Łątki z całego świata (Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej w Bielsku-Białej)

Łątki z całego świata (Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej w Bielsku-Białej)

Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej w Bielsku-Białej to już legendarny – w tym roku obchodził swoją 50-letnią rocznicę – zjazd najróżniejszej maści przedstawień i teatrów lalkowych z całego świata. Podczas tegorocznej edycji festiwalu, można było zobaczyć 21 spektakli, wybór był ogromny, a poziom zróżnicowany. Trudno jednak znaleźć dla prezentowanych przedstawień wspólny mianownik. W ramach pojęcia „sztuki lalkarskiej” mieszczą się bowiem najróżniejsze przedsięwzięcia, które mogliśmy podczas festiwalu oglądać: nie tylko spektakle dla dzieci i autorskie monodramy, ale również formalnie skomplikowane widowiska dla dorosłych, teatry cieni, czy nawet (gość specjalny tegorocznego festiwalu) wpisane w japońską tradycję Otome Bunraku.  Oddając sprawiedliwość tej różnorodności, oto kilka słów o najlepszych reprezentantach tego szerokiego spektrum zjawisk teatralnych

Grand Prix Festiwalu otrzymał spektakl włoskiego Teatro Gioco Vita za przedstawienie Rycerz Nieistniejący. Jest to zrealizowana z rozmachem inscenizacja w teatrze cieni tekstu autorstwa Italo Calvino. Przedstawienie faktycznie wprawiało w zachwyt rozwiązaniami technicznymi: na scenie widzieliśmy jeden wielki ekran i parę mniejszych, lalki cieniowe były wykonane z pomysłem i  precyzją. Prawdopodobnie zapewniające Gioco Vita główną nagrodę, było użycie w przedstawieniu znanych trików i efektów charakterystycznych dla teatru cieni, które jednak zupełnie widza nie nużyły, dzięki dynamice nadawanej spektaklowi przez aktorów – świetnych animatorów. Ustawienie ekranów często się zmieniało, aktorzy wykorzystywali całą przestrzeń sceny, operując tak cieniem jak i lalką cieniową w żywym planie i wywołując nowatorskie efekty poprzez, na przykład, cienie, które padały na flagę w ciągłym dynamicznym ruchu. Przedstawienie faktycznie było pod względem technicznym olśniewające, ale na wielkie uznanie zasługują także inne pokazane podczas festiwalu spektaklu – również te nienagrodzone.

Ze Słowacji przyjechał Bábkové divadlo na Rázcestí ze spektaklem Teatr cieni Ofelii. Oto mamy na scenie mieszkanie – stare szafy, pianino, sekretarzyk, garderobę, toaletkę- które jest jednocześnie światem. Każdy mebel to ukryte miejsce: teatr, kościół, mieszkanie, a nawet morze! W świecie tym rozgrywa się prosta, piękna historia o dobru i radzeniu sobie z przeciwnościami losu.  Główną bohaterką nie jest przeżywająca przygody młódka, ale samotna (pozornie) staruszka. Ofelia całe swoje życie spędziła w małym teatrze w swoim rodzinnym miasteczku, gdzie wszyscy znali ją jako Madame Soufle, genialną suflerkę, znającą na pamięć wszystkie grane sztuki i ratującą z opresji zapominalskich aktorów. Teatrzyk zaczął jednak podupadać, aktorzy przenosili się do większych teatrów, a nasza bohaterka została brutalnie wypędzona ze swojego ciasnego królestwa pod sceną. Jest coś niespotykanie urokliwego w postaci staruszki, która reprezentuje wspaniałą pogodę ducha i dobroć –  jest pogodzona ze wszystkim co ją spotyka – nie przejmuje się zbytnio stratą pracy, pieniędzy czy mieszkania, a jedyne czego pragnie od życia to nie być samotną. Na ratunek przychodzą jej spotkane Cienie – zagubione, oderwane od swoich właścicieli, równie samotne jak Ofelia, która dzięki swojej dobroci i chęci pomocy wszystkim samotniczym, smutnym bytom, zaczyna się nimi opiekować. A one opiekują się nią – tworząc jedyny w swoim rodzaju Teatr cieni Ofelii – aż do jej spokojnej śmierci, a nawet po niej, bo pełną dobroci staruszką kochającą teatr, Ofelia pozostaje również w wieczności. Marian Pecko tworzy rozbudowaną, spójną fabułę poprowadzoną konsekwentnie od początku do końca: co wcale w dzisiejszych czasach w teatrze dla dzieci nie jest częste. Co więcej, jest to historia do głębi poruszająca, która pokazuje bohaterkę obdarzoną czystą (prawie niewspółczesną) dobrocią. I ta dobroć właśnie (a nie spryt czy życiowa przedsiębiorczość) pozwala jej pokonywać przeciwności losu. Reżyser dodaje do tego także trudny temat, jakim jest starość i śmierć, który jest potraktowany w inscenizacji z ogromną pogodą ducha i na spokojnie oswajany. Warto wspomnieć o świetnie poprowadzonych aktorach, którzy grają jednocześnie kilka postaci, często zmieniają plan żywy na lalkowy i utrzymują ciągły kontakt z widownią. Wydawać by się mogło, że takie skomplikowanie elementów składowych będzie przeszkadzać w odbiorze spektaklu, jest jednak wręcz przeciwnie – wszystko jest klarowne, jasne i przede wszystkim – bardzo wzruszające. A ponieważ oczekuje od teatru przede wszystkim poruszania emocji, bardzo zdziwiło mnie, że Teatr Cieni Ofelii, mimo swoich ewidentnych zalet, wyjechał z Festiwalu bez żadnej nagrody.

Mocno uogólniając, można by powiedzieć, że typowo kojarzącym się z teatrem lalek rodzajem  przedstawień jest monodram. Łatwo przywołać w wyobraźni obraz samotnego lalkarza, rozstawiającego swój parawan na jarmarku, i samodzielnie poruszającego gronem postaci:  jasełkowymi Herodem i Śmiercią, albo Punch’em, Judy i ich wyrzuconym przez okno dzieckiem.   Monodramy lalkowe mają w sobie pewną magię, ponieważ łączą teatr ze sztuką storytellingu – aktor jednocześnie ożywia postaci, ale jest także narratorem-opowiadaczem. Rozkłada walizkę, specjalny sekretarzyk, własnej roboty prowizoryczną konstrukcję z linek i deseczek i opowiada  widzom o swoim świecie za pomocą małych lalek. Podczas dwóch monodramów prezentowanych na Festiwalu  miałam wrażenie, że nigdy wcześniej nie widziałam w teatrze aktora-opowiadacza, który byłby aż tak zanurzony w dwóch światach: przebywał i rozmawiał z widzami , zupełnie świadomy kontaktu z nimi, a jednocześnie tworzył dopracowany i piękny, odrębny świat przedstawienia. Pierwszy monodram to Elena Volpi (z akompaniamentem Matija Krečiča) w spektaklu Praktyczne rady dla grzecznych dzieci. Aktorka jest przekonująca od samego początku, dzięki ogromnej szczerości z jaką mówi do widzów. Od pierwszych chwil widz potrafi uwierzyć, że narratorka opowiada własną historię, a nie tekst stworzony na podstawie opowiadań Marka Twaina. Mówiąc, miesza języki: słoweński, czeski i polski, ale opowiada z tak wielkim zaangażowaniem, że zrozumiały jest każdy żart, niezależnie od tego, w jakim języku został powiedziany. Towarzyszą aktorce  małe, jakby dziecięce laleczki z przyczepianymi na magnes twarzami ze starych fotografii, mieszkające na malutkiej scenie: szafce z szufladkami. Elena Volpi jest na scenie bardzo zabawna, ale przede wszystkim posiada dar opowiadania historii, tak aby zarażać widownie emocjami: równie często radością, co wzruszeniem i nostalgią za czasami dzieciństwa.

Drugi monodram to Wania. Opowieść o Wani i tajemnicach rosyjskiej duszy – który, jak wynika z moich obserwacji, otrzymał najdłuższą stojącą owację. Warto również wspomnieć, że aktor Michaił Szełomiencew otrzymał aż trzy nagrody specjalne. Opowieśc o Wani to jednocześnie tradycyjna baśń o pokonywaniu smoka przez dzielnego śmiałka i metaforyczną opowieść o rosyjskiej-wschodniej mentalności. Gdy Wania dostaje się do wnętrza żołądka potwora, znajduje tam zorganizowany przez wcześniej zjedzonych obywateli „Paryż”. Pożarci nieszczęśnicy bawią się, piją wódkę i wcale nie chcą tego „zachodniego” parku rozrywki opuszczać. To tylko jedna z wielu uroczych metafor, jakie można w opowieści odnaleźć. Przez cały spektakl w sposób jednocześnie dowcipny i melancholijny przewija się motyw smutnego patriotyzmu – miłości do ziemi ojczystej i braci, ale także marzenia, żeby lepiej się w tej ukochanej ojczyźnie żyło. Szełomiencew poprzez doskonałą grę i świetne rozwiązania sceniczne – jak chociażby potwór morski, którego głos pochodził z napełnionego wodą czajnika – nadawał całej historii rys jednocześnie humorystyczny i melancholijny– cóż bardziej wschodniego można znaleźć niż melancholijną radość.

Podczas festiwalu zobaczyliśmy również dwa świetne spektakle przeznaczone dla widowni dorosłej: Sandmana  Vilniaus teatras LĖLĖ  i Szepty Cie Mossoux-Bonté. Były one do siebie pod pewnymi względami podobne: ich twórcy opowiadali, głównie poprzez ruch i taniec, o zmaganiu się z wewnętrznymi demonami. Przedstawienia przenoszą widza do świata na granicy jawy i sennego koszmaru. Sandman dzieje się w ciemnej, iluzjonistycznej przestrzeni, gdzie z zupełnej ciemności wyłaniają się kubistyczne kształty, upiornie oświetlone schody czy lewitujące fragmenty aktorów.  Na oświetlonych częściach sceny obserwujemy hybrydy ludzi i lalek naturalnych rozmiarów. Każdy aktor w tańcu-pantomimie ciągnie za sobą jedną albo i więcej przyczepionych postaci, tak że widz przestaje rozróżniać żywe kończyny od sztucznych. Jest to dość ograny lalkarski numer, tutaj jednak owo sczepienie lalki i aktora ma głębszy sens. Wymowa spektaklu opiera się bowiem na metaforze wewnętrznego połączenia z wyobrażeniami na temat siebie i innych ludzi, przywiązywania do sztucznych tworów naszego umysłu: owych cieni – lalek.

Nicole Mossoux doskonała tancerka-solistka, opowiada tańcem w pięknych plastycznie kostiumach o swoim spotkaniu z wewnętrznymi demonami, których nie widzimy jednak na scenie. Pojawiają się tylko w dźwiękach i w ciemności wokół aktorki, która wywołuje ich obecność pantomimicznymi ruchami. To, co w obu przedstawieniach zachwyca to dokładność wykonania,  aktorzy są wyćwiczeni, skoncentrowani, a ich fizyczne bycie na scenie aż kłuje w oczy, a każdy, precyzyjny ruch niesie w sobie szalony ładunek skoncentrowanych emocji.

Organizatorzy festiwalu oczywiście nie zapomnieli o młodszych widzach. Nagrodę dla najlepszego spektaklu dla dzieci otrzymał Charkowski Akademicki Teatr Lalek im. Wiktora Afanasjewa za przedstawienie Jeż z mgły. Dzieci z radością obserwowały kilka zabawnych historii-przygód grupy przyjaciół: jeża, niedźwiedzia, zająca i osiołka. Klasycznie animowane – przez zupełnie niewidocznych aktorów – pięknie wykonane lalki w połączeniu z prostą fabułą, którą dzieci potrafią zrozumieć nawet bez znajomości języka, to swego rodzaju majstersztyk w dziedzinie teatru dla dzieci. Przedstawienie wydawało się przede wszystkim dopracowane pod najmniejszymi szczegółami: mała scena lalkowa umożliwiająca zupełne ukrycie aktorów, na której oprócz lalek widzimy plastycznie wykonane dmuchawce, chmury czy malutkie meble. Wszystko wydawało się lekkie i ulotne – jakby ukryte za mgłą albo wyjęte z przyjemnego puchatego snu.

Ciekawą propozycją był również Czerwony Kapturek, baśń braci Grimm jako gra świateł teatru United Puppets z Berlina. Zaskakiwała prostota wykonania: najzwyklejszy parawan dla pacynek i zwykłe lalki rękawiczkowe, gdzie jedynym udziwnieniem były kolorowe różnokształtne żarówki zamiast głów. Podczas tego spektaklu również stała się rzecz niesamowita: mimo bariery językowej (aktorzy mówili tylko pojedyncze słowa po polsku, a resztę tekstu wypowiadali w swoim ojczystym języku) widownia świetnie się bawiła. Głównie dzięki mistrzowskiemu opanowaniu animacji pacynkami i operowaniu wieloma głosami przez dwójkę aktorów. Spektakl udowodnił, że przy dobrym technicznym przygotowaniu, nawet proste rozwiązania sceniczne mogą zapewniać dzieciom dobrą zabawę. A dorosłym wielbicielom nieugrzecznionych baśni (które oglądamy w teatrze dla dzieci coraz rzadziej) ulgę przyniósł fakt, że była to  klasyczna, grimmowska wersja historii, gdzie wilk kończy na dnie rzeki z żołądkiem pełnym kamieni, a Czerwony Kapturek krzyczy z radością „wilk zabity, wilk zabity!”.

Festiwal zaprosił również grupę Dundu z przygotowanym dla wszystkich  mieszkańców i gości Bielska-Białej, widowiskiem ulicznym. Po Placu Chrobrego przechadzały się i tańczyły pięciometrowe figury z jasnego światła – animowane przez kilku aktorów jednocześnie. Wydarzenie wzbudziło zachwyt zgromadzonego tłumu, na pewno posłużyło rozgłosowi i propagowaniu teatru lalek nawet wśród przypadkowych przechodniów. Na festiwalu oczywiście można było obejrzeć więcej przedstawień – pięknych, dopracowanych, zaskakujących. Chciałam tutaj jedynie pokrótce zarysować, jak różnorodna i ciekawa może być sztuka teatru lalek. Teatr Banialuka co dwa lata realizuje wspaniałą misję gromadzenia perełek tego nurtu z całego świata. Nie pozostaje więc nic innego jak serdecznie podziękować organizatorom i oczekiwać na kolejną, równie bogatą edycję tego ważnego na teatralnej mapie Polski wydarzenia.

 

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 175/2015

27. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej, Bielsko-Biała, 18-22.05.2016

 

Lutkovno gladališče Maribor /Słowenia/

Praktyczne Rady dla grzecznych dzieci

na motywach Marka Twaina
reżyseria: Marek Bečka i zespół
scenografia: Tereza Venclová
muzyka: Matija Krečič
dramaturgia: Zala Dobovšek

obsada: Elena Volpi, Matija Krečič

 

DUNDU (Niemcy)

Dundu tańczy z gwiazdami

twórca lalek: Tobias Husemann
reżyseria: Sebastian Kutz
dyrektor muzyczny: Stefan Charisius
obsada: DUNDU ENSEMBLE, DUNDU MUSIK

 

Charkowski Akademicki Teatr Lalek im. Wiktora Afanasjewa (Ukraina, Charków)

Jeż z mgły

reżyseria: Oksana Dmitrieva
scenografia: Natalia Denisova
muzyka: Giya Kancheli
animacja: Viktoria Sachniuk

obsada: Tatiana Tumasyants, Vyacheslav Gindin, Aleksandr Markin, Gennady Gurinenko, Aleksandra Shlykova

 

Vilniaus teatras LĖLĖ (Litwa, Wilno)

Sandman

reżyseria, scenariusz, lalki: Gintarė Radvilavičiūtė

współpraca dramaturgiczna: Mindaugas Valiukas

scenografia: Renata Valčik

muzyka: Rita Mačiliūnaitė

choreografia: Sigita Mikalauskaitė

obsada: Sigita Mikalauskaitė, Šarūnas Datenis, Martynas Lukošius, Deivis Sarapinas, Dainius Tarutis

 

Cie Mossoux-Bonté (Belgia/Walonia-Bruksela, Bruksela)

Szepty

pomysł, choreografia i wykonanie: Nicole Mossoux
reżyseria: Patrick Bonté, Nicole Mossoux
efekty dźwiękowe, przeszkadzajki: Mikha Wajnrych
kostiumy: Colette Huchard
scenografia: Johan Daenen
światło: Patrick Bonté

obsada: Nicole Mossoux
efekt Microphony i muzyka na żywo: Thomas Turine

 

Bábkové divadlo na Rázcestí (Słowacja, Bańska Bystrzyca)

Teatr Cieni Ofelii

reżyseria: Marián Pecko
scenografia: Ivana Macková a.h.
muzyka: Róbert Mankovecký a.h.

obsada: Peter Butkovský, Marianna Mackurová, Mária Šamajová, Anna Zemaníková
Teatr Karlsson Haus (Rosja, Petersburg)

Wania. Opowieść o Wani i Tajemnicach Rosyjskiej Duszy

reżyseria: Aleksiej Leliawski
scenografia: Alexander Wakrameew
muzyka: Leonid Pavlenok
reżyseria światła: Aleksij Czukanow

obsada: Michaił Szełomencew

 

Rycerz Nieistniejący

Teatro Gioco Vita (Włochy, Piacenza)
reżyseria i scenografia: Fabrizio Montecchi
rysunki i teatr cieni: Nicoletta Garioni
muzyka: Alessandro Nidi
obsada: Valeria Barreca, Tiziano Ferrari, Mariangela Granelli

 

 Zuzanna Zajt – absolwentka teatrologii na UJ. Zawodowo uczy dzieci, ze teatr to coś zupełnie innego niż „takie kino, tylko gorsze”