Jeżeli to fiolet, ktoś umrze (Morfina)

Jest to pewnego rodzaju podniecający paradoks, kiedy to, co w spektaklu szwankuje, staje się też jego siłą – a tak właśnie dzieje się w realizacji Morfiny Eweliny Marciniak na podstawie powieści Szczepana Twardocha.

Przedstawienie nie jest adaptacją książki, ale opowieścią o Konstantym Willemannie. Nie jest to zarzut, adaptacja 584-stronicowej powieści byłaby przedsięwzięciem nie tyle karkołomnym, co wręcz niemożliwym. Pomysł, na wystawienie spektaklu w przestrzeni szybu kopalni Wilson był bardzo interesujący – to nie tylko świetne rozwiązanie scenograficzne, lecz także kolejne poszerzenie pola walki o miejsce, w którym w Katowicach można uprawiać teatr. Przestrzeń szybu została wykorzystana w bardzo ciekawy sposób (jak zauważył sam Szczepan Twardoch: surowość tego miejsca wzmogła teatralność), chociaż stanowiła przy tym niewątpliwe wyzwanie dla zespołu Teatru Śląskiego.

Powieść Twardocha jest tylko pretekstem dla rozpędzającego się korowodu postaci. Marciniak rozpina swoją opowieść na hakach znakomitej choreografii, świetnych kostiumów i sugestywnego aktorstwa. Są więc i wodewil, cyrk, tancbuda, i sumiennie zaplanowane szaleństwo – nikt nie udaje, że cokolwiek dzieje się naprawdę, niby w starym, japońskim teatrze, w którym aktorka przed odegraniem sceny wielkiej rozpaczy poprawia włosy i rozpina szatę, którą za chwilę w szale będzie rozrywać, a służący rozpościera przed nią dywan, na który ma się rzucić w przypływie pasji. Wszyscy bohaterowie Morfiny odmalowani są grubą kreską, ale to szarża w dobrym stylu, trafiona w punkt tak, jak w punkt trafiona jest muzyka, która spektaklowi towarzyszy, tworząc fascynującą mieszankę: od chropawego jazzu po słodkie melodie rodem z kukiełkowych przedstawień dla dzieci. Specjalne wyrazy uznania należą się Katarzynie Borkowskiej, która odpowiedzialna była za scenografię i reżyserię światła, które wpływa na narrację i rozwój poszczególnych scen.

Świetne to wszystko: mocne, intensywne, frenetyczne i duszne widowisko, i cieszy, że na Śląsku można obejrzeć spektakl tak oryginalny, odważny – i mówiąc kolokwialnie – po łebsku zrealizowany.

Weronika Murek, Teatralia Śląsk
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 118/2014

Teatr Śląski, Galeria Szyb Wilson (współorganizator produkcji spektaklu Morfina)

Morfina

reżyseria: Ewelina Marciniak
adaptacja i dramaturgia: Jarosław Murawski
scenografia i reżyseria światła: Katarzyna Borkowska
kostiumy: Katarzyna Borkowska, Paula Grocholska
choreografia: Dominika Knapik
muzyka: Chłopcy Kontra Basia (Barbara Derlak, Marcin Nenko, Tomasz Waldowski/Michał Heller)
realizacja światła: Maria Machowska/Szymon Adamczyk
realizacja dźwięku: Mikołaj Lichtański/Mirosław Witek
maski wilków: Aleksandra Stawik producent wykonawczy: Małgorzata Długowska-Błach
występuje: Paweł Smagała (Konstanty), Aleksandra Fielek (Dzidzia), Katarzyna Błaszczyńska (Salome), Anna Kadulska Hela (Panna Alicja), Natalia Jesionowska (Iga/Panna Jadzia/Zosia), Violetta Smolińska (Matka/Czesławowa Paszkowska/Łubieńska), Artur Święs (Ojciec/Peszkowski/Inżynier/Efik), Mateusz Znaniecki (Jacek/Sturmführer Merkel/Hermann/Chochoł/Alfred (von) Konieczny), Bartłomiej Błaszczyński (Kalabiński/Drugi/Płeszczyński), Karol Huget/Tymoteusz Huget (Młody)
prapremiera: 8 listopada 2014