Kto obroni słabość? (Balladyna)

Dramat Juliusza Słowackiego w reżyserii Marioli Ordak-Świątkiewicz dekonstruuje tradycyjne, szkolne interpretacje oscylujące wokół nieugiętych faktów –jeśli jest zbrodnia, to musi być kara. Pokazuje, że w życiu rzadko są nieskażeni niewinni, a także potwierdza, że każdy skutek ma swoją przyczynę.

Akcja sztuki rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym, w nocy, kiedy to Balladynę dręczą potwory przeszłości. Przeżywa swój dramat w nieskończoność. Szaleństwo romantyczne zastępuje choroba psychiczna, którą można zaakceptować, chociaż degraduje ona człowieka i powoduje, że nawet wieszcz nie stanie w obronie udręczonego.

Tytułowa bohaterka dręczona przez wyrzuty sumienia przeżywa swoją niemoc w nieskończoność. Będzie wikłać się w romans z Grabkiem w nadziei, że uda jej się spojrzeć na siebie jego oczyma. Będzie walczyć z Aliną o dzbanek malin i pozycję u boku Kirkora. Jednocześnie nie może zrozumieć i zaakceptować losu, który odwraca porządek rzeczy i doprowadza do tego, że to młodsza siostra, jako pierwsza, szykuje się do wyjścia za mąż, a jej zostanie tylko wstyd staropanieństwa. Wciąż będzie eliminować ludzi nieprzerwanie stających na jej drodze do komfortowego życia. Tych, którzy nie kochają, a powinni żywić matczyne uczucie i tych serwujących opryskliwość zamiast siostrzanego zrozumienia.

Scenografia wprowadza widza od razu do zimnego pokoju szpitalnego. Łóżko szpitalne z prętami, szafeczka i lampka nocna. Tylko tyle wystarczy, to cały świat, który tworzy znękany wyrzutami sumienia umysł. Koszula szpitalna, upięte włosy Balladyny w połączeniu z sztywnymi, kompulsywnymi, ruchami aktorki i kulącą postawą ciała obrazują wrak człowieka, osobę martwą za życia.

Projekcje filmowe w stylu teledysków zespołów gothic metalowych przedstawiające brutalny pojedynek sióstr, z obrazami roztartych malin lub krwi na twarzy oraz przeraźliwy gwizd, co raz przerywający spektakl, napadają na widza mrocznością świata zbrodni i pozwalają wniknąć w chory umysł.

Ciekawym rekwizytem wydają się maski ze skórzanych rzemieni, końskie uzdy przypominające Hannibala Lectera, noszone przez większość postaci dręczących Balladynę. Symbolizują zniewolenie lub kontrolę szaleństwa, którego strach uwolnić. Każdy ma nieco inną obrożę. Na przykład Goplana ma uzdę na czole, Grabiec zyskując z powrotem ludzką postać, zmienia maskę na mniej zasłaniającą twarz natomiast matka sióstr ma obandażowaną głowę,. Główna bohaterka zaś nie posiada maski. Jej szaleństwo ujawnia się nocą w szpitalnym pokoju. Podobną rolę wydają się spełniać duże pacynki z przerysowanymi, szpetnymi twarzami, którymi poniewierają postacie, jak los bohaterami dramatu.

Czy istnieje odpowiedni motyw, by zabić? Czy Alina zasłużyła na śmierć? Z pewnością nie, ale powody Balladyny, na które wskazuje reżyserka wystarczą, aby przestać postrzegać świat w barwach czarno-białych. Balladyna jest człowiekiem słabym. Bo nie ten eliminuje, kto czuje siłę, ale ten, kim targają lęki i kogo dręczy niska samoocena, mając przy tym rozbudowane aspiracje. Jednak w szpitalu psychiatrycznym nie stanie się silniejsza. Sumienie będzie zabijać ją na raty, bez końca, na co wskazuje klamrowa kompozycja sztuki. Ale my, widzowie, zastanowimy się zanim wydamy na kogoś wyrok.

Sabina Lewicka, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 100/2014

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA, Rzeszów 4-9 maja 2014 r.
Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu
Balladyna
autor: Juliusz Słowacki
opracowanie tekstu: Mariola Ordak-Świątkiewicz
reżyseria: Mariola Ordak-Świątkiewicz
scenografia: Jan Polivka
muzyka: Marcin Mirowski
projekcje: Wojciech Świątkiewicz
obsada: Anna Jezierska, Sylwia Nowak, Bożena Oleszkiewicz, Urszula Raczkowska, Jerzy Gronowski, Seweryn Mrożkiewicz, Paweł Pawlik
premiera: 5 listopada 2010 r.