Kompanija cała (Kazimierz i Karolina)

Zapyziały klub Sama Radość to miejsce, gdzie spotykamy równie zapyziałych bohaterów sztuki Kazimierz i Karolina Wojtka Klemma. Tandeta, beznadzieja, kicz. O co chodzi owym bohaterom? Czego szukają w nędznym klubiku, czy czegoś w ogóle szukają? Postaci Klemma wydają się bardzo prymitywne, może nawet się nie wydają, one po prostu takie są. Jednak patrząc na ten spektakl, patrząc na bohaterów, budzi się jakaś litość w stosunku do ich żałosnego, marnego żywota. Przecież człowiek, choćby był największym prostakiem, posiada własne pragnienia, potrzeby, marzenia. A może nie posiada, e?

Zamysł reżyserski Wojtka Klemma jest trafiony, bo oto mamy konkretne miejsce u nas w Polsce, w którym wszystko, co się wydarzyło, wydarzyć się mogło. Historia i temat banalne – on i ona, bezrobocie, brak kasy, rozpad związku, nowi podejrzani absztyfikanci – jednak wrzucone w tę przestrzeń coś ze sobą niosą. Taki Kazimierz, taka Karolina, takie panny, taki inteligencik, taki cwaniaczek – oni są autentyczni. W tym spektaklu bardziej niż historię związku dostrzegam obraz z rzeczywistości, obraz pewnych ludzi znany i istniejący w naszym społeczeństwie. I myślę, że kwestia kryzysu w państwie naprawdę nie gra tu większej roli, a dopisywanie kolejnego kontekstu, żeby treści było więcej, mija się z celem. Bo chyba największą wartością tego spektaklu jest zobrazowanie mentalności pewnej grupy. A czy kryzys jest, czy go nie ma, grupa ta będzie nadal istniała. Tak sądzę. Żałosne, byle jakie typy, tak czy owak będą żyły w społeczeństwie. Choć może ów kryzys i bezrobocie przyczyniają się do mnożenia takich postaci. Może… nie wiem. Kwestia dyskusyjna. Dla mnie bardzo ważną wartością w tym spektaklu jest jednak uniwersalizowanie, dążenie od szczegółu do ogółu. Od marnej knajpy do kondycji ludzkiej. Może nie tyle komentowanie, co raczej trafne ukazanie pewnego obrazu ludzi. Takie knajpy, tacy ludzie istnieją i w tym spektaklu zostali wiernie odtworzeni. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie zespół zielonogórskiego teatru, którego wcześniej nie miałam możliwości zobaczyć. Dostrzegam w tej grupie bardzo silne poczucie wspólnoty, zbiorowej odpowiedzialności, wzajemnego czucia. Było to zauważalne w często pojawiających się i powtarzanych scenach zbiorowych. Na przykład: aktorzy wpadali we wspólne wibracje, zgrywając się bardzo mocno i wysyłając w stronę widowni silną energię. Dziewięć ciał trzepoczących w rytm techno musi wyzwolić jakąś energię, a akurat w tym przypadku była ona silna. Aktorsko także radzili sobie z postawionymi zadaniami.

Bardzo prosta i symboliczna scenografia plus dobrana muzyka (ławka spod taniej budki z browarem, automat ze słodyczami, dyskotekowa kula, trampolina) w zupełności wystarczyły, aby oddać klimat i taniość przedstawionego miejsca. Stroje – także trafione. Doceniam również adaptację utworu Ödöna von Horvátha osadzoną należycie we współczesnych realiach.

Pomimo tych wszystkich superlatyw spektakl oceniam jako przeciętny i miałki. Brakuje w nim jakiejkolwiek nowatorskości, elementu zaskoczenia, nowej perspektywy. Jedyna refleksja, jaka mi po nim została brzmi: Nawet luj spod knajpy czasem patrzy w niebo i szuka swojego Zeppelina. Mało odkrywcze, prawda?

Kinga Binkowska, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 97/2014

XLIX Przegląd Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT 2014
Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego Zielona Góra
Kazimierz i Karolina
Ödön von Horváth
przekład: Jacek St. Buras
reżyseria: Wojtek Klemm
dramaturgia: Michał Pabian
scenografia: Wojtek Klemm, Torsten König
choreografia: Magda Jędra
muzyka: Micha Kaplan
światło: Torsten König
kostiumy Sandra: Fink
asystenci reżysera: Paulina Dudzińska, Tomasz Kaczorowski
premiera: 21 września 2013
występują: Hanna Klepacka, Przemysław Kosiński, Dawid Rafalski, Anna Haba, Ernest Nita, Aleksander Podolak, Piotr Lizak, Karolina Honchera, Marta Frąckowiak
fot. Bartłomiej Sowa