Korzenie buntu (nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!)

Korzenie buntu (nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!)

Po niemal roku od pierwotnego terminu premiery Nie-boskiej… Olivera Frljicia, licznych perturbacjach społeczno-aktorsko-ideologicznych wokół Starego Teatru, nareszcie widzowie mogli zobaczyć „kawałek” dramatu Krasińskiego na scenie. Tyle z pierwowzoru zostawił duet Strzępka/Demirski, po tym jak przejął od Chorwata pieczę nad powstaniem spektaklu. Reszta zdecydowanie nie jest milczeniem, reszta jest dobrze znanym krzykiem, którym para twórców wstrząsa nami od lat.

Dramat wieszcza staje się punktem wyjścia dla stworzenia popękanego od konfliktów i tłumionych emocji scenicznego uniwersum. Nieustannie przeplatające się czasy, miejsca i bohaterowie tworzą piekielny kocioł, z którego nic dobrego raczej nie wyniknie. Zresztą na tym nie koniec infernalnej symboliki – scenografia jest tyglem traum różnej maści. Mamy więc karuzelę rodem z Campo di Fiori Miłosza, obozową wieżyczkę strażniczą czy kabinę z pleksi, w której cały czas kłębi się dym… Ale by nie było tak nieznośnie antysemicko (co chciał uczynić Frljić, a od czego odżegnywali się obecni autorzy) na scenie nie brak piekiełek współczesnych: pokolenia MPK (magistrów przy kserze), allenowskiej kozetki dla zblazowanych poetów czy przerażonych wizją znalezienia się nocą nie na swojej klatce schodowej bezbarwnej klasie średniej. Życie było piekłem od zawsze, pod monstrualnymi korzeniami drzew wiszących u sufitów rozgrywa się odwieczna, nie dająca się rozstrzygnąć walka o rząd dusz.

Krasiński/Hrabia Henryk grany podwójnie przez parę Marcin Czarnik/Małgorzata Hajewska-Krzysztofik w zasadzie nie do końca chce się przyznać do tego, co napisał, kryguje się, próbuje uciec od odpowiedzialności za tekst (na jego nieszczęście postmodernizm jeszcze nie istniał). Wespół z „arystokracją” (Dorota Segda, Adam Nawojczyk, Juliusz Chrząstowski) tworzą świetny, groteskowy kolektyw upiorów przeszłości, wiecznie obrażonych na świat, w którym tytuły i herby budzą co najwyżej gniew albo śmiech. Monika Strzępka wycisnęła ze „starej szkoły” Starego Teatru pełnię ich możliwości aktorskich, czego od dawna na tej scenie nie doświadczyliśmy.

Symbolika podziemna to również podświadomość narodów. Ogrywając dość wyświechtany slogan polskiego antysemityzmu, twórcy pokazują z jednej strony Polaków patrzących na Żydów jak na bohaterów filmu Martina Scorsese (rewelacyjny Szymon Czacki jako Rotschild/Wilk z Wall Street), z drugiej zaś przewrażliwionych na swoim punkcie obywateli Izraela w postaci Auschwitz Tour/Lęki Hrabiego Henryka graną przez Małgorzatę Zawadzką (kto tak perfidnie pozamieniał nazwy warszawskich ulic?!).

W wisielczej pętli Historii gubią się praktycznie wszyscy. Ideologiczny pojedynek Pankracego z Henrykiem, co ważne w całości zaczerpnięty z oryginalnego tekstu, tu grany przez dwóch Krasińskich/Henryków przypomina bardziej polityczną debatę telewizyjną, w której rozmówcy najchętniej skoczyliby sobie do gardeł, ale hamują ich własne interesy. Pod tym względem przekaz jest jasny – nie ma specjalnej różnicy między starą i nową władzą, obie (arystokracja i demokracja) potrzebują hektolitrów krwi, by się utrzymać. Co nie spełniło się podczas tej rozmowy, ma spełnić się we współczesności: monolog z siekierą (Michał Majnicz jako Pankracy/Diabeł) nie bawi się w metafory. Mówi wprost, że trzeba wyrżnąć tych, którzy nie pasują do mojego profilu, budowanie demokracji, władzy polega na zebraniu ludzi o podobnych poglądach i eliminacji przeciwników. Podobnie myśli Leonard/Przechrzta a la Birkut Wajdy (Radomir Rospondek) choć jego powody buntu wynikają raczej z braku samoświadomości „człowieka pracy”.

Na koniec manifest: Marta Nieradkiewicz/Dorota Pomykała jako Dziewica/Melancholia ostrzegają nas przed nadchodzącą apokalipsą. Wezwanie do walki o ludzkie emocje jest jednocześnie skargą na ludzi XXI wieku, rozpasanych, pewnych siebie, mających poczucie absolutnego bezpieczeństwa. Pokolenie, któremu wojna kojarzy się raczej z listą historycznych wydarzeń wydrukowanych z Wikipedii (pojawia się w spektaklu kilkakrotnie). Osoby mające pretensje do wszystkich tylko nie do siebie, tych, którzy niczym dziecko krzyczące „wszystko powiem mamie”, może co najwyżej wszystko powiedzieć Bogu. Bez echa.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 121/2015

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!

Paweł Demirski

reżyseria: Monika Strzępka

scenografia, kostiumy: Michał Korchowiec

muzyka: Jan Suświłło

obsada: Małgorzata Zawadzka (Auschwitz Tour/Lęki Hrabiego Henryka), Dorota Segda (Barbara Niechcic/Prozac), Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała (Dziewica/Melancholia), Marcin Czarnik, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik (Krasiński/Hrabia Henryk), Juliusz Chrząstowski (Orcio/Lęki Poranne Codzienne), Michał Majnicz (Pankracy/Diabeł), Adam Nawojczyk (Papa Wincenty/Arcydramat), Marta Ojrzyńska (Przechrzta/Cepelia Winy), Szymon Czacki (Rotschild/Wilk z Wall Street), Anna Radwan-Gancarczyk (Żona/Pankracy), Radomir Rospondek (Leonard/Przechrzta).

premiera: 20 grudnia 2014

fot. Magda Hueckel

Piotr Gaszczyński – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.