Hitler in spe (Pacjent Doktora Freuda)

Hitler in spe (Pacjent Doktora Freuda)

Transfer postaci historycznych do świata rozrywki jest zwykle procesem kontrowersyjnym, a co dopiero gdy tą postacią jest twórca totalitaryzmu, który w ubiegłym stuleciu pod przykrywką dbałości o czystość rasową i zapewnienie rasie uprzywilejowanej odpowiedniej przestrzeni życiowej pochłonął miliony ofiar. Uczynić Adolfa Hitlera bohaterem komedii – to zakrawa na ponury żart! Poruszyć w niej wątek seksualnej niemocy dyktatora – wyjątkowo niesmaczne! Pokazać spektakl na festiwalu w Polsce – no, tego już za wiele!

Chorwacki dramatopisarz Miro Gavran nader często bierze na warsztat postaci znane z kart historii. Jego celem nie jest jednak współtworzenie teatru dokumentalnego, z życiorysów wielkich tego świata wybiera bowiem te emocje i słabości, które mogliby oni dzielić ze współczesnymi. Swoich bohaterów stwarza w zasadzie od nowa, choć przecież noszą oni nazwiska figurujące w encyklopediach. Proponowane przez niego ujęcie dalekie jest od tego, jakie znamy z podręczników. Prototypów należałoby szukać raczej na ulicach europejskich miast, niż w naukowych opracowaniach. To ludzie z krwi i kości w pełnym tego słowa znaczeniu, posiadający swoje wady, zalety, głęboko skrywane, wstydliwe sekrety oraz wspomnienia z dzieciństwa. Tytułowym Pacjentem Doktora Freuda jest nikt inny, jak Adolf Hitler. Nie odpowiada on jednak powszechnym wyobrażeniom o charyzmatycznym dykatorze, jakie dźwięk jego nazwiska wyzwala u większości Europejczyków. A to dlatego, że komedia Gavrana osnuta jest wokół niepotwierdzonego przez historyków epizodu z życia przyszłego Führera – spotkania z wybitnym psychiatrą, Zygmuntem Freudem, które mogło mieć miejsce w 1919 roku, więc na krótko przed wkroczeniem trzydziestoletniego monachijczyka w świat polityki. Kładzie się na kozetce w gabinecie słynnego psychoanalityka z banalnego powodu: Adolf nie może skonsumować swojego związku z młodą wdową Christine, winą za taki stan rzeczy obarczając oczywiście narzeczoną. Święcie wierzy, że jedynie terapia poprowadzona przez Freuda, z którego dziełami zdążył się już zapoznać, jest w stanie zapewnić im satysfakcjonujące pożycie seksualne. Rychło okazuje się jednak, że to nie Christine jest źrodłem problemów pary. Nieoceniona hipnoza pozwala odsłonić tajemnice, jakie skrywa ego przyszłego dyktatora. Wśród nich istotne miejsce zajmują wspomnienia z dzieciństwa, trudne relacje z ojcem i kompleks Edypa.

Gavranowi udało się napisać dramat mówiący o twórcy nazizmu, świadomie unikając przy tym słów nacechowanych ideologicznie. W toku przedstawienia nie słyszymy o nadludziach, rasie aryjskiej czy przestrzeni życiowej. Widzimy jednak, że autor i reżyser prowadzą błyskotliwą grę z przyszłą polityką Hitlera oraz jego wyobrażeniem ugruntowanym w zbiorowej świadomości. Istotą dobrej komedii jest przecież działanie w myśl zasady: „nie referuj – pokazuj!”. Sześcioletni Adolf nie chce bawić się piłką – podobają mu się tylko te wymyślone przez siebie zabawy. Najlepiej, jeśli są w nich sztywne i jaskrawe podziały na dobrych i złych. Dobrzy są oczywiście kowboje, źli – Indianie. Jako nastolatek pragnie zostać śpiewakiem operowym, by zrobić na złość ojcu, który widziałby w nim raczej urzędnika i ucieleśnienie mieszczańskich cnót. Z przejęciem wyśpiewuje arię o mrocznym, iście Wagnerowskim tekście i melodii łudząco przypominającej hymn III Rzeszy. Kiedy jednak okazuje się, że jego zdolności wokalne są zbyt głęboko ukryte, decyduje się na zwrot w stronę sztuk plastycznych. Na sporządzonym przez niego karykaturalnym portrecie Zygmunta Freuda jako pierwszy w oczy rzuca się wielki nos, dziwnie niewpisujący się w paradygmat tak zwanego aryjskiego wyglądu. Gdy artysta przypadkowo potrze twarz ubrudzoną ręką, pył węglowy pozostawi na niej ślad w postaci charakterystycznych wąsików.

Zapędy przyszłego dyktatora najpełniej uwidaczniają się jednak w konfrontacji z Christine. Uważając się za nadczłowieka, Adolf sprytnie tuszuje własną nieporadność. Jawi się jako słaby mężczyzna, nie mogący pogodzić się z kobiecą przewagą. Nie rozumie, że nadludzie istnieją jedynie w ideologicznych manifestach – w prawdziwym życiu trzeba umieć pozwolić sobie na chwilę słabości. Skomplikowane relacje damsko-męskie są obecnie najważniejszym tematem podejmowanym przez Miro Gavrana. Autor uważa, że nic tak nie określa człowieka jak sposób, w jaki traktuje on swoją życiową partnerkę. Patrząc na wykreowanego przez niego młodego Hitlera nie sposób nie zgodzić się z tą tezą.

Inscenizacja Roberta Raponji urzeka tradycyjnym podejściem do twórczości teatralnej, wypieranym stopniowo z polskich scen przez żywioł epicki i postdramatyczny zza zachodniej granicy. Mocny, inteligentny tekst nie potrzebuje eksperymentów – sam w sobie posiada ogromną siłę rażenia. Wymaga jednak doskonałego aktorstwa i właśnie ono stanowi drugi filar spektaklu Raponji. W tym miejscu warto wspomnieć, że aktor jest dla Gavrana istotną inspiracją. Konkretne role pisze on z myślą o kunszcie ich odtwórców, stwarzając im tym samym możliwość zaprezentowania pełnego wachlarza swoich umiejętności. Pacjent Doktora Freuda jest niemal w całości koncertem Adolfa. Młody, bo zaledwie dwudziestopięcioletni Jakov Gavran (zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa) stanął przed arcytrudnym zadaniem. Konstrukcja roli komediowej, której pierwowzorem jest postać z kartoteką obciążoną najcięższymi winami wobec ludzkości do łatwych nie należy. Jego Adolf jest dynamiczny, wyrazisty i niepozbawiony przy tym pewnej intelektualnej głębi. Wybija się na tle partnerujących mu Katariny Baban (Christine) i Peđi Gvozdicia (Freud).

Pomimo że na zapełnionej po brzegi widowni co chwilę wybuchają salwy śmiechu, Pacjent Doktora Freuda jest sztuką posiadającą także drugie – bynajmniej nie komediowe – dno. Autor i reżyser nie podają gotowych tez, lecz wydają się mnożyć kolejne znaki zapytania, co jest także istotną cechą twórczości dramatycznej Gavrana. Spośród nich najważniejsze jest pytanie o cechy, jakie musiał posiadać chłopiec, który wyrósł na największego w dziejach zbrodniarza przeciw ludzkości. Tandem Gavran – Raponja nie próbuje jednak w populistyczny sposób tłumaczyć poczynań Adolfa Hitlera, uciekając się do naciąganej argumentacji rodem z psychoanalizy. Sztuka nie jest w żadnym wypadku apoteozą nazizmu. Można zaryzykować stwierdzenie, że nie opowiada ona wcale o Hitlerze. Na pewno nie o takim Hitlerze, jakiego znamy – raczej o kimś, kto sam założył sobie maskę dyktatora, by zatuszować własną słabość. Na zakończenie warto przytoczyć pewną anegdotę. Kiedy Robert Raponja ujawnił plany obsady, babcia Jakova Gavrana oburzyła się faktem, że jej wnuk zagra nazistowskiego zbrodniarza. Ujrzawszy efekt końcowy, zmieniła zdanie.

Katarzyna Misiuk, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia“, numer 66/2013

Festiwal GAVRANFEST, Kraków 26 czerwca – 1 lipca 2013, Scena Pod Ratuszem Teatru Ludowego

Teatar Gavran w Zagrzebiu (Chorwacja)

Pacjent Doktora Freuda

autor: Miro Gavran

reżyseria: Robert Raponja

scenografia i kostiumy: Jasmina Pacek

obsada: Jakov Gavran, Katarina Baban, Peđa Gvozdić

premiera chorwacka: 21 października 2011

premiera polska: 28 czerwca 2013

fot. archiwum teatru

Katarzyna Misiuk (ur. 1989), studentka teatrologii, absolwentka filologii germańskiej. Z "Teatraliami" związana od 2012 roku. Interesuje ją teatr zabierający głos w sprawach ważnych i aktualnych. Miłośniczka tanga argentyńskiego.