Grunt to rodzina! (Brancz)

Grunt to rodzina! (Brancz)

Brancz, czyli spolszczone połączenie angielskich słów breakfast i lunch to nazwa pory posiłku będącego jednocześnie śniadaniem i obiadem. Bohaterowie spotykają się w restauracji hotelu Heuton, miejscu nowoczesnym i wykwintnym, chcąc wspólnie przeżyć Święta Wielkanocne lub Wigilię Bożego Narodzenia. W sumie, co to za różnica?

Od pierwszego spojrzenia nie mamy wątpliwości, że restauracja jest wyjątkowo droga. Perfekcyjna obsługa, ozdobna zastawa i egzotyczne potrawy proponowane gościom wskazują na to, że okazja jest wyjątkowa. Spotkanie rodzinne odbywa się tak naprawdę przed Świętami Wielkanocy, ponieważ inne, ważniejsze, sprawy uniemożliwiają przeżycie tej uroczystości we właściwym czasie. W konsekwencji jedna z bohaterek gubi się w rozróżnieniu jednej ceremonii od drugiej. Początkowo czas mija uczestnikom na licytowaniu, kto ma w życiu gorzej, kto miał gorsze dzieciństwo i kto jest najbardziej nieznośny. Kazia (Wanda Neumann), matka Szymona (Artur Zawadzki) i Alicja (Barbara Połomska), matka Marty (Karolina Łukaszewicz) nie rozumieją, że na skutek zaniedbywania obowiązków rodzicielskich ich dzieciom trudniej było ułożyć sobie życie, zbudować dobre relacje, znaleźć właściwego partnera bez wplątywania się w toksyczne związki. Z kolei dorosłe już dzieci nie potrafią wybaczyć rodzicom zaniedbań, obarczając ich winą za własne błędy. Kreacja postaci Alicji i Kazi jest wyjątkowo interesująca. Są to kobiety, które zostały ukształtowane przez system komunistyczny i niestety pewne nabyte wówczas przekonania pozostały w ich umysłach do dziś. Motywem wszelkich działań Alicji jest rozważanie, czy są one opłacalne, czy uda się uzyskać jakąś korzyść i otrzymać więcej w zamian, dając mniej od siebie. Z kolei Kazia w każdej sytuacji poszukuje walki z przeciwnościami, by poczuć się bohaterką narodową. Pragnie udowodnić, że jest samodzielna i nie potrzebuje pomocy ani od państwa ani nawet od własnego syna. Tłumaczy zwykle, że nie chce robić nikomu kłopotu. Obie kobiety wydają nam się śmieszne, zwłaszcza Kazia, która niedosłyszy, przez co dużo trudniej przystosować się jej do wymagań współczesnego świata. Mimo to reżyser daje nam do zrozumienia, że te kobiety wymagają szczególnego zrozumienia, ponieważ kilkadziesiąt lat temu zniekształcił je system, jaki panował w Polsce.

Rodzina, którą przedstawia nam Juliusz Machulski jest wewnętrznie skłócona. Spory i nierozwiązane problemy, które nagromadziły się przez lata i nie zostały wyjaśnione, stają się pretekstem do kłótni i konfliktów. Docinki zdają się nie mieć końca. Każde spotkanie członków rodziny jest okazją do zmierzenia się z przeszłością. Brak zrozumienia  uniemożliwia nawiązanie kontaktu oraz stworzenie więzi między bohaterami. Kolejne zebrania wynikają nie z chęci zobaczenia bliskich, a jedynie z przyzwyczajenia. Jest jednak ktoś, kto potrafi przypomnieć członkom rodziny o najważniejszym uczuciu, jakie powinno ich jednoczyć, o miłości.

Najbardziej wyrozumiałą postacią  w  spektaklu jest Nela (Katarzyna Grabowska), która w odróżnieniu do pozostałych bohaterów, nie pała nienawiścią i nieustanną chęcią zemsty. Dziewczyna potrafi zrozumieć każdego z osobna. Zdaje sobie sprawę, że spór rodzinny spowodowany jest przede wszystkim zmianami politycznymi, jakie nastały od upadku komunizmu. Pełni ona rolę mediatora między pokoleniem jej babć i rodziców.

Nela jest postacią, której przypisano bardzo trudne zadanie. Ma zjednoczyć członków rodziny i przypomnieć im, o jakich wartościach powinni pamiętać, by być szczęśliwymi. Ma także ważną wiadomość do zakomunikowania. Bohaterka chce wyjść za mąż, jednak ma istotny problem do rozwiązania, ponieważ jej biologiczny ojciec nie jest już związany z matką. Nela zastanawia się, czy zaprosić go na ślub w sytuacji, w której stał się obcym człowiekiem. Niestety dziewczyna zostaje sama z tym problemem i musi dokonać wyboru. Okazuje się, że brak więzi z biologicznym ojcem jest dla niej wyjątkowo uciążliwy. Nela ma poczucie, że jej dzieciństwo było niedokończone, wobec tego trudno jest jej wejść w kolejny etap dorosłości, czyli w związek małżeński. Bohaterka kilkakrotnie przedstawiana jest jako mała dziewczynka. Wyobraża sobie siebie w okresie niemowlęctwa, będąc pod opieką biologicznego ojca. Próbuje zmierzyć się z przeszłością, dlatego poznaje rodzica, przekonuje się, że nie jest on dla niej przykładem godnym naśladowania, oraz że się go wstydzi. Jednak to doświadczenie pomaga jej w końcu dorosnąć. Dziewczyna jest dla całej rodziny przykładem determinacji w dążeniu do poznania prawdy.

Natalia Marcinkiewicz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 149/2015

Teatr Powszechny w Łodzi

Juliusz Machulski

Brancz

reżyseria: Michał Siegoczyński

scenografia: Maja Skrzypek

reżyser światła: Ewa Garniec

projekcje multimedialne: Ewa Łuczak

obsada: Wanda Neumann, Barbara Połomska, Katarzyna Grabowska, Aleksandra Listwan, Karolina Łukaszewicz, Damian Kulec, Artur Zawadzki, Krzysztof  Franieczek

premiera: 30 maja 2015

fot. Kasia Chmura

Natalia Marcinkiewicz (rocznik 1991) – w życiu śmieje się z codzienności i często popada w skrajności. Niestety jeszcze nie odnalazła swojego życiowego powołania. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie zainteresowała się teatrem absurdu. W tym nurcie napisała pracę licencjacką, skupiając się na dramatach Harolda Pintera, zaś pracę magisterską poświęciła eksperymentom literackim Stefana Themersona.