Kiedy myślisz, że ludzie kreują reguły światem rządzące (Historia całkiem zwyczajna)

Całkiem zwyczajna historia o życiu i świecie. O płyciźnie życia ludzi. O zwierzętach, które, działając ponad instynktowo, drenują w niej metafizyczną głębię.

Historia jakich wiele – żywiołowa ingerencja chłopaka z sąsiedztwa (Alek) sprawia, że stan córki gospodarzy (Dasza) staje się przedwcześnie błogosławiony. Dalszy ciąg równie klasyczny, gospodarz to człowiek uczciwy, ciężką pracą rąk swych ziemiańskich na chleb pracujący, uczciwie deklaruje, że ślubu nie będzie, ba, dziecka też nie będzie, trzeba je usunąć. Powód słuszny – sąsiad to pijak, od wielu lat uśmierza owdowiałe gardło nalewkowym znieczuleniem.

I prawdopodobnie, gdyby Gospodarz nie miał szopy, a w niej romantycznej Świni (Ach, nasz gospodarz jest taki piękny), Psa-informatora, mądrej życiowo Kobyły (Samochód jest jak koryto – nie ma duszy) , brzemiennej Krowy (Gospodarz – To u mnie wszystkie ciężarne?) i Koguta-hipstera, recytującego telewizyjny bełkot (Rosja zajęła Krym, NATO przyjęło stanowisko), jego wola zmaterializowałaby się w postaci braku – braku zawartości łona.

Szopa to nie tylko miejsce, gdzie półki podtrzymują artylerię konsekwentnie wykradanej przez Sąsiada nalewki, gdzie młodzi z entuzjazmem, jaki może dawać tylko błoga nieświadomość, wdeptują w grzęzawisko dorosłego życia – pełni funkcję agory, na której gruncie okazuje się, że tradycyjna hierarchia panowania człowieka nad zwierzęciem jest tylko ludzkim, arbitralnym ustaleniem:

Ludzie w końcu muszą coś jeść, więc jedzą nas – przytomnie stwierdza Świnia.

A gdzie demokracja? Gdybym ja zechciał zjeść ich? Dlaczego ludzie mają ustanawiać reguły? – Kogut wykracza poza zastaną logikę polityki.

Zwierzęta wyłażą (choć trafniej, bo literalnie, można by powiedzieć, że wyfruwają – marzenia Świni, by mieć skrzydła i latać, krystalizują się zaraz po tym, gdy zostaje zarżnięta przez Gospodarza i przybiera postać Anioła) poza pieczarę instynktów i z niedostępnych gospodarzom empatycznych wyżyn, komentują życie ich samych.

Petr Nosálek nie daje za wygraną i w pocie czoła orze kolejnymi kwestiami grunt agory:

Pijak: Pieniądze, wszędzie pieniądze. Bez nich jestem nikim.

Koń: Ludzie kupują to, co już mają, np. ubrania.

Reżyser prowadzi widza do koniecznej konkluzji, że przedstawiony świat ludzki przeszyty jest cierpką nicią pragmatyzmu i wyzuty z podszewki (choć w zasadzie powinna to być naszywka) potrzeb wyższych.

Na chwilę przed sztuką zza pleców doleciał mnie chropowaty szept jednej z pań: – rajstopa mi opada. Podobnie po tej sztuce może opaść, upaść, zostać obalone, tradycyjne rozumienie, kto lepiej pojmuje/interpretuje świat, naturę, życie. Objawia się mianowicie pewna prawda, że w piaskownicy zwanej Naturą racjonalizm ludzki, wyzuty z wrażliwości na poza-racjonalne sfery, jest tylko niezbyt dobrze dopasowaną protezą do kikuta zwanego życiem.

Sztuka olsztyńskiego teatru to rzecz ciepła, z odbezpieczonymi ładunkami zdrowego humoru, co rusz detonującymi w przestrzeni pomiędzy widzem a sceną. Pavel Hubicka dopilnował, aby cieszyła też oko. W związku z tym dopieszcza widza sielankowym obrazem wnętrza szopy, w której to, jak tradycja nakazuje, widzimy pięterko ze sztabem butelek i stertą siana przydatną Młodym. Przestrzeń pod nim zajmuje marzycielska świnia w sukienkowym różu, Kobyła, wyposażona w skórzany uniform (który sprawia, że z powodzeniem odnalazłaby się w sztuce o odmiennej tematyce obyczajowej), Krowa ze spektakularnymi wymionami, Pies – hard rockowo brzdękający łańcuchem i Kogucik – żeluś z czerwonym czubem. Ciekawie rozwiązano kwestię z niebo zstąpienia świni – w kłębach dymu unosi się nad grzesznym pięterkiem, wsparta stanowczym ramieniem podnośnika (dym pełni tu funkcję szczególną, gdyż podwójną – kreującą metafizyczny nastrój i maskującą metalowy wspornik dźwigu). Obraz wsi spokojnej, wsi wesołej dopełniają dźwięki niezaprzeczalnie wyrwane z natury, mogące przy okazji odgrywać rolę relaksacyjnej sesji. Jednak i tutaj nie brak werwy w reżyserii. Moment odejścia świni z ziemskiego padołu, to chwila, kiedy gasną światła, wiatr wyje, łańcuchy oszalałe uderzają o scenę (zwierzęta jak zawsze pomocne), a dramatyczne dźwięki prują przestrzeń. Słowem – straszno wszędzie.

Historia zwyczajna życiem pisana, wpisana w tygodniowe dzieje rzeszowskiego Festiwalu Ożywionej Formy MASKARADA, zręcznie scala lekkość komediowej formy z dramatyczną treścią fabuły. I choć sceniczne deski zarzucone słomą, ze sztuki siano nie wychodzi.

Agnieszka Pisz, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 100/2014

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA, Rzeszów 4-9 maja 2014 r.
Olsztyński Teatr Lalek
Historia całkiem zwyczajna
Marija Łado
reżyseria: Petr Nosálek
scenografia: Pavel Hubička
muzyka: Pavel Helebrand
asystentka reżysera: Honorata Mierzejewska-Mikosza
obsada: Hanna Banasiak, Jarek Cupriak, Tomasz Czaplarski, Adam Hajduczenia, Agnieszka Harasimowicz, Anna Kukułowicz, Mateusz Mikosza, Agnieszka Roszko, Roman Wołosik, Alicja Wroniszewska
premiera: 10 stycznia 2009 r.