Książę głupców (Idiota)

Dostojewski na polskiej scenie miał swoje doskonałe realizacje, między innymi w reżyserii Andrzeja Wajdy. Wielokrotnie w przypadku „porywania się” na jego opasłe powieści należało mierzyć się z wyzwaniem zgrabnego ujęcia zawiłych, trudnych i mrocznych historii żądz i chciwości, tak by nie utracić przebijającej przez nie wiary autora w odkupienie. Przekuwanie szerokich rozważań w materię dramatyczną zawsze było zajęciem wymagającym. Skrupulatne okrajanie tekstu w celu podkreślenia jednego wątku bądź wzmocnienia brzmienia pewnych słów często pojawiało się w koncepcjach twórców teatralnych. Tym razem, na scenie Bagateli, pokazano widzom kolejny wycinek Idioty, znów ujęty inaczej, ale co ciekawe, nie osadzony w konkretnej ramie czasowej.

Reżyser nie uwspółcześnia na siłę tekstu ani też nie stara się unowocześnić realiów. Artyści noszą eleganckie stroje wskazujące na pochodzenie z arystokratycznych kręgów, ale równie dobrze sytuujące ich w dzisiejszych czasach, jak i w niedalekiej przeszłości. Widownia przysłuchuje się zręcznie rozwijanej, salonowej konwersacji między postaciami, będąc też świadkiem bardziej intymnych rozmów, w których bohaterowie obnażają swoje słabości. Szczęśliwie dla sensu spektaklu żadna wystudiowana poza nie przeszkadza w uchwyceniu głębokich prawd zawartych w tekście powieści.

Widzowie siedzący naprzeciwko siebie, umieszczeni po dwóch stronach centralnie położonej sceny, mają okazję poprzyglądać się sobie jeszcze przed spektaklem. Taki układ sali generuje podwójne patrzenie. Obserwujemy jednocześnie aktorów i reakcje siedzącej naprzeciw części publiczności. Ponadto sami jesteśmy poddani takiej obserwacji. Scenografia została pomyślana w zaskakująco ciekawy sposób, umożliwiający szybkie zmiany układu rekwizytów. Na podłodze widnieją dokładnie oznaczone miejsca, w które postać nazwana Trixter przesuwa sofę, stół oraz dwa krzesła, w zależności od potrzeb rozgrywanych epizodów.

Twórcy Idioty nie aspirują, by przenosić książki na scenę, ale próbują mocno nakreślić kluczowy dla utworu problem, uruchamiając tym samym jedynie najważniejsze postaci. Reżyser porusza tylko kilka wątków. Zderzając mężczyzn i kobiety w kulminacyjnych momentach, obnaża relacje pełne przemocy, pogardy i rozczarowań. W tym zepsutym świecie postać księcia Myszkina, świetnie wykreowanego przez Wojciecha Leonowicza, wydaje się pozostawać z boku, a jednocześnie, od pewnego momentu, wpływać na działania całej reszty. Ujmując dziecinną prostolinijnością i łagodnym spokojem, diametralnie różni się od innych, swoimi wypowiedziami zwracając uwagę na problem chciwości i pazerności, jaka ogarnia towarzystwo pod wpływem pieniądza, który w zamyśle Dostojewskiego jest determinantem życia społecznego.

Można przyjąć, że sięga się do tej XIX-wiecznej powieści, aby nieustannie powracać do mówienia o moralnej kondycji człowieka. Zepsucie odbijające się w postawie bohaterów skonfrontowanych z Myszkinem przybiera różne oblicza w zależności od momentu dziejowego. Postawa samego Księcia ponownie skłania do refleksji nad rolą gotówki w naszej codzienności. Reżyser w wywiadach przedpremierowych wspomina o staraniach, by „na siłę” nie uwspółcześniać kostiumów, przestrzeni i tekstu, ponieważ są – najprościej mówiąc – uniwersalne.

Patrzymy na wydarzenia przez pryzmat relacji damsko-męskich – pierwszoplanowych w tym konkretnym przedstawieniu. Centralna i magnetyczna postać – Nastazja Filipowna i jej wybujała kobiecość determinuje działania wszystkich bohaterów płci męskiej, a nawet jedynej poza Nastazją kobiety, Agłaji. Równie fascynujący, niedookreślony Trixter przebywa na scenie praktycznie cały czas i łączy w sobie nie tylko głosy różnych drugoplanowych postaci z powieści, ale też „technicznego” i narratora w jednym. Reszta charakterów nakreślona jest dosyć stereotypowo. Walka o względy płci pięknej staje się bardziej zażarta niż kłótnie majątkowe. W rozmowach bez skrępowania mówi się o miłości rozumianej przede wszystkim w kategoriach racjonalnych, a innymi słowy – jako rodzaj wyrachowanego zachowania.

Obraz zaproponowany przez młodego jeszcze reżysera Norberta Rakowskiego to pewnego rodzaju subiektywny wybór z Dostojewskiego, ale jednocześnie cechuje go świeżość spojrzenia na mroczną problematykę. W ostatnich latach brakowało na scenach krakowskich mówienia o idiotyzmie i  przypomnienia o tym klasycznym, ale jakże ważnym bohaterze.

Kaja Podleszańska, Teatralia Kraków
Internetowy magazyn „Teatralia” nr 72/2013  

Teatr Bagatela w Krakowie

Idiota

Fiodor Dostojewski

reżyseria: Norbert Rakowski

tłumaczenie: Justyna Gładyś

scenografia: Janusz Mazurczak

kostiumy: Ewa Gdowiok

obsada: Urszula Grabowska-Ochalik (Nastazja), Wojciech Leonowicz (Myszkin), Magdalena Koleśnik (Agłaja), Michał Kościuk (Trixter)

premiera: 4 października 2013

fot. Joanna Wlaźniak

Kaja Podleszańska – rocznik 1992, studentka Teatrologii UJ, feministka, miłośniczka szeroko pojętej literatury i zdrowego jedzenia, lubi słońce, mieszka w Krakowie.