Gyubal chce odlecieć (Gyubal Wahazar)

Gyubal chce odlecieć (Gyubal Wahazar)

W głośnym filmie Davida Sievekinga na temat sekty, której ikoną był hinduski guru Maharishi Mahesh Yogi, wraz z reżyserem podążamy za jej najbardziej znanym i gorliwym wyznawcą – Davidem Lynchem. Obietnica wiekuistej lewitacji uzyskanej za pomocą medytacji transcendentalnej niesie ze sobą pokaźną dawkę absurdu, przerażając jednocześnie swą nota bene „nośnością”. Możliwość władania umysłami jest potężna i niezwykle kusząca. Krakowski guru Maciej Gyubal Wahazar niestety nie lewituje, ale za to przesiaduje w kolorowym osobliwym inkubatorze.

Realizacja dramatu Witkacego w wersji Pawła Świątka to podróż do klasyki gatunku fantastyki naukowej. W przestrzeni będącej mariażem Planety małp ze Star Trekiem na świetlistym, zaprzęgniętym w białe muchy rydwanie mknie Gyubal. Na początku dogląda spokojnie swego totalitarnego królestwa. Jednostajne owadzie brzęczenie, niczym śpiewana mantra, ma wprowadzić widzów w stan senności, co zresztą twórcom udało się świetnie . Publiczność z letargu wybudza On – Władca Much, Sułtan i Wielki Prostak w jednym. Gyubal Marcina Czarnika – owoc warsztatów z zakresu body painting i szybkiego kursu hinduskiej mitologii prawie jak legendarny wieloręki Śiwa oplata swoim wpływem każdy zakątek sceny.

Panowanie guru Macieja (nie mylić z wróżbitą Maciejem) jest bardzo chaotyczne. Rozstrzelania, tortury oraz manipulacje genetyczne są w tym osobliwym świecie na porządku dziennym. Nad skutecznością metod proponowanych przez Gyubala czuwa dystyngowany Rypmann (Krzysztof Zawadzki). Przetwarza kobietony w mężczyzn, wycina ciepłe gruczoły, jednocześnie „umilając” wszystkim czas ekscentryczną grą na tereminie.

Futurystyczny czakram, będący czymś pomiędzy statkiem kosmicznym a gabinetem krzywych luster (w tej roli świetne okna plastikowe, logo firmy niewidoczne), uzupełnia reszta Świątkowego (bo nie Witkacowskiego) dworu na czele z Ojcem Unguentym (Adam Nawojczyk) i ucieleśnieniem „ciemnej strony mocy” guru Gyubala, czyli androgynicznym Morbidetto (Małgorzata Zawadzka).

Jeśli osią spektaklu miały być stopniowe zacietrzewienie władcy absolutnego, tyrania, dojście do granicy i upadek, w dużej mierze zostało to osiągnięte za pomocą zlepku pojedynczych, dość niezrozumiale połączonych scen. Mimo wszystko zamysł reżyserski jest dostrzegalny: pokazać różne formy uzurpacji (politycznej, religijnej, medialnej – o której świadczy piękna scena siedzącego na inkubatorze Gyubala, wyrzucającego piłeczki pingpongowe niczym komora maszyny losującej szczęśliwą szóstkę. W końcu mamona to też guru). Jednak kilka pomysłów splecionych w jakieś skojarzenia to za mało wobec czegoś, co nazywa się Instytucja Witkacy. W utrzymaniu jedności spektaklu nie pomogły niestety ani modlitwy (nawet po hebrajsku), ani błagalny śpiew (chociażby ślicznej Księżniczki Mononoke).

Na świecie jest wiele osób, które pod płaszczykiem prawdy oświeconej wskazują jedyną drogę pokornym owieczkom. Jak czasem trudno oddzielić autentyczne ruchy religijne od wyniszczających człowieka sekt, tak bardzo wyraźnie da się odróżnić teatr od lewitacji, falsyfikacji, a tym bardziej kompromitacji.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 130/2015

Narodowy Stary Teatr imienia Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Gyubal Wahazar

reżyseria: Paweł Świątek

scenografia: Marcin Chlanda

kostiumy: Konrad Parol

choreografia: Dominika Knapik

obsada: Paulina Puślednik (Baba/Kobieton), Marcin Czarnik (Gyubal Wahazar), Iwona Budner (Lubrica), Małgorzata Zawadzka (Morbidetto), Adam Nawojczyk (O. Unguenty), Krzysztof Zawadzki (Rypmann), Małgorzata Gajewska (Scabrosa), Ewa Kolasińska (Świntusia)

premiera: 28 lutego 2015

fot. Jan Graczyński

Piotr Gaszczyński – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.