Historia stara jak świat (La Belle et la Bête)

Ona go nie kocha. On jej też nie. Ona zostaje z nim z poświęcenia, on z nią – z wyrachowania. Dzieli ich wszystko i trudno się temu dziwić – w końcu ona jest piękna, a on jest bestią. Czas potrafi jednak zdziałać cuda i przemienić bestię w księcia, a życie w bajkę.

Broadwayowy przebój Piękna i Bestia od października gości na scenie paryskiego Théâtre Mogador i przyciąga na widownię tłumy i to nie tylko  najmłodszych widzów. Sentymentalni i romantyczni fani Disneya – niezależnie od wieku, płci i stanu portfela – wykupują bilety na przebój, który za parę miesięcy zniknie z afisza i który oczarował publiczność na całym świecie. Zdobywca dwóch Oscarów (za najlepszą muzykę i piosenkę) od 13 lat grany jest na deskach teatrów na całym świecie i niezmiennie cieszy się ogromną popularnością. Dlaczego? Czy znana wszystkim bajka dla dzieci może jeszcze czymkolwiek zaskoczyć?

Okazuje się, że nie. Widowisko na scenie teatru Mogador w Paryżu jest dokładnie tym, czego można się po nim spodziewać – feerią barw, koktajlem pięknej muzyki, humoru i magii. Sceptyków scenicznych adaptacji dzieł filmowych uspokajam – oryginał w żaden sposób tu nie ucierpiał, stało się wręcz odwrotnie. Ukochani bohaterowie ożyli na oczach publiczności, stając przed nią w najprawdziwszym trójwymiarze, dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Największe zalety paryskiej inscenizacji? Kostiumy i delikatnie zmieniona konwencja. Twórcy nie zdecydowali się na stroje będące idealnym odwzorowaniem filmowych postaci, czyli takie, jakie możemy zobaczyć choćby w Disneylandzie. W takim wypadku sylwetki aktorów byłyby całkowicie zakryte, występowaliby oni w ogromnych maskach i perukach, więc  pozbawieni możliwości gry aktorskiej. Tak jak postaci paradujące w Disneylandzie – moglioby jedynie machać do widzów i obdarzać ich namalowanym uśmiechem. Stroje w teatrze Mogador są inne, nie przedstawiają bowiem magicznie ożywionych przedmiotów, lecz ludzi podlegających ciągłej przemianie. Upadek ostatniego płatka zaczarowanej róży ma być dla nich momentem ostatecznej, nieodwracalnej przemiany, do tego czasu jednak mieszkańcy zaklętego zamku pozostają ludźmi. Co jakiś czas zauważają u siebie kolejne zmiany – a to Trybikowi pojawia się nowe pokrętło na plecach, to znowu filuterna miotełka-pokojówka obrasta w dodatkowe piórka – cały czas zachowują jednak ludzkie oblicze. Pozwoliło to projektantom kostiumów wykazać się ogromną inwencją twórczą i trzeba przyznać, że stanęli oni na wysokości zadania.

Paryskie stroje są nie tylko piękne i kolorowe, lecz przede wszystkim niezwykle pomysłowe. Na szczególne wyróżnienie zasługują Pani Imbryk (jej francuskie imię to Madame Samovar) i towarzyszący jej Bryczek. Pani Imbryk w pięknej, rozkloszowanej sukni i skromnym kapeluszu wygląda zupełnie niepozornie aż do momentu, w którym nie uniesie jednej ręki w górę, drugą łapiąc się pod bok i tym samym przybierając kształt pękatego czajniczka. Bryczek zaś wywołuje ogromny entuzjazm za każdym razem, gdy jego pyzata buzia pojawia się w filiżance stojącej na stoliczku na kółkach, który jego mama pcha przed sobą po scenie niczym  dziecięcy wózek po parku.

Prócz pięknych kostiumów sednem całego spektaklu są równie piękne piosenki. Nie tylko te znane z filmu – na potrzeby teatralnego wystawienia dopisano kilka nowych. Nic tak nie wzrusza, jak piosenka tytułowa, w rytm której Bella i Bestia tańczą na scenie w świetle księżyca, po raz pierwszy odnajdując w sobie miłość… Jednak największym przebojem jest utwór Gościem bądź (C’est la fête), który łączy w sobie wszystkie zalety spektaklu i w takiej skondensowanej formie powala oczarowanych widzów na kolana.

Kto widział film Disneya, ten zapewne pamięta wspomnianą przeze mnie scenę – tańczące i śpiewające łyżki, talerze, serwetki, strzelające korki od szampana – najprawdziwsza rewia! O ile widowiskowo wygląda to w wersji rysunkowej, o tyle przedstawienie tej sceny na deskach teatru może być dość ryzykowne. Nietrudno o efekt groteski, kiedy wykoślawione postaci w gigantycznych kostiumach udają pląsającą po stole zastawę. Taka sytuacja mogłaby się wydarzyć w każdym teatrze, ale nie w Théâtre Mogador. Scena wystawnego obiadu prezentującego swe walory przed Bellą urzeka dobrze wyważonymi proporcjami smaku, elegancji i przepychu. Kolorowe łyżeczki, serwetki i talerzyki wirują w rytm znanej wszystkim piosenki, pozwalając widzom uwierzyć, że spędzają wieczór nie w teatrze, lecz w zaczarowanym zamku. Zamek ten znajduje się w Paryżu, gdzie obowiązkowo musi być odtańczony kankan, a w niebo strzelają srebrzyste konfetti. Piosenka C’est la fête to nie tylko pięknie przygotowana kabaretowa rewia – to prawdziwa uczta dla oka i ucha.

Zakończenie spektaklu nikogo nie zdziwi, mogę więc chyba zdradzić, że  Bestia przemienia się w pięknego księcia, zaczarowane przedmioty odzyskują swą ludzką postać a wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Jedynymi nieszczęśliwymi w tej sytuacji są widzowie, którzy chcieliby, by ta bajka trwała dłużej. Zamiast tego wracają do swoich nudnych, nieśpiewających talerzy.

Marta Kaszuba, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 91/2014

Théâtre Mogador w Paryżu

La Belle et la Bête

muzyka: Alan Menken
słowa piosenek: Howard Ashman, Tim Rice
tłumaczenie piosenek: Nicolas Nebot, Claude Rigal-Ansous
libretto oryginalne: Linda Woolverton
tłumaczenie libretta: Ludovic-Alexandre Vidal
inscenizacja: Robert Jess Roth
reżyseria: Véronique Bandelier
reżyseria wersji oryginalnej: Glenn Casale
scenografia: David Gallo
reżyseria świateł: Mike Baldassari
reżyseria dźwięku: Gareth Owen
kostiumy: Miguel Huidor
makijaż i fryzury: Sjoerd Didden, Harold Mertens
choreografia: John Macinnis
obsada: Yoni Amar, Manon Taris, Dan Menasche, David Eguren, Alexis Loizon, Didier Clusel, Alexandre Faitrouni, Léovanie Raud, Gabriella Zanch, Alix Briseïs, Yarone Attal/Marius Blivet/Anicet Danloux-Aubert/ Clément Esperance/Corto Paroux/Hector Zeller

premiera: 24 października 2013

Marta Kaszuba – studentka polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, zakochana w swoim kierunku studiów, mimo że najprawdopodobniej zostanie potem wykształconą bezrobotną. Z teatrem związana od zawsze, począwszy od szkolnych przedstawień, poprzez Ognisko Teatralne u Machulskich, skończywszy na pracy w dziale obsługi widzów. Gotowa zrobić wszystko, byle tylko być częścią magii teatru.