To jest muzyka, która przemawia do czegoś innego niż do zimno analitycznego umysłu

To jest muzyka, która przemawia do czegoś innego niż do zimno analitycznego umysłu

Z Kacprem Kuszewskim, aktorem Teatru Pieśń Kozła, rozmawia Mateusz Jażdżewski

Jak Pan trafił do Teatru Pieśń Kozła?

Och, szedłem całe życie (śmiech). Pochodzę z teatralnej rodziny i  w pierwszym przedstawieniu grałem, kiedy miałem sześć lat. Po szkole teatralnej miałem poważny problem, bo wiedziałem, jaki teatr mi odpowiada, ale nie mogłem znaleźć takiej stylistyki w żadnej ze stołecznych instytucji. Może poza Teatrem Rozmaitości, który przeżywał wtedy rozkwit dzięki realizacjom Warlikowskiego i Jarzyny. Bałem się jednak nawet tam zbliżyć, bo sądziłem, że to bardzo zamknięte środowisko. Być może niesłusznie. Brałem udział w licznych projektach, ale nigdzie nie zagrzałem miejsca na dłużej. W końcu dostałem etat w Teatrze Polskim w Warszawie, na którego deskach gościnnie występował Teatr Pieśń Kozła ze spektaklem Kroniki – obyczaj lamentacyjny. Ponieważ wyrosłem na teatrze dramatycznym i psychologicznym, to teatr laboratoryjny, eksperymentalny był mi dość obcy. Jednak kiedy zobaczyłem ten występ, zachwyciłem się Teatrem Pieśń Kozła, a przede wszystkim doskonałym warsztatem aktorów. Wtedy grupa bardziej niż dziś opierała się  na ruchu. To, co robili z ciałem i śpiewem, było niesamowite. Jednak wciąż wydawało mi się to dość egzotyczne. Grzegorz Bral zaproponował wtedy aktorom Teatru Polskiego udział w warsztatach i tam odnalazłem to, czego zawsze szukałem w teatrze. Potem dowiedziałem się, że Teatr Pieśń Kozła prowadzi autorskie studia aktorskie na University of Manchester, ale wszystkie zajęcia odbywają się we Wrocławiu. Odłożyłem inne obowiązki i zapisałem się na te studia. Byłem na nich jedynym Polakiem, studenci pochodzili z całego świata.  Po ich zakończeniu okazało się, że grupa szuka młodych aktorów  do kolejnego spektaklu, Makbeta. Dziś mija pięć lat odkąd dołączyłem do Pieśni Kozła.

 

Premiera Pieśni Leara odbyła się w Edynburgu rok temu, spektakl zyskał ogromną przychylność publiczności i krytyki. Czy był Pan zaskoczony reakcjami na Fringe’u?

Chyba nie pomylę się jeśli powiem, że Teatr Pieśń Kozła jest bardziej znany i ceniony w Wielkiej Brytanii niż w Polsce. Są osoby we Wrocławiu, które nigdy nie słyszały o tym teatrze. W dodatku na Fringe Festival przyjeżdżają najróżniejsze grupy i publiczność oczekuje tam zaskoczenia. Mieliśmy wrażenie, że jedziemy z projektem o bardzo skromnej formie. To przedstawienie właściwie trudno nazwać spektaklem. Inscenizacji jest tu niewiele i przez większość czasu stoimy i śpiewamy. Nie mieliśmy ambicji zawojowania Edynburga. Z dnia na dzień przychodziło jednak coraz więcej ludzi. Bardzo się z tego cieszyłem. Reakcjami byłem absolutnie zdziwiony, szczególnie, że taki teatr jest trudny do zrecenzowania tradycyjnymi metodami krytycznymi. Bo to właściwie nie jest spektakl.

 

Może bardziej rytuał?

Byłbym ostrożny z używaniem akurat tego określenia. To jest muzyka, która przemawia do czegoś innego niż do zimno analitycznego umysłu. Właśnie dlatego zachwyciło mnie to, że chłodni Brytyjczycy tak dobrze reagowali na Pieśniach Leara.

 

Wydaje mi się, że Wasz sukces polegał na tym, że z morza rozrywki nagle wypłynął spektakl prosty, a jednak przejmujący.

Myślę, że miało to znaczenie. Faktycznie jest tak, że przez ostatnie paręnaście lat ten festiwal staje się imprezą o coraz silniejszym nurcie rozrywkowym,  bo jednak opiera się on również na pieniądzach.

 

A jak zmienił się spektakl przez ten rok?

Zmienia się za każdym razem. Kilku moich znajomych zauważyło,  że faktycznie spektakl rośnie i nabiera nowych kolorów. Myślę, że na tym polega nasza praca, by cały czas się doskonalić, a nie spocząć na laurach.

 

Na koniec chciałbym zapytać o przebieg treningu wokalnego. Czy tak jak na scenie dowodził Pan również podczas prób?

Moja rola w spektaklu pojawiła się trochę przypadkiem. W przeciwieństwie  do poprzednich realizacji Teatru Pieśń Kozła Pieśni Leara zbudowanona postawie muzyki, którą zamówiliśmy. Ponieważ uczyłem się w szkole muzycznej, umiem czytać nuty i siłą rzeczy zająłem się stroną muzyczną. Nie traktujemy śpiewu, tekstu i ruchu oddzielnie. To wszystko musi wynikać z jednego źródła. Dlatego trening wokalny jest naturalnym przejawem tego, nad czym pracujemy. Nie ma tu mowy o „zimnej” technice. Polega to raczej na swego rodzaju poszukiwaniu, do którego potrzebna jest wyobraźnia i wrażliwość.

Mateusz Jażdżewski, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia”. Dodatek festiwalowy do numeru 66/2013
„Shakespeare Daily. Gazeta Szekspirowska” nr 6, dnia 6 sierpnia 2013

Pieśni Leara
reżyseria: Grzegorz Bral
muzyka: Jean-Claude Acquaviva, Maciej Rychły
przygotowanie pieśni: Kacper Kuszewski