Grecka farsa

Grecka farsa

Straszliwego pecha miała premiera najnowszego spektaklu wrocławskiego Teatru Polskiego. Po 20 minutach od momentu, kiedy aktorzy zaczęli grać, odmówił posłuszeństwa sprzęt. Reżyserka Filokteta z obłędem w oczach przeprosiła wszystkich i zarządziła przerwę, po której spektakl zagrano od nowa. Może i Grecy mieli trochę racji – zła wróżba to zła wróżba i nie uciekniesz od niej, choćby nie wiem co. Fatum ciążyło nad przedstawieniem już do końca – sprzęt działał sprawnie, ale spektakl był bardzo, bardzo słaby.

Filoktet Sofoklesa to dramat specyficzny. Nie ma tam znanych z innych tekstów dramatopisarza zjawisk: kazirodztwa, bratobójstwa, dzieciobójstwa i innych efektownych skandali. Zamiast tego mamy dramat porzuconego, chorego, zdziczałego człowieka, niejednoznaczny wybór pomiędzy lojalnością wobec przyjaciela i lojalnością wobec sprawy, a wszystko to podlane ambicją jednego młodzieńca i sprytem jednego obleśnego starca. A na zasmażkę – rozwiązanie przy użyciu jakże mało wyrafinowanego efektu deus ex machina. Dramat dość niechętnie wystawiany, bo choć da się z niego wiele wycisnąć, poślizgnąć się na nim jest niezmiernie łatwo.

Barbara Wysocka może i miała cień pomysłu na ugryzienie Filokteta. Jak mi się wydaje, punkty ciężkości obrała sobie dwa – studium desocjalizacji i zapis narodzin intymnej przyjaźni męsko-męskiej. Pierwszy zamysł nie wyszedł, bo Filoktet grany przez Marcina Czarnika był bardziej karykaturalny niż tragiczny. Drugi pomysł poległ chyba głównie z powodu przestrzeni – zbyt duża, niesprzyjająca intymności, ze śmiesznym pomysłem scenograficznym, według którego aktorzy musieli grać na stromej płaszczyźnie. Swoją drogą nie wiem, co miała symbolizować – równię pochyłą? Może i tak; szkoda, że kompletnie nie ma to odniesienia do treści dramatu.

Zaskakujące, że Wysockiej najlepiej wyszło to, co Sofoklesowi, z punktu widzenia człowieka współczesnego, najgorzej. Nigdy nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że zabiegi z gatunku deus ex machina mają miejsce wtedy, kiedy komuś zabrakło wyobraźni, aby rozwiązać postawiony na wstępie dzieła literackiego problem. Wysocka poradziła sobie z tym zupełnie inaczej. Im  bliżej finału, tym bardziej spektakl wymykał jej się spod kontroli. Wydaje mi się, że tuż przed finiszem po prostu machnęła ręką, wprowadzając element groteski – głupawego Heraklesa z głową lwa, który niezbyt wprawnie językowo tłumaczy bohaterom, jak krowie na rowie, co mają teraz zrobić.

I dzięki takiemu zwieńczeniu historii wyszłam z teatru nie znudzona i obojętna, ale z cieniem uśmiechu pod nosem.

Jolanta Nabiałek, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 40/2013

Teatr Polski we Wrocławiu

Scena na Świebodzkim

Sofokles

Filoktet

przekład: Robert R. Chodkowski

reżyseria, scenografia, opracowanie muzyczne: Barbara Wysocka

obsada: Marcin Czarnik, Adam Szczyszczaj, Wiesław Cichy, Rafał Kronenberg

prapremiera: 30 listopada 2012

fot. N Kabanow