Jak niedobrze, gdy brak całości (Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem)

Jak niedobrze, gdy brak całości (Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem)

Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem to spektakl złożony z kilkunastu etiud, z których Katarzyna Szyngiera, reżyserka spektaklu, usilnie próbuje zrobić spójną inscenizację. Niestety, adaptacja +++ (Trzema krzyżykami) i Ciągu dalszego Helmuta Kajzara, jedynie na początku sprawia wrażenie zmyślnego konceptu. Spektakl stopniowo rozpada się na coraz drobniejsze i mniej przystające do siebie elementy.

Publiczność, usadzona po obu stronach ściany, na początku nie widzi tego, co dzieje się po przeciwnej stronie. Przy każdej ze ścian w szeregu poustawiane są postaci, ich karykaturalnie powykrzywiane ciała z doklejonym uśmiechem  od początku przykuwają wzrok. To one będą niedookreślonymi bohaterami z tekstów Kajzara. Postaci w maskach rozmawiają ze sobą, przerzucając się pseudointelektualnymi hasłami o walorach konsumpcji, ważkości seksualności czy relacjach międzyludzkich. Ich monologi stają się z czasem coraz bardziej pretensjonalne, aż w końcu zawarta w nich agresja doprowadza do zniszczenia muru. Wielkie płyty upadają z głuchym łoskotem na podłogę. Później będą już tylko przesuwane z kąta w kąt, mniej lub bardziej dynamicznie. Wraz z upadkiem muru  dochodzi do przełamania. Hasła, którymi przerzucały się postaci w maskach rozwijają się w równie mętne monologi, które z pozoru są pełne złości, nostalgii i agresji. Przy całej tekstualnej zaporze, braku dookreśleń do wspomnianych haseł, można doszukać się refleksji na temat systemu wartości obowiązującego we współczesnej Europie, o losie demokracji w sytuacji, gdy większość narzuca wolę całej społeczności. Pojawia się pytanie o to,  co dzisiaj odróżnia demokrację od faszyzmu? Odpowiedzi  nie znajdziemy w spektaklu Katarzyny Szyngiery, bowiem skomponowany przez nią chaos sceniczny uniemożliwia odnalezienie ładu. Prezentowana przez manekiny rzeczywistość jest światem destrukcji, w którym rządzi wola jednostki. Nagromadzenie tak wielu czynników przeczących dążeniu do porządku może być odbierane jako zabieg celowy. Dynamiczna choreografia, potok słów, agresja zawarta w muzyce, zawładnięcie przestrzenią przez manekiny – wszystko to podkreśla upadek świata w Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem. Czy tyle bodźców jest konieczne, aby przekazać nostalgiczną refleksję na temat rzeczywistości? W tym świecie żyje jeden buntownik, Bezimienny (Krzysztof Boczkowski). Nie wykrzykuje głośno swoich opozycyjnych racji, bo ich nie ma. Jawi się jako jednostka pasywna na tle   pozostałych agresorów, i to wystarczy. Po prostu jest i usiłuje nie dać się porwać szaleńczemu wirowi.

Radość bohaterów spektaklu wynika z ich chęci destrukcji. Nie przejmują się nawet wtedy gdy poniżony Bezimienny leży na środku sceny. To scena finałowa, w której dramaturg, Iga Gańczarczyk, zdecydowała się na montaż równoległy dwóch tekstów Kajzara. Na jednym obrazie oglądamy przygotowanie do egzekucji, aa drugim moment agonii relacjonowany z telewizji na żywo. Pomiędzy nimi leży nagi  Bezimienny. Z czasem pozostali przestają zwracać na niego uwagę. Ukryci za telebimem, rozkoszują się bananami i ulubionymi serialami. To bardzo rozciągnięta w czasie scena, która zmusza widownię do oczekiwania na ostatni poryw akcji, do którego ostatecznie nie dochodzi. Tragedia jest tutaj zamknięta w obojętności, a nie w działaniu. Spektakl kończy się z poczuciem niedostatku – zabrakło odpowiedzi, dopowiedzenia losów Bezimiennego, zabrakło reakcji na cierpienie człowieka.

Dynamikę przedstawienia podkreśla muzyka na żywo – ubrany w kostium manekina autor kompozycji, Damian Pielka ze skromnym zestawem perkusji, nadaje rytm mechanicznym ruchom pozostałych manekinów. Należy przyznać , że skomponowane przez niego utwory ożywiały akcję, która po upadku muru stawała się coraz bardziej chaotyczna i bezcelowa. Niestety, zbyt duże pokłady treści,   stworzyły barierę. Momentami przytłaczały i  jedynie dzięki muzyce, można było odczuć wrażenia i emocje postaci.

Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem to spektakl złożony, dynamiczny, jednak nadmiernie przesycony treścią. Gdyby Szyngiera zdecydowała się na użycie większej liczby dookreśleń, zrezygnowała z namnażania efektów wizualnych i dźwiękowych i skupiła się na warstwie tekstowej spektaklu, to być może dzieła Kajzara wybrzmiałyby w  pełnej okazałości.

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 177/2016

 

Wrocławski Teatr Współczesny

Jak dobrze, że mamy pod dostatkiem

Helmut Kajzar
reżyseria: Katarzyna Szyngiera

adaptacja: Iga Gańczarczyk

muzyka: Damian Pielka

scenografia: Agata Baumgart

ruch sceniczny: Cezary Tomaszewski

projekcja wideo: Marek Kozakiewic

obsada: Anna Kieca, Maria Kania, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Krzysztof Boczkowski, Marcin Łuczak, Zdzisław Kuźniar, Jerzy Senator, Maciej Tomaszewski

premiera: 7 maja 2016

fot. mat. teatru

 

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – Kulturoznawczyni, krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.