Gorsze dni Boga (Z miłości)

Gorsze dni Boga (Z miłości)

Wyobrażam sobie dowcip, który zaczyna się od słów: w Małopolskim Ogrodzie Sztuki spotyka się Bóg, policjant, polityk i prostytutka… Tyle tylko, że to nie żart, a wyliczenie kilku ważniejszych postaci ze spektaklu Z miłości. Przez długi czas zagadką pozostaje –  dlaczego sztuka traktująca głównie o frustracjach, niemocy i agresji nosi taki właśnie tytuł? Jeśli jednak nie wiadomo, o co chodzi (i wyjątkowo nie są to pieniądze), to chodzi o miłość. A dokładnie – jej palący brak.

Konstrukcję fabularną można przyrównać do sposobu zagospodarowania przestrzeni scenicznej. Otwartą, dużą salę teatralną MOS-u zastawiono różnymi meblami (głównie krzesłami i fotelami – miejscami do siedzenia), tworzącymi odrębne mikroświaty, w myśl zasady pars pro toto. I tak np. łóżko z kolorową pościelą ma zastąpić pokój dziecięcy , a ławka to jeden z zielonych, wiedeńskich parków miejskich. Elementy dobrano raczej pod względem estetycznego dopasowania, niż dla wyłożenia jakiegoś głębszego sensu. Podobnie z fabułą – śledzimy „obrazki” z pewnego niezbyt wesołego dnia w stolicy Austrii. Mieszają się twarze, przeplatają historie, zderzają wzajemnie małe i wielkie dramaty. A wszystko to, niczym delikatne paciorki, nanizane na wspólny sznurek. Dawniej za takie sznurki pociągał taki lub inny bóg. Ale na pewno nie ten ze sztuki Petera Turriniego, wyreżyserowanej w Krakowie przez Iwonę Kempę.

Wcielający się w rolę Wszechmocnego Tomasz Międzik reprezentuje typ boga deistycznego. W białym eleganckim wdzianku daje boskie show na bazie Księgi Rodzaju. Akt kreacyjny wyraźnie sprawił mu frajdę, ale pilnowanie swoich zabawek już niekoniecznie. Wycofuje się więc, nie ingeruje. Ani szkodzi, ani pomaga. Może nawet rozbolała go głowa, każdy miewa przecież kiepskie dni.

Jednak już kolejne sekwencje nie napawają nadzieją, że to będzie inspirujące przedstawienie. I nie, nie chodzi o Boga – Międzik na ogół z powodzeniem kokietuje widzów swobodą i rubasznym stylem bycia. Inaczej jeśli chodzi o temat – nietrudno chyba przewidzieć pouczająco-umoralniającą lekcję, przygotowaną z okazji zejścia Stwórcy na dalszy plan. I tak z nie najgorszej realizacji teatralnej zostaje całkiem spora garść truizmów – że świat gna na oślep, a my w tym pędzie zatraciliśmy wszelkie wartości. To dopiero odkrycie! W obliczu upartego powtarzania uproszczonych i niewiele wnoszących tez o współczesnym społeczeństwie pozostaje skoncentrować się na innych elementach, aktorstwie chociażby.

Poprzez swoją paciorkowatą konstrukcję Z miłości staje się rodzajem areny, na której aktorzy prezentują swój warsztat w krótkich, zamkniętych etiudach. Trudno mówić tu o zależnościach zespołowych, występują raczej relacje dwójkowe, trójkowe. Poziom gry jest wyrównany, ale trafiają się także perełki. A do takiej zalicza się niewątpliwie kreacja Anny Tomaszewskiej jako wdowy podkradającej w cukierniach samotnym mężczyznom właśnie spożywany tort lub inny smakołyk. Oczywiście w imię dawnego niedzielnego rytuału małżeńskiego, a nie z obżarstwa.

Finał wydaje się dosyć przewrotny, bo choć to biedna mała Flora straciła dziś życie z rąk własnego ojca-polityka i jej postaci winni jesteśmy realną lub chociaż wyimaginowaną łzę, poszkodowany jest ktoś inny. Dobry Bóg. Nikogo już nie kręci jego realizacja świata. Nawet w skróconej, przystępnej wersji, którą także dysponuje. Pojawia się na początku i na końcu, co z jednej strony stanowi klamrę kompozycyjną, a z drugiej – podsuwa określoną interpretację: nasza podła rzeczywistość, z wachlarzem nieszczęść i zbrodni, nawet tych popełnianych z miłości, to nic wobec gorszych dni Wszechwładnego. On bowiem nie po to został stworzony, żeby cierpieć.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 91/2014

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
Peter Turrini
Z miłości
przekład: Jacek Lachowski
reżyseria i scenografia: Iwona Kempa
scenografia i kostiumy: Anna Sekuła
choreografia: Iwona Olszowska
muzyka: Bartosz Chajdecki
video: Grzegorz Mart
asystent reżyseria: Sławomir Maciejewski
inspicjent: Anna Wójcicka
obsada: Aleksandra Adamska (PWST), Dominika Bednarczyk, Dorota Godzic, Marta Konarska, Anna Tomaszewska, Radosław Krzyżowski, Marcin Kuźmiński, Sławomir Maciejewski, Daniel Malchar, Grzegorz Mielczarek, Tomasz Międzik, Marcin Sianko, Noemi Chuchacz, Piotr Skalski
premiera: 22 lutego 2014
fot. Grzegorz Mart

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora krakowskiego oddziału pisma. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.