Jak przez ekran telewizora (Pełnia szczęścia)

Jak przez ekran telewizora (Pełnia szczęścia)

Co się dzieje, gdy wśród ludzi do głosu dochodzi egoizm i cynizm, a pogoń za pieniędzmi i pęd do kariery napędza karuzelę ich życia? Próbę odpowiedzi na te pytania podejmuje Adam Orzechowski w spektaklu Pełnia szczęścia.

Przedstawienie, na podstawie dramatu autorstwa Charlesa den Tex’a i Petera de Baan’a, to prapremiera na polskiej scenie. Na warsztat zostaje wzięty tekst dotykający problemów nowobogackich rodzin, które wiodą beztroskie, zamożne i wygodne życie w zachodnich zakątkach Europy. Ellen (Małgorzata Brajner) i Tom (Marek Tynda) to z pozoru szczęśliwe małżeństwo. Ona prawnik, on przedsiębiorca – milioner z firmą, której filie rozsiane są po całym świecie. Od dwudziestu lat żyją, jak w bajce, dbając o najmniejsze detale udanego związku małżeńskiego, takie jak czułe słówka i wzajemne pochwały. Komplementy padające z ich ust to jednak bardziej efekt przyzwyczajenia, niż dbałość o domowe ognisko. Para dzieli się swoim szczęściem z ekscentryczną przyjaciółką Mary (Sylwia Góra-Weber).

Postać ta pewnego wieczoru nieoczekiwanie zmienia przebieg rutynowej, wykwintnej kolacji. Bohaterowie zaczynają, oczywiście tylko hipotetycznie, zastanawiać się, w jakim stopniu Tom nadawałby się na ojca dziecka Mary, która deklaruje, że poszukuje tylko odpowiednich genów dla swojego potomka. Początkowo niewinna rozmowa prowadzi do kolejnych wydarzeń. Zmienią one życie trójki bohaterów. Tom zdecyduje się na sprzedaż firmy, która przynosi mu bajeczne pieniądze. Transakcją zajmie się akurat Mary, jako specjalistka w dziedzinie bankowości. Co więcej, znacząco przyczyni się  ona do powstania kryzysu w małżeństwie Toma i Ellen. Odnieść można wrażenie, że spektakl Orzechowskiego to kolejny odcinek dość przewidywalnej telenoweli.

Dwie rzeczy sprawiają, że przedstawienie ogląda się jak za pośrednictwem szklanego ekranu. Po pierwsze, bohaterowie tkwią we wzajemnych relacjach niczym w brazylijskim serialu. Każda scena to kolejna dawka komplikacji typu: Ellen jest z Tomem, ale jednak Tom chciałby coś z Mary, chociaż właściwie Ellen współczuje Mary, ale nie do końca jest pewne, czy to jednak nie Mary współczuje Ellen, jednocześnie sypiając z Tomem. Nie wiadomo, jakimi uczuciami obdarzają się postaci, ponieważ cały czas toczy się pomiędzy nimi jakaś gra. Tak bujne życie wewnętrzne bohaterów sprawia, że wytwarzają się między nimi napięcia, które da się wyczuć ze sceny. Reżyser niepotrzebnie wzmacnia je budującą nastrój, głośną muzyką – zupełnie jakby widzowi trzeba było wskazywać palcem momenty wymagające wytężonej uwagi. Po drugie, spektakl podzielony jest na krótkie części – odcinki, które kończą się epizodami podobnymi do tych z niekończących się tasiemców telewizyjnych.

Ciekawy jest sposób przechodzenia z jednej sceny do drugiej. Aktorzy, wspomagani przez obsługę techniczną, przebierają się na oczach widzów. Trochę jak w teatrze Nō, gdy pomocnicy sceniczni – Kōken pomagają przy zmianie ubrania. Inny styl stroju determinuje ich zachowanie w najbliższej scenie. Zdekodowanie znaków jest jednak dosyć proste. Mniej formalny wygląd oznaczać będzie bardziej życiową postawę. Mary odziana w męską, białą koszulę i krótkie szorty pokaże swoją ludzką twarz, nakłaniając Toma do obecności przy porodzie. Zrzuca tym samym na chwilę maskę wyniosłej, przebojowej bizneswoman, która w formalnej koronkowej sukni i wysokich obcasach deklarowała przecież, że nie jest zainteresowana współdzieleniem się jakimikolwiek przeżyciami z mężczyzną.

Czas biegnie w spektaklu na kilku równoległych płaszczyznach. Kolejne zdarzenia przedstawione są chronologicznie. Można oszacować, że od pierwszego do ostatniego wydarzenia mijają dwa lata. Druga płaszczyzna czasu funkcjonuje za pośrednictwem projekcji na bocznych ścianach, które niczym reklamy wyświetlane są pomiędzy kolejnymi częściami. Jest to kolaż złożony z obrazów – doświadczeń współczesnego człowieka. W ułamku sekundy można wychwycić m.in. zapchane ulice, wysokie budynki i wstrzykiwane substancje do krwi. Szybki montaż sprawia, że projekcja wydaje się metaforą tempa życia. Zabieg ciekawy, niestety potraktowany raczej jako przerywnik pomiędzy kolejnymi częściami sztuki. W kontraście do głośnych projekcji ledwo zauważalna, ale jednak najbardziej interesująca, jest gra milczeniem, które wyznacza kolejny sposób odczuwania czasu. Dla wszystkich w tym momencie płynie on w jednakowym tempie. Mary, prosząc Toma o trzydzieści sekund zastanowienia przed podjęciem decyzji, skłania także widownię do uczestnictwa w trwającym dłuższą chwilę oczekiwaniu.

Niestety w spektaklu rozczarowuje także sposób prowadzenia postaci. Nazwiska aktorów mogłyby wskazywać na sukces, jednak ich bohaterowie na scenie nie są postaciami z krwi i kości, ale raczej tekturowymi, sztucznymi atrapami. Jedynie scenografia, która jest zdecydowanie najmocniejszą stroną spektaklu, pozwala trochę pobawić się znaczeniami. Praktycznie pustą scenę wypełniają trzy krzesła. Uwagę przyciąga jej tył stanowiący jednocześnie fragment luksusowego domu i garderobę, w której dokonywane są zmiany strojów. Zmieniający się układ krzeseł wyznacza nowe napięcia pomiędzy bohaterami.

Pełnia szczęścia jest na wskroś współczesna. Ukazuje problemy towarzyszące pokoleniu czterdziestolatków, którzy zatracili się w swojej chciwości i chęci posiadania. Orzechowski nie próbuje podać przyczyny, wyjaśnić powodów, dla których ludzie są w stanie składać sobie wzajemnie niemoralne propozycje. Egoistyczne podejście do świata sprawia, że bohaterowie najmniej dbają o dobro dziecka, którym rzekomo się kierują. Traktują noworodka jak przedmiot, który można dowolnie przestawić i jednocześnie wplątać w sieć nierozwiązalnych konfliktów. Na jego nieobecność wskazuje też puste nosidełko. Ubrane w sukienki od Armaniego ma tylko pasować do pewnego modelu rodziny. Brakuje jednak jakiegoś elementu scalającego w tej układance. Czym jest tytułowa pełnia szczęścia? Z ust Ellen pada jasna, ironiczna definicja „przyjaciółka jest szczęśliwa, mąż jest szczęśliwy, pieniądze są na koncie – pełnia szczęścia”.

 

Natalia Osińska, Teatralia Gdańsk

Magazyn Internetowy "Teatralia", numer 171/2016

 

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Charles den Tex i Peter de Baan

Pełnia szczęścia

przekład: Małgorzata Semil

reżyseria: Adam Orzechowski

scenografia: Magdalena Gajewska

muzyka: Filip Kaniecki alias MNSL

obsada: Małgorzata Brajner (Ellen), Sylwia Góra-Weber (Mara) i Marek Tynda (Tom)

prapremiera: 26 lutego 2016

fot. mat. teatru

Natalia Osińska - przyszła na świat dokładnie rok po zburzeniu Muru berlińskiego. Absolwentka Wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Gdańskim oraz Mediów interaktywnych i widowisk na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Głęboko wierzy w siłę sprawczą sztuki. Zbyt duża ilość pomysłów rodzących się w jej głowie wcale jej nie przeraża, wręcz przeciwnie, sukcesywnie je realizuje. Czyni wszelkie starania by dostrzec i przeżyć jak najwięcej.