W koło Macieju (Szyc)

W koło Macieju (Szyc)

W Szycu Teatru Barakah, podobnie jak w znanym opowiadaniu Pawła Huelle Stół, właśnie ten mebel stanowi centrum i zarazem symboliczne odzwierciedlenie świata, który podlega dookoła niego cyklicznym przemianom. Podczas przedstawienia oglądamy kolejny obrót koła życia (i śmierci). Banalne? Tak, ale twórcy przynajmniej przyjmują tę banalność konsekwentnie, z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Bohaterowie wychodzą na scenę powoli, ceremonialnie, do wtóru długiego, śpiewanego opisu postaci. Matka (Cesia Szyc) i ojciec (Pephes Szyc) są poszarzali, postarzali, żyją już tylko siłą rozpędu. Córka (według opisu: brzydka i gruba) nie wzbudza niestety zainteresowania mężczyzn, a uczucie samotności przezwycięża zajadając nieprzyzwoite ilości jedzenia. Sytuację zmienia dopiero pojawienie się Czerhesa Peltza, zainteresowanego jednak głównie ciężarówkami Pephesa.

Szyc jest opowieścią o szarym świecie, świecie bez Prozacu, w którym jedynym zajęciem jest czekanie na zamążpójście, śmierć lub kolejną wojnę (te wybuchają niby o niespodziewanych porach i bez żadnego ostrzeżenia, ale tak naprawdę z regularnością i dokładnością szwajcarskiego zegarka).

Wszelkie próby wyrwania się z tego położenia są żałosne. Świetnie obrazuje to Cesia, która, więdnąc już, wciąż usiłuje wykorzystać swoje wdzięki i marzy o romansie z amerykańskim profesorem. W tej roli świetnie wypada Lidia Bogaczówna, która wydobywa zarówno tragizm położenia postaci, przytłoczonej prozą życia, jak i ukrytą w matce podłość i bezwzględność godną Lady Makbet, czekającej tylko na odpowiednią sytuację, aby się ujawnić.

Właściwie wszystkie postaci dręczy problem Cesi: chcą żyć jak w swoich marzeniach, mieć cele i je realizować, ale przeszkadza im w tym samo życie. Wyśpiewują więc swoje skargi w długich rzewnych songach. Nieco zbyt długich i zbyt rzewnych. Przedstawienie rozciąga się niemiłosiernie i momentami nabiera quasi-rytualnego zadęcia, które (zwłaszcza pod koniec) okazuje się szalenie nużące. Przedstawiona w spektaklu banalność jednak przeważa i przytłacza swoją dosłownością warstwę metafizyczną.

Nie rozumiem też, po co aktorom mikroporty. Sala w Teatrze Barakah jest na tyle mała, że z powodzeniem można by z nich zrezygnować (gdyby nieco przyciszyć trochę zbyt głośny podkład muzyczny). Ograniczona przestrzeń pozwala na wręcz intymny kontakt z aktorami, co jednak psują mikrofony, stanowiące przecież rodzaj „przekaźnika” i bariery między wykonawcami a publicznością. A kameralność i bliski kontakt z widownią to, obok gry wszystkich aktorów, jedne z największych walorów kompozycyjnie rozłażącego się spektaklu.

 

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 148/2015

Teatr Barakah w Krakowie

Szyc

Hanoch Lewin

reżyseria: Ana Nowicka

tłumaczenie: Michał Sobelman

muzyka: Renata Przemyk

choreografia: Iwona Olszowska

realizacja, produkcja muzyczna: Piotr „Lala” Lewicki

scenografia: Lesław Kostka

obsada: Lidia Bogaczówna, Monika Kufel, Karol Śmiałek, Paweł Sanakiewicz

premiera: 18 czerwca 2010

fot. materiały prasowe

 

Aleksandra Spilkowska – ur. 1992, studentka krytyki literackiej, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.