Jan Klata: Chcę wierzyć (Do Damaszku)

Trudno oprzeć się pokusie, aby na Do Damaszku nie spojrzeć jak na swoiste credo Jana Klaty. Słowo to pojawia się zresztą wielokrotnie w jednej z pierwszych scen, dodatkowo podkreślone komiczną wymową. Zaczerpniętą z dramatu Augusta Strindberga tematykę religijną oraz refleksję na temat roli artysty w społeczeństwie reżyser, w typowy dla siebie sposób, podlewa sosem popkulturowym oraz sporą dozą ironii, skierowanej głównie w stronę tak zwanego „środowiska artystycznego”.

Znaczący element stanowią odstępstwa od tekstu dramatycznego, próby jego recyklingu i uwspółcześniania. Najbardziej rzuca się w oczy zmiana dotycząca głównego bohatera. Modernistyczny poeta-kabotyn (Nieznajomy) przeradza się w jeszcze bardziej kabotyńskiego pozera (Idol – Marcin Czarnik): muzyka, artystę totalnego, performera. Budowanie tej postaci balansuje na granicy ironii i powagi, szyderstwa i autoidentyfikacji, jako że niektóre kwestie wywołują skojarzenia z sytuacją samego Klaty. Przez dodanie lekko makabrycznych postaci Groupies, obowiązkowych dodatków do każdego Idola, dostaje się także krytyce teatralnej i psychofankom, które jak Erynie snują się za bohaterem, a w swoich pieśniach wyrażają chęć posiadania wszystkiego, czego Idol dotknie, a zwłaszcza tworzonej przez niego sztuki, którą należy „zdekonstruować, opisać, zinterpretować, napisać artykuły, założyć profile i portale” – a w efekcie zbanalizować i zniszczyć. Krytyka ta nie jest pozbawiona znaczenia, ale w spektaklu sprowadza się właściwie do taniego dowcipu, wyrażonego niemal w sposób równie śmieszny i pretensjonalny, pozbawiony głębszej refleksji, jak wyśmiewane przy okazji zjawiska.

Ale zmiany, w porównaniu z oryginałem, wychodzą poza proste uwspółcześnianie realiów. O wiele ciekawszy jest problem kryzysu religijnego, który u Klaty od początku naznaczony jest cynizmem i głębszym niż w pierwowzorze zwątpieniem w istnienie i/lub motywacje i działania istoty wyższej. Reżyser ucieka od prostych odpowiedzi i dość jednoznacznego zakończenia dramatu, sugerującego powrót Nieznajomego na łono Kościoła. W jednej z niewielu rzeczywiście dobrych, jeżeli nie w najlepszej scenie, będącej zarazem ostatnią, gdzie Idol leży na szklanej trumnie z kościotrupem, a następnie wchodzi na nią i tańczy, co dyskretnie (w pełnej ciszy – co nie jest pozbawione znaczenia u artysty operującego głównie wyrazistymi i dobrze rozpoznawalnymi utworami muzycznymi) porusza zawieszonymi kośćmi nieboszczyka. Memento mori i zmaganie z własną śmiertelnością w jednym, przejmującym momencie. Wcześniejsze części spektaklu idą raczej w stronę tej pierwszej interpretacji, pojawia się bowiem dodana scena, zaczerpnięta niczym z Opowieści wigilijnej – Idol ma wizję ze szkieletem, w której próbuje dowiedzieć się, kim jest trup, a wszystkie poszlaki sugerują, że to właśnie on sam. Postawienie artysty na piedestale prowadzi do wystawienia go jak świętego w szklanej trumnie. Sztuka jest tu kluczem do zrozumienia człowieka, ale staje bezradna przed Bogiem i jego kreacją – światem.

Do Damaszku nie jest spektaklem głupim, pozbawionym pomysłu. Przypomina raczej – parafrazując Mickiewicza – kościół bez Boga. Brakuje atmosfery i rytmu, razi pretensjonalny sposób gry aktorskiej prawie całego zespołu. Można powiedzieć, że postaci takie właśnie są, ale efekt nie jest wart zachodu. Tematyka metafizyczna niknie, przygnieciona popkulturową zabawą.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 72/2013

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Do Damaszku

August Strindberg

reżyseria, opracowanie muzyczne: Jan Klata

adaptacja, przepisanie, dramaturgia: Sebastian Majewski

scenografia: Mirek Kaczmarek

ruchy: Maćko Prusak

obsada: Aldona Grochal, Katarzyna Krzanowska, Beata Paluch, Dorota Segda, Krzysztof Globisz, Adam Nawojczyk, Krzysztof Zarzecki, Marcin Czarnik, Justyna Wasilewska

premiera: 5 października 2013

fot. Andrzej Banaś

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.