Klasyka (nie)żywa (Wychowanka)

Klasyka (nie)żywa (Wychowanka)

Aleksandr Fredro wiedzie los podobny wielu polskim klasykom. Wszyscy go znają, prawie nikt go nie czyta, a nieliczni spośród czytających decydują się na inscenizację jego dramatów. Rozpoczęty w listopadzie projekt Aleksander Fredro. Nikt mnie nie zna, w ramach którego Instytut Teatralny organizuje comiesięczne czytania zapomnianych sztuk ojca polskiej komedii cieszy się ogromną popularnością. Dowodzi jednak, że trudno o twórcę, jakiemu w polskim teatrze poświęca się mniej uwagi. Wyreżyserowana przez Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ludowym Wychowanka udowadnia, że Fredro nie jest scenicznym „samograjem”, a wręcz przeciwnie – teatralnym deskom stawia trudne i pełne pułapek zadanie.

Choć w dramacie Fredry można znaleźć niejeden temat niewymagający uporczywego przepisywania na realia współczesne, oglądając krakowską inscenizację Grabowskiego ciężko znaleźć chociażby jeden powód, dla którego reżyser zdecydował się na wystawienie właśnie tego tekstu. W fredrowskiej Wychowance odnajdujemy to, co dzisiaj autentycznie zaprząta uwagę młodych twórców czyli dekonstrukcję romantycznego modelu polskiego dworu, trzeźwe spojrzenie na wykreowany dla narodowego samozadowolenia obraz szlacheckiej sielanki i dramat finansowej zależności kobiet od mężczyzn.

Główna bohaterka, Zosia, wychowywana na dworze państwa Morderskich jako sierota nieznająca swoich rodziców staje się przedmiotem brutalnych rozgrywek o wpływy i pieniądze. Najpierw pojawia się fałszywy ojciec – pijak, który ma zdyskredytować Zosię i ujawnić jej niskie pochodzenie, później w wyniku manipulacji Marty Morderskiej dziewczyna zostaje oskarżona o zdradę swojego przyszłego męża, a zawierane finalnie małżeństwo tylko pozornie jest dobrym zakończeniem. Duży ładunek dramatyczny, jaki ma ta historia został przez Grabowskiego zneutralizowany, a brak napięcia sprawił, że spektakl był zwyczajnie nużący.

Ponadto duży problem z rozpoznaniem konwencji spektaklu mieli sami aktorzy stwarzający role niespójne nie tylko między sobą, ale też wewnętrznie. Marta Morderska (Katarzyna Tlałka) wystylizowana na nowobogacką panią domu z brazylijskiego serialu, manierą gry podążała za swoim kostiumem. Karolina Stefańska, próbując stworzyć wiarygodny, psychologiczny portret głównej bohaterki otarła się niemalże o śmieszność, wykrzykując w paroksyzmie cierpienia swój najważniejszy monolog. Środki, jakimi operowała aktorka nie przystawały zupełnie do fredrowskiego wiersza, który sprawiał problem również pozostałej części obsady. Tekst brzmiał niezręcznie, nierytmicznie, a czasami nawet niezrozumiale. Tomasz Schimscheiner, stworzył co prawda najlepszą rolę w spektaklu, trudno jednak zrozumieć zdystansowane posługiwanie się wierszem w ostatniej scenie, tak przeciwne kreowanej aż do finału roli Morderskiego. Aktorską perłą inscenizacji jest epizodyczna rola sługi, Szymona (Kajetan Wolniewicz). Za każdym razem kiedy pojawia się na scenie skupia na sobie całą uwagę, intensywną obecnością kompromitując papierową rzeczywistość.

Dużą wadą spektaklu jest brak osadzenia akcji w jakimkolwiek porządku. Scenografia i kostiumy nie odsyłają ani do współczesności, ani do żadnej rzeczywistości historycznej. Tekst nie został zaktualizowany, problem czystości krwi i aranżowanych małżeństw wisi nad sceną, ale nie wydaje się faktycznie nikogo obchodzić. W schematycznym myśleniu o współczesnych inscenizacjach dramatów Fredry widzimy zazwyczaj dwie drogi: realizację z odwzorowaniem oryginalnych warunków historycznych albo uwspółcześnienie sensów i sytuacji. Ciężko to przyznać, ale w przypadku nowohuckiej Wychowanki taki schemat być może byłby zbawienny, a zgromadzeni licznie na widowni uczniowie doświadczyliby czegoś, co prawdopodobnie nie byłoby ciekawe, ale przynajmniej zrozumiałe.

Ciekawą, dynamizującą spektakl scenografię stworzył Jacek Ukleja, budując na obrotówce złożony z wielu wnętrz dom Morderskich. Scena pozostawała niemal w ciągłym ruchu, dzięki czemu widzowie mogli podglądać tajne życie domowników, dalekie od fasadowego wizerunku rodzinnej zgody i wzajemnej troski. Wątpliwości budziły użyte przy realistycznej scenografii dyskotekowe kolorowe światła (pasujące jedynie do ścieżki muzycznej złożonej min. z przebojów Skaldów i Violetty Villas) i efekty dźwiękowe rodem z kina grozy klasy B, jak uderzenia piorunów w momentach kulminacji akcji.

Żal za tym, czym mogłaby być zrealizowana na scenie Wychowanka Fredry wskazuje na to, że klasykiem polskiej komedii warto się nadal zajmować. Należy jednak zadać sobie poważne pytanie: jak? I rzetelnie potraktować poszukiwanie odpowiedzi.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralia numer 140/2015

Teatr Ludowy w Krakowie

Aleksander Fredro

Wychowanka

reżyseria, opracowanie tekstu, opracowanie muzyczne, ruch sceniczny: Mikołaj Grabowski
scenografia: Jacek Ukleja
obsada: Iwona Sitkowska, Karolina Stefańska, Barbara Szałapak, Katarzyna Tlałka, Andrzej Franczyk, Krzysztof Górecki, Piotr Franasowicz, Marcin Kalisz (gościnnie), Jan Nosal, Piotr Pilitowski, Paweł Kumięga, Tomasz Schimscheiner, Ryszard Starosta, Kajetan Wolniewicz

premiera: 22 maja 2015

fot. Barlew

Zuzanna Berendt, rocznik 1994, studentka wiedzy o teatrze UJ, w wolnych chwilach podróżująca do Gdańska (koniecznie z książką!), skąd pochodzi i, w którym zaczął się dla niej teatr.