Jelinek wydelikacona jak należy (Śmierć i dziewczyna)

Jelinek wydelikacona jak należy (Śmierć i dziewczyna)

Śmierć i dziewczyna we wrocławskim Teatrze Polskim to połączenie trzech pierwszych dramatów Elfriede Jelinek ze zbioru pod tym samym, co spektakl tytułem (nazywane również Dramatami księżniczek) z powieścią Pianistka. Drugie z wymienionych dzieł pisarki zdeterminowało fabułę, ale pochodzące z dramatów postaci Królewny Śnieżki czy Śpiącej Królewny dały się sprawnie wkomponować w spójną opowieść o równoczesnym nadmiarze i niedosycie miłości. Opowieść ta z kolei dzięki wybitnej pracy wszystkich zaangażowanych w projekt artystów zyskała wyjątkową, teatralną oprawę, a językowe crème de la crème austriackiej noblistki doczekało się we Wrocławiu godnej inscenizacji.

Muzyka i ciało – te dwa środki artystycznego wyrazu zdominowały spektakl Marciniak. Muzyka raz wysuwa się na pierwszy plan, innym razem jest tłem, ale ciągle pozostaje obecna i bardzo znacząca. Na scenie znajdują się aż trzy fortepiany – zasiada przy nich dwoje pianistów. W tej parze szczególną uwagę wzbudza Grzegorz Rdzak.  Popisuje się on nie tylko grą na instrumencie, ale również swobodnie radzi sobie z zadaniami aktorskimi. które zostały przed nim postawione, zwłaszcza w scenach o ironiczno-komediowym zabarwieniu. Rozmawiając o muzyce, bohaterowie spektaklu definiują inne sfery życia, a dyskusje o sztuce mają wymiar uniwersalnych prawd. Takie rozmowy toczą między sobą Nauczycielka (Małgorzata Gorol) i Uczennica (Katarzyna Strączek). Niemniej istotne są hasła wygłaszane przez Krytyka (Piotr Nerlewski), które w obliczu dyskusji, jaką wywołała premiera Śmierci i dziewczyny dodatkowo przybierają na sile. Bohater mówi o jednej z podstawowych funkcji sztuki, która w szczególny sposób realizuje się w teatrze.  Jest nią możliwość zobaczenia i w pewnym sensie doświadczenia tych wszystkich okropności, których nie będziemy już musieli przeżywać w prawdziwym życiu. „Sztuka to rodzaj szamba. Możecie państwo uprać u nas swoje brudy, gwarantuję, że to się państwu opłaci”. Takich metateatralnych nawiązań jest w spektaklu znacznie więcej lub też stają się one bardziej ewidentne w zestawieniu z wydarzeniami ostatnich, przedpremierowych dni. Nowy wydźwięk zyskuje na przykład tekst Nauczycielki, która krytykując słowa Ucznia, stwierdza, że to, o czym on uprzednio mówił „nie jest sztuką, jak ja ją rozumiem”. Bohaterka dokonuje więc próby narzucania innym własnego sposobu kwalifikowania czegoś jako sztuki, a bardzo podobne działania mogliśmy zaobserwować przed wrocławską premierą w dyskusjach na polu społeczno-kulturalnym.  W jeszcze jawniejszy sposób Marciniak drwi z porno-afery na początku spektaklu, a nawet przed jego rozpoczęciem, kiedy po podniesieniu kurtyny oczom widzów ukazują się ciała dwójki aktorów splątane w seksualnych pozycjach – scenie towarzyszy bardzo głośna muzyka i intensywne, kolorowe światła stroboskopowe. Publiczność na oczywisty manifest reaguje śmiechem i oklaskami, bez trudu dostrzegając bezczelną ironię wobec dających się wodzić za nos ludzi, jaką posłużyła się reżyserka.

 

Obok muzyki na pierwszym planie spektaklu wykorzystywane jest właśnie ciało, ale już nie w prześmiewczym kontekście, lecz zupełnie na poważnie potraktowane jako element budowania tożsamości, jako instrument władzy i wreszcie – jako przyczyna klęski głównej bohaterki. Śledząc losy Córki (Małgorzata Gorol), nauczycielki muzyki, która żyje w toksycznej relacji z zaborczą Matką (Ewa Skibińska) przyglądamy się, jak może wyglądać życie, gdy cielesność zostaje zupełnie zmarginalizowana. Córka uwięziona w rygorystycznym planie treningowym, który na całe życie przygotowała dla niej Matka, staje się jej własnością. Tymczasem niespodziewanie zapragnęła być własnością mężczyzny – Ucznia (Andrzej Kłak) spotykanego w szkole muzycznej. Życie w sposób zdefiniowany przez Matkę, który obejmuje sposób ubierania, godziny powrotów do domu czy dobór zajęć, Córka rekompensuje sobie zatracając się powoli w świecie cielesnych fascynacji. I tu właśnie otwiera się pole do popisu dla twórców spektaklu, aby w intrygującej formie pokazać to, co Jelinek często ubierała w słowa tyleż poetyckie, ile jednak dosadne. W odpowiedzi na to wyzwanie oglądamy długie sceny, w których nadzy aktorzy tworzą przeróżne instalacje z własnych ciał, przybierając na przykład formę swoistego ludzkiego łańcucha, po którym przechadza się główna bohaterka. Sekwencje te rozgrywają się w półcieniu, towarzyszy im atmosfera artystycznego niedopowiedzenia. Kontrastuje z nimi scena, jaką Córka ogląda podczas wizyty w peep show – to tam przywołani zostają aktorzy porno, którzy symulują kopulację. Zmechanizowane ruchy nie mają nic wspólnego z erotyką, która ujawnia się dopiero w skomplikowanych choreografiach z udziałem roznegliżowanych aktorów dramatycznych będących projekcjami wyobraźni bohaterki. Początkowo zresztą Córka chowa się w szafie, podczas gdy nagie ciała prężą się na środku sceny i dopiero po pewnym czasie dołącza do cielesnej plątaniny. Kolejnym mocnym punktem spektaklu korzystającym z choreograficznych pomysłów Dominiki Knapik, której wkład w ostateczny sukces Śmierci i dziewczyny jest nieoceniony, są akrobatyczne popisy Córki i Ucznia w końcowej części przedstawienia.

Z czasem w spektaklu pojawia się jednak pewien rodzaj chaosu, związany chociażby z wprowadzeniem na scenę postaci Królewny Śnieżki czy Śpiącej Królewny, granych przez te same aktorki, które wcielają się w role Nauczycielki i Uczennicy.  Problematyka poruszana w spektaklu pozostaje spójna, a uważny, znający teksty Jelinek widz może wychwycić te subtelne transformacje bohaterów. Mimo to, tego rodzaju  rozwiązania sprawiają , że Marciniak nie do końca pozwala się rozsmakować w tym, co dla nas przygotowała. Ilość bodźców wykorzystanych w Śmierci i dziewczynie jest tak ogromna, a prędkość ich aplikowania tak intensywna, że chwilami chciałoby się złapać oddech i delektować się fantastyczną grą aktorską Małgorzaty Gorol, granym na żywo Szubertem czy ciekawą choreografią w scenach jazdy figurowej na lodzie. Reżyserka nie pozostawia widzom jednak tego komfortu, pędząc do przodu z kolejnymi pomysłami, które – choć genialne – wprowadzają w odbiorze irytujące szumy. Trudno jednak wyobrazić sobie, z czego realizatorzy spektaklu mieliby zrezygnować, aby pozbyć się tego nadmiaru, bo żaden z elementów widowiska nie wydaje się zbędny. Pozostaje więc pogodzić się z tym nadmiarem i ruszyć w pogoń za temperamentem twórców.

Ewelinie Marciniak udało się stworzyć bardzo mocny i wyrazisty spektakl, a jednocześnie nie stracić  przy tym subtelności. Tak jak u Jelinek niebywały kunszt lingwistyczny spotyka się z szokującymi tematami i wypieranymi ze społecznej świadomości problemami, tak samo reżyserka połączyła to co trudne, z tym co piękne – sztukę z prawdziwym życiem.

 

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław
Magazyn internetowy „Teatralia”, numer 151/2015

 

Teatr Polski we Wrocławiu

Śmierć i dziewczyna

na podstawie trzech pierwszych utworów ze zbioru Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek: Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna i Rosamunde

Elfriede Jelinek

reżyseria: Ewelina Marciniak

przekład: Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera

opracowanie tekstu i dramaturgia: Łukasz Wojtysko

scenografia, kostiumy i reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska

muzyka: Piotr Kubiak

choreografia: Dominika Knapik

obsada: Ewa Skibińska, Paweł Smagała, Małgorzata Gorol, Michał Opaliński, Andrzej Kłak, Katarzyna Strączek, Piotr Nerlewski, Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc, Grzegorz Rdzak, Rossy, Tim

premiera: 21 listopada 2015

fot. materiały teatru

 

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W teatraliach od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla artPapieru, Czasu Kultury i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż nie ma na to zbyt mało czasu.