„Kur.., ty nie masz ręki!” (Gatunki chronione)

„Kur.., ty nie masz ręki!” (Gatunki chronione)

Jest takie zdjęcie Artura Żmijewskiego (seria Oko za oko), na którym nadzy, sprawni fizycznie mężczyźni wchodzą w dość intymne relacje z innymi – również nagimi, ale kalekimi albo, jakby powiedział Rafał Urbacki, charakteryzującymi się „alternatywną motoryką”– ciałami tych, co przy dziele stworzenia zamiast ręki dostali na przykład jej brak.

Trik polega na tym, by osobom „wybrakowanym” użyczyć brakujących części. Tak powstają hybrydyczne twory o nieparzystej ilości kończyn. Sam Żmijewski obdarowuje własną nogą beznogiego inwalidę. Nie robi tego ani w geście prowokacji, ani – tym bardziej – litości czy miłosierdzia. Wchodzi w przestrzeń wykluczonego bez konwencjonalnego poczucia winy, a co więcej – czyni właściwy kalece brak jeszcze bardziej widocznym. Nie naśmiewa się jednak, nie rani. Zanurzony i udem, i stopą w cierpieniu „innego”, ową inność oswaja. Bez pensjonarskich zapewnień, że niepełnosprawni też pragną łapać piękne kobiety za cycki, mieć dzieci, które, jak i oni, zamiast chodzić, będę czołgać się po podłodze, i że chce się im żyć.

Piszę o Żmijewskim, chociaż powinnam o Urbackim. Nie daleko padł jednak Rafał od Artura, co zaraz wyjaśnię. Gatunki chronione to niezwykły, podzielony na dwie części film dokumentalny i performans, projekt partycypacyjny. Zaczyna się od dokumentu. Żabie Doły albo – jak kto woli – Śląskie Mazury. Rezerwat przyrody. Mieszka tam i rośnie to, co rzadkie, wrażliwe, zagrożone wymarciem. Pośród ropuch, owadów i traw przechadza się, choć może należałoby powiedzieć „przetacza”, grupa dziwolągów. Idą jak mogą najlepiej. Na wózkach, przy chodzikach, jeden w oparciu o techniki świadomościowe dla tancerzy. Tego ostatniego trudno rozgryźć. Zanim jednak w kadrze pojawi się wspomniana trupa nie takich znów tragicznych, ale niezależnie od rzeczywistego poziomu beznadziei w ich krwi – przez „zdrowy” ogół postrzeganych za utrapionych, by nie rzec „straconych”, wędrowników, usłyszymy kilka ciekawostek przyrodniczych o niepokornych wybrykach natury. Moje pierwsze skojarzenie: Krystyna Czubówna, a dokładniej – jej głos w pierwszych minutach wyreżyserowanego przez Piotra Siekluckiego Lubiewa. Czołowa polska lektorka mówi tam z głośników o PRL-owskich ciotach jak o wymierającym gatunku homoseksualnych zwierząt. Konwencja reportażu chroni przed trudnym do zniesienia patosem (wszak pedały masowo umierają na AIDS). Podobnie dzieje się w Gatunkach. Nikt tu co prawda nie umiera, ale ramy dokumentu ponownie ocalają przed paskudztwem właściwym wyciskaczom łez, typu „prawdziwe historie”.

Anu Czerwiński, autor zdjęć, ślicznie wpisał ludzkie „gatunki chronione” w przestrzeń bacznie strzeżonej natury. Jego czysto liryczne ujęcia przełamują jednak bezkompromisowe wypowiedzi bohaterów. Tatiana Cholewa, Filip Pawlak, Karolina Stroisz i Katarzyna Szarawara opowiadają swoje, niełatwe przecież, dzieje z uśmiechem i przymrużeniem oka, co nie znaczy, że grają role kalekich komediantów. Siłą ich narracji jest bowiem dystans i autoironia. Performerzy mają świadomość, że, chcąc nie chcąc, są wystawieni na pokaz. Wychodzą na scenę, bo wiedzą, że w teatrze trudniej odwrócić od nich wzrok. Nie idzie im jednak o wzbudzanie łatwych wzruszeń, nie pragną być superbohaterami, nie szukają rozpaczliwie akceptacji – starają się raczej pokazać, że „innego” nie trzeba się bać, że „inny” też jest człowiekiem „stąd”. O tym mówią i o tym tańczą. Ich niepełnosprawność to nie jedyny temat. Dziwności i patologie przyciągają uwagę, chociaż ciekawość wynaturzeń jest etycznie i moralnie kontrowersyjna. Pytanie o motywacje oglądających nie pada wprost, ale trudno je pominąć. Uruchamia się dialektyka „przyciągania i odpychania”. Szczęśliwie dla widzów, artyści sami otwierają drzwi do swojego świata, nie czekając na rozwikłanie, zresztą niemożliwych chyba do rozwiązania, dylematów.

Wracając do związku autora Oko za oko z reżyserem/animatorem Gatunków chronionych – u Urbackiego, który w filmie jest trochę, jak użyczona noga Żmijewskiego (to, że sam należy do „gatunków chronionych” nie wynika z treści dokumentu) – również nie znajdziemy cienia artystycznego miłosierdzia. Powyższe porównanie to nie tylko moja fantazja – artyści zaangażowani w projekt przyznają, że podczas zdjęć tworzyli jedno ciało (twór, jakby nie patrzeć, monstrualny), którego Urbacki był niejako „zdrową” kończyną (chociaż „norma” w krainie nienormatywnej jawiła się raczej jako anomalia).

Gatunki chronione wolne są od laurkowej wzniosłości, co stanowi ich największy atut. Można co prawda mówić o swoistej afirmacji, ale nie należy jej mylić z próbą uświęcenia kalectwa. Jeśli bowiem performerzy coś afirmują, dalekie jest to od, skazanego na śmieszność, lubowania się w niepełnosprawności. Mamy zaś do czynienia z prezentowaniem dumy czerpanej z fizycznych, swoją drogą naprawdę imponujących, możliwości niedoskonałych ciał.

Głównym bohaterem części performatywnej jest cielesna tożsamość tancerzy (wcześniej zadbano o tożsamości narracyjne – wbrew tendencjom do depersonalizowania artystów tańca). Tancerzy-wirtuozów. W ich zdeformowanych, niekompletnych korpusach zaklęty jest pewien paradoks – mowa o idącej w parze z patologią, pozytywnie nacechowanej, nadzwyczajności. Projekt Urbackiego nie przypomina show w stylu „tańczyć każdy może”. Kolejni występujący charakteryzują się bowiem ponadprzeciętną sprawnością i pomysłowością. Tworzą układy nieco poetyckie, ale też typowo rewiowe. Nie ośmieszają się przy tym, bo wiedzą, jak korzystać z ciał, w których przyszło im istnieć. Toczą wzruszającą, iście zapaśniczą walkę o to, by uwolnić się z ograniczeń narzuconych im nie przez fizyczną ułomność, lecz przez stereotypy. Walczą z rozmachem i zaraźliwą energią.

Nagromadzenie na scenie przedmiotów-protez odsyła do estetyki łączonej z teatrami plastyków – z jednej strony Józefa Szajny, z drugiej Tadeusza Kantora. To pozornie naiwne i nieco głupkowate skojarzenie – wszak bohaterowie Gatunków chronionych to ludzie, których „alternatywna motoryka” nie jest stylizacją – stanie się mniej absurdalne, gdy spojrzy się na Urbackiego, jako na artystę wierzącego w siłę autentycznego doświadczenia. U Szajny sztuka funkcjonowała poza kategoriami piękna, była przede wszystkim manifestacją zaangażowania w życie, formą samoobrony przed kapitulacją wobec świata. Manekiny pozbawione rąk i nóg, wózki inwalidzkie, kule, laski, głowy z pustymi oczodołami składały się nie tyle na synekdochę kalectwa, co sztuczności, którą reżyser pojmował zresztą jako jedną z patologii nowoczesności. Tancerze Urbackiego – mimo zrośnięcia z aparatami zastępczymi – stoją po stronie natury. Ich ciała to swoiste ready mades nienormatywności. Nie działają na zasadach metafory, lecz realności – nie muszą symbolizować. Niemniej potrzeba wystawiania, mniej lub bardziej zakamuflowanej, autentyczności zdaje się łączyć obu panów, i co więcej – pozwala zestawiać ich ze wspomnianym już Kantorem i całą trupą kalekich indywiduów. Oczywiście działalność Urbackiego bliższa jest bardziej współczesnym tendencjom do pokazywania ciał jeszcze do niedawna marginalizowanych (Maja Kleczewska, Agnieszka Błońska), ale warto zakotwiczyć ją w szerszym kontekście, ażeby uniknąć pułapki metkowania („ooo, terapia przez sztukę!” albo „straszenie tymi, co mają gorzej”).

Kleczewska w wywiadzie udzielonym niegdyś Krystynie Duniec wyrażała niedosyt w kwestii obecności ciał zdeformowanych, a więc ciekawych, na scenach teatralnych. Rozprawiając o owym braku, powoływała się na sztuki wizualne oraz na Żmijewskiego. Z przekonaniem mówiła o teatrze jako agorze, w której prawo głosu powinny mieć wszystkie rodzaje cielesności, również tej okaleczonej. Aż chciałoby się powiedzieć – „i wtedy przyszedł Rafał Urbacki”.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 115/2014 

Festiwal Uczuć Urażonych

Teatr Rozbark

Gatunki chronione

koncepcja, montaż: Anu Czerwiński, Rafał Urbacki
choreografia, działania performatywne: Rafał Urbacki
realizacja audiowizualna, zdjęcia: Anu Czerwiński
asystent: Marlena Hermanowicz
asystent kamery: Piotr Gacek
światła: Paweł Murlik

tańczą: Tatiana Cholewa, Filip Pawlak, Karolina Stroisz, Katarzyna Szarawara

premiera: 27 czerwca 2014

fot. mat. teatru

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.