Inwazja barbarzyńców

Inwazja barbarzyńców

W Titusie Andronicusie Jana Klaty podział na poukładanych Rzymian, granych przez Niemców i Austriaków, i nieokrzesanych Gotów-Polaków zarysowany jest grubą kreską, bardzo karykaturalnie. Może wydawać się naiwny i banalny, ale ta brutalna drwina z narodowych stereotypów jest potrzebna, by pokazać ich płytkość i zażenować śmiejących się z nich widzów. Spektakl jest niezwykle gęsty i intensywny, ale jego osią staje się właśnie ten prosty pomysł zbudowania analogii do polsko-niemieckich stosunków, który kupuję, choć trochę mnie to kosztuje.

Pierwsza, mocna, świetnie osadzona w heavy metalowej muzyce, transowa scena pochówku synów Andronicusa pokazuje rzecz niezwykle istotną – doskonałą organizację państwa budowaną „na trupach”. Także bardzo dosłownie: czarne skrzynie-trumny ułożono w konstrukcję, na której później rozgrywać się będzie akcja. Kiedy punktem wyjścia są walka, śmierć i chęć zemsty – nieuchronnie musi to zmierzać do klęski. Chociaż to poważny temat, Klata nie byłby sobą, gdyby nie zrealizował go z dozą ironii i groteski, w kiczowatej estetyce (zaskakujące, jak dobrze w spektakl wkomponowują się utwory Fancy’ego, takie jak Flames of love czy Slice me nice). Szekspirowskiego Titusa Andronicusa reżyser połączył z dramatem Heinera Müllera Anatomia Tytusa Fall of Rome. Komentarz do Szekspira i dopisanymi  zabawnymi tekstami – zarówno żartami słownymi i sytuacyjnymi z prób, jak i wstawkami dość wymuszonymi, choć demaskującymi utarte stereotypy.

Tamora staje się więc u Klaty „polskim kurwiszonem”, a jej synowie to błazeńscy dresiarze w kolorowych, hawajskich koszulach. Skontrastowani są z Rzymianami w czarno-białych T-shirtach z motywami wojennymi: samolotem wojskowym, równo kroczącymi żołnierzami czy scenami bombardowania. Chyba najbardziej groteskową postacią jest Aaron, kochanek Tamory – umazany na czarno, z rogami i przyprawionym wielkim fallusem, niczym postać ze starożytnej komedii. Ich dziecko  –  jak się okazuje ulepione z czekolady – jest na końcu spektaklu zjadane  ze smakiem. Klata z łatwością wyprowadza z groteski makabryczne obrazy.  Scena spożywania pasztetu z Chirona i Demetriusa – dzięki Marcinowi Pempusiowi i Michałowi Majniczowi – jest równocześnie przerażająca, dziwna i na swój sposób humorystyczna. Niejednokrotnie trudno jest przełknąć tę gorzką pigułkę wątpliwego żartu – nawet nie dlatego,  że wymierzony jest w Polaków czy Niemców, leczprzez to, że pojawia się w nieodpowiednich, jak się wydaje, miejscach i sytuacjach.

W spektaklu są widoczne liczne nawiązania do polsko-niemieckiej historii (świetna jest choćby scena posłannictwa z dwoma nagimi mieczami), jednak Klata nie szuka analogii na siłę. Fabuła oczywiście zyskuje mocno narodowy wydźwięk, ale mimo to dostrzec w niej można znamiona uniwersalności. Problem Rzymian i Gotów, Niemców i Polaków na dobrą sprawę może być obrazem konfliktów, obcości, woli zemsty i braku komunikacji między jakimikolwiek odmiennymi narodami.

Klata zastosował dość oczywisty zabieg w przypadku obsady z dwóch teatrów, jednak ciekawie go poprowadził – spektakl jest grany równocześnie w dwóch językach, aktorzy wymawiają kwestie w swoim ojczystym języku, a tłumaczenia są wyświetlane z tyłu sceny, tworząc dodatkową narrację i element ciekawy wizualnie. Tylko w jednej ze scen Tamora zwraca się do Titusa (w tej roli świetny Wolfgang Michalek)  po niemiecku, próbują robić to także jej synowie, ściągając z zapisanego  na ręce tekstu. Andronicus odpowiada jej po polsku. To przełamanie nie ma jednak na celu ułatwienia komunikacji, ale „podejście wroga”, wplątanie przeciwnej strony w swoją intrygę, plan zemsty. Obcość dwóch narodów świetnie podkreślono także w scenie kalamburów – odgadywania przez Chirona i Demetriusa treści dostarczonego im listu. Reżyser wprowadził zresztą wiele „smaczków” zaznaczających odmienność kultur – choćby świetne sceny płaczu Rzymian nad grobem (manifestacyjne „zbieranie” niewidzialnych łez z oczu i składanie ich  na trumnie) i kontrastujące z nimi w tej sytuacji nieobycie Gotów.

Poukładany, idealny Rzym (biegiem akcji chylący się ku upadkowi) jest w gruncie rzeczy pojemną metaforą, w której odbiciu można znaleźć historie wielu państw czy międzynarodowych organizacji politycznych. Klata zdecydował się jednak skonkretyzować porównanie, przenosząc dramat Szekspira w polsko-niemieckie realia. Można czepiać się zastosowanych w ten sposób uproszczeń czy zarzucać nieczytelność spektaklu dla ludzi z innych krajów, nieposiadających „kompetencji kulturowych”. Reżyserowi trzeba jednak przyznać konsekwencję w sposobie realizacji pomysłu i zgromadzenie zespołu współpracowników, którzy bardzo dobrze oddali jego wizję.

Agnieszka Misiewicz, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”. Dodatek festiwalowy do numeru 66/2013
„Shakespeare Daily. Gazeta Szekspirowska” nr 4, dnia 4 sierpnia 2013

 

Teatr Polski we Wrocławiu oraz Staatschauspiel Dresden

Titus Andronicus

reż. Jan Klata

fot. Wiesław Czerniawski