Henryk sam sobie scenarzystą, reżyserem, aktorem (Ślub)

Niektórzy mogliby w scenografii doszukiwać się ukrytych znaczeń i zależności, takich jak czerwona żarówka jako odpowiednik „świtającej myśli”, czy jabłko jako atrybut władzy, którą Henryk sam chce sobie nadać. Ale nie o przedmioty tu idzie – u Gombrowicza słowo ma moc sprawczą. Można powiedzieć, że główna postać podejmuje słowny maraton, chociaż nie o prędkość wypowiadania słów chodzi, a o dystans, który oglądający powinni zachować względem zastosowania elementów religijnych na scenie.

Od początku spektaklu daje się odczuć sposób kreacji przypominający tworzenie pewnej wizji. Przed sceną finałową pojawia się nawet, jako dodatkowy eksponat, zeszyt scenarzysty, z którego Henryk prowadzi dalszy ciąg przedstawienia. Głosem wspomnienia młodości jest Władzio, który od początku do końca pozostaje w zgodzie z samym sobą, czyli Henrykiem. Główna postać prowadzi wewnętrzny dialog z samym sobą, któremu przysłuchuje się, ba – nawet uczestniczy w rozmowie – kreacja młodzieńca z rodzinnego domu uosabiająca jego samego. Postać Władzia wydaje się niewinna, dobra jak wszystko, co może kojarzyć się właśnie z tym okresem. Dlatego tak trudno pogodzić się dorosłemu już Henrykowi z tym, że to, w co wierzył, to co kochał, uległo zmianie. Tylko on sam nie wie, czy wszystko dookoła się zmieniło, czy on już nie jest tym, kim był kiedyś. Nie wiadomo, na co Henryk bardziej się nie godzi. Dlatego przejmuje on rolę kreatora rzeczywistości, sam wyznacza sobie rolę króla, sam chce sobie dać ślub. Powstaje wręcz wrażenie, że aktor przestaje na chwilę grać swoją rolę, aby innym wskazywać miejsca na scenie jak reżyser.

 

Diana Tomaszewska, Teatralia Radom

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 181/2016

 

XII Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski w Radomiu, 22-29 października 2016 r.

„Ślub”, reż. Anna Augustynowicz – koprodukcja Teatru im. J. Kochanowskiego, Opole & Teatru Współczesnego, Szczecin

fot. Michał Ramus