Klasyka osobliwa (Balladyna)

Ministerstwo Kultury okazało się bardzo hojne przy finansowaniu spektakli opartych na nieco dawniejszej literaturze w ramach programu „Klasyka żywa” – w najbliższym czasie możemy spodziewać się wielu jego odsłon. Jedna z głośniejszych już za nami. Właściwie inicjatywa jest chyba dosyć potrzebna. Krajowej działalność teatralna ostatnich lat koncentrowała się w dużej mierze na nowej dramaturgii, adaptacjach wszelakich możliwych form literackich i nie tylko, a nawet na całkowitym odejściu od tekstu. Znajdziemy w naszym kraju teatry, które z powodu tej tendencji nie mają w repertuarze prawie żadnego przedstawienia opartego na utworze starszym niż pięćdziesięcioletni. Oczywiście przesada w żadną stronę nie jest wskazana, więc nagły wysyp „Dziadów” i „Balladyn” również może być męczący, przyznać jednak trzeba, że nawet taki stawia ważne i zupełnie inne pytania.

Mówi się, że tekst najlepiej weryfikuje czas. Jeśli coś nazywamy klasyką, to znaczy, że jest to dzieło w swoich latach uznane za wielkie bądź wybitne. I zwykle ci, którzy tej klasyfikacji dokonali, nie żyją już dzisiaj i nie mogą swojej decyzji zweryfikować. My jednak możemy. Chociaż „zweryfikować” nie jest najtrafniejszym określeniem, to jednak powinniśmy się przyjrzeć tej klasyfikacji. Jak bardzo zmienia się postrzeganie dawnej literatury? Czy po wielu latach lub wiekach jest jeszcze zrozumiała, czy jest w stanie poruszyć? Ile nowych znaczeń trzeba jej nadać, abyśmy ciągle chcieli oglądać znane nam historie?

Balladyna Rychcika jest spektaklem osobliwym. Reżyser za wszelką cenę stara się zmieścić w klasycznym utworze swój sposób patrzenia na świat, własne odczucia oraz skojarzenia, które nie do końca są z nim zgodne, choć to akurat kwestia osobistej interpretacji. Nie wybiera jednej drogi, aby nas, widzów, do swojej wizji przekonać, lub chociaż spróbować z nią oswoić, żongluje za to konwencjami, mnoży pomysły, multiplikuje skojarzenia, a każde z nich jest bardziej osobliwe od poprzedniego. Powoduje to niestety zagubienie w gąszczu znaków i trudności z ich rozszyfrowaniem.

Dobrym przykładem jest scenografia. W pierwszej części widzimy coś na kształt gabinetu albo mównicy okraszonej ogromną reprodukcją Wolności wiodącej lud na barykady w miejscu kurtyny. Po chwili obraz się podnosi i ukazuje przestrzeń sali baletowej z lustrami i drążkiem, wymieszaną z knajpianymi stolikami oraz okrągłą estradą, aby w ostatniej części zmienić się w jadalnię z dużą ilością stołów. Wszystko to w połączeniu z aluzjami do filmów takich jak Psychoza i Hannibal nie ułatwia odpowiedzi na pytanie, co reżyser bądź scenograf chcieli nam przekazać. Także sposób prowadzenia aktorów jest dosyć osobliwy. Siostry oraz Goplana ubrane są jak baletnice, a większość mężczyzn ma na sobie mundury z czasów I wojny światowej. Statyści noszą kostiumy wzorowane na szpitalnych piżamach oraz fartuchach pielęgniarek. Część z nich gra formalnie, niewielka część komediowo, a kilkoro nawet śpiewa. Nie sposób jednak zrozumieć, jaki jest cel takich zabiegów. Sceny zbiorowe przypominaj chwilami muzeum osobliwości, którego główną wartością jest nagromadzenie w jednym miejscu wielu dziwnych, niezwykłych, interesujących zjawisk, które w naturze raczej nie miałyby szans na spotkanie. Czy Balladyna przeszła pomyślnie weryfikację po obejrzeniu spektaklu Rychcika? Nie potrafię odpowiedzieć.

Marcelina Nowakowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 119/2014

7. Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Boska Komedia” w Krakowie

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Juliusz Słowacki

Balladyna

reżyseria: Radosław Rychcik

scenografia: Anna-Maria Karczmarska

muzyka: Michał Lis, Piotr Lis

konsultacje wokalne: Bożena Stasiowska-Chrobak

video: Piotr Lis

obsada: Julia Trembecka, Izabela Gwizdak, Anna Demczuk, Dagny Cipora, Robert Chodur, Robert Żurek, Tomasz Kowalski, Joanna Baran, Paweł Dobek, Waldemar Czyszak, Grzegorz Pawłowski, Piotr Napieraj oraz statyści: Roksana Kotowicz, Daniel Ćwiąkała, Marcin Kostera, Tadeusz Leśków, Marcin Małek, Paweł Paja, Michał Pomianek, Dariusz Rogala, Jan Wojtaszek

premiera: 5 grudnia 2014

fot. Klaudyna Schubert

Marcelina Nowakowska – studiuje nieprzerwanie od ukończenia szkoły średniej, głównie kierunki filologiczno-teatralne, w nielicznych wolnych chwilach pochłania książki oraz czekoladę, pisze, podróżuje, spaceruje po Krakowie…