści poszli krok dalej i zaprosili do współpracy swoich ojców. Trzej starsi panowie w masywnych czarnych butach z wysoką cholewką siedzą na fotelach ustawionych po lewej stronie sceny, jak na tronach. Przed nimi znajdują się kamery, dzięki którym twarze ojców wyświetlają się na środkowej ścianie, tworząc swego rodzaju element scenografii. Poza tym powiększone twarze, spoglądające z góry na scenę, zdają się panować nad sytuacją i nad dorosłymi dziećmi, które – zamiast spełniać ambicje rodziców – bawią się w teatr.

Okazuje się jednak, że ta władza jest tylko pozorna. Dzieci zaczynają rozrabiać i domagać się schedy. Zrywają z szyi sztywne elżbietańskie kołnierze, pozbawiają ojców ubrań, zabierają im buty i przebierają się w ojcowskie „kostiumy”. A gdy starcy żądają opieki w zamian za odziedziczony majątek, mogą liczyć jedynie na minimum niezbędne do życia. Córki Leara nie chciały zgodzić się, by wraz z królem zamieszkało w ich zamkach 100 żołnierzy. Współczesne córki nie chcą zgodzić się na przeprowadzkę 10 000 ojcowskich książek do małego mieszkania. Wyrodne potomstwo czy zdrowy rozsądek? She She Pop pokazują, jak trudna lub wręcz niemożliwa jest obiektywna ocena, jak skomplikowany jest proces osiągania kompromisu i zdrowej równowagi, jak złożone i niezbędne jest wybaczanie błahostek i niewybaczalnych przewinień. W rytm piosenki I will always love you, śpiewanej przez jednego z ojców, córka wylicza swoje kolejne ustępstwa związane z prozaicznymi czynnościami, jak nakłanianie do jedzenia, wstawania z łóżka, codziennej toalety czy sprzątania. Ten opis przyziemnych zmagań z życiem to także metaforyczny obraz stopniowego, codziennego umierania.

Oprócz adaptacji wątków Króla Leara do współczesności, w Testamencie pojawiają się również dodatkowe sceny, wbudowane w strukturę dramatu. Ojciec-fizyk daje krótki wykład, ukazując zależności pomiędzy uczuciami a majątkiem na przykładzie równań z niewiadomą. Każde z dzieci w duecie z ojcem śpiewa ulubioną piosenkę przed kamerą. Ojciec odpowiada na – momentami kłopotliwe i intymne – pytania, leżąc w tekturowej trumnie. Poza tym przez cały spektakl przewijają się fragmenty prób: grupa odsłania kulisy przygotowań: dywagacje, kłótnie, wątpliwości i emocje, jakie towarzyszą powstawaniu spektaklu. Od razu nasuwa się skojarzenie z Kartoteką rozrzuconą – Różewicz w podobny sposób wmontował nowe elementy w Kartotekę, chcąc wypróbować siłę struktury dramatycznej, niejako ją zdekonstruować, „rozsadzić”. W obu przypadkach forma dramatu okazała się niezwykle pojemna – pomieściła wplatane w nią wątki, nie ulegając destrukcji. Wydaje się wręcz, że owe współczesne i osobiste wstawki wzmocniły wymowę szekspirowskiej tragedii i ukazały ją w innym świetle niż to, do którego nasze zmysły już zdążyły się przyzwyczaić.

Pokaźna dawka autoironii i komizmu sprawia, że ta nowatorska adaptacja Leara staje się bardziej przystępna, oczyszczona z patosu, który mógłby uśpić czujność widowni i skłonić do rutynowego odbioru sztuki. Równocześnie owe humorystyczne sceny ewokują wzruszenie – prywatne przeżycia stanowią fragment czy raczej miniaturę uniwersalnych doświadczeń człowieka, a wypowiedziane na głos, przenikają do umysłów widowni, wywołując najodleglejsze wspomnienia i pytania o przyszłość.

Eksperymentalna w Testamencie jest nie tylko forma spektaklu, ale także sposób tworzenia. She She Pop rezygnują z tradycyjnej funkcji reżysera i pracują zespołowo, wspólnie kreując zarówno ogólną koncepcję sztuki, jak też detale oraz czerpiąc inspiracje z własnych życiorysów. W tym szaleństwie jest metoda, zaś taki sposób pracy nad przedstawieniem przekłada się na jego jakość. Artyści znakomicie komunikują się ze sobą na scenie, dzięki czemu spektakl ani na chwilę nie wypada z precyzyjnego rytmu i wyważonej tonacji na pograniczu dramatu i komedii. I jeżeli jednym z zadań teatru jest docieranie do złożonej prawdy, to grupa She She Pop zdaje ten test celująco. A Testament to według mnie czarny koń tegorocznych Konfrontacji Teatralnych.

Katarzyna Łupińska, Teatralia Lublin
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 116/2014

9 Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne

Centrum Kultury w Lublinie

She She Pop

Testament

scenografia: SSP i Sandra Fox

kostiumy: Lea Søvsø

oświetlenie: Sven Nichterlein

dźwięk: Florian Fischer

muzyka: Christopher Uhe

konsultantka ds. dramaturgii: Kaja Jakstat

obsada: Sebastian oraz Joachim Bark, Johanna Freiburg, Fanni i Peter Halmburger, Lisa Lucassen, Mieke i Manfred Matzke, Ilia i Theo Papatheodorou, Berit Stumpf

premiera: luty 2010

fot. Doro Tuch