Głos z off-u, czyli co po Windowisku

Głos z off-u, czyli co po Windowisku

Tegoroczna edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuk Autorskich Windowisko to już siedemnaste spotkanie teatru offowego na trójmiejskim gościńcu. W tej ciepłej, jesiennej aurze teatralnych uciech dopisało niemal wszystko: nienaganna organizacja, wysoki poziom artystyczny wykonawców, celująca werbalną mocą warstwa dramaturgiczna przedstawień. Wszystko to w kuluarach, przepięknie odremontowanych wnętrz gdańskiej Miniatury, która powróciła do roli gospodarza użyczającego swe przestrzenie sceniczne dla Windowiskowych wydarzeń. Rysą na tym festiwalowym konterfekcie pozostaje jednak wykruszająca się z roku na rok publiczność. Aż żal, że tylko garstka widzów przybyła, by podczas ostatniego październikowego weekendu uczestniczyć w tym misterium teatru niezależnego.

Z opalizujących różnymi formami teatralnego wyrazu działań artystów na Windowiskowej scenie, wyłania się obraz poliwaletnej groteski i ironii. W spektaklu Teatru Czarny Kwadrat w tymże świetle przedstawiony zostaje wizerunek świętości. W Von Bingen. Historia prawdziwa widz w telegraficznym skrócie poznaje dzieje św. Hildegardy, opowiedziane w konwencji reality show. Kronikarz-narrator (w tej roli żywiołowy, tryskający energią na scenie Jacek Panek) zgrabnie przeprowadza widza przez opowiedzianą na scenie historię, która bliżej ma do raptularza, niż do spisanych z namaszczeniem hagiografii. Bezmyślna i mechaniczna prokreacja (znakomita scena wypluwania miśków haribo jako kolejno rodzących się dzieci przez matkę świętej), doprowadza do tego, iż „nadwyżkę” potomstwa należy oddać do klasztoru, zaś postrzegana jako jedyna i właściwa postawa żyjącego w średniowiecznym eremitorium ascety (mniszka Jutta) sprowadza się do wieloletnich medytacji nad doskonałym uklękiem. Jedyną prawdziwą, nieskrępowaną konwenansami i ciemnotą wydaje się sama święta. Jej postać, choć kontrolowana wolą rodzicielską i nakazami pokutniczymi Jutty, wyraża inny punkt widzenia dotyczący przeżyć cielesno-duchowych, zharmonizowanych ze sobą, uzupełniających się w dążeniu do poznania transcendencji. Chwaląca Boga odurzającym śpiewem Hildegarda (zapadające w pamięci wokalne popisy Anny Ałaj) nie jest jednak wolna od wątpliwości i popada w pułapkę własnej tożsamości. Co to znaczy być świętą za życia? Być sobą? Być taką, jak widzą ją ludzie poprzez hagiograficzny woal? Być taką, jak chce tego Stwórca? Czyli jaką ostatecznie? Błażej Tachasiuk, kojarzony głównie z formacją Chojnickiego Studia Rapsodycznego (które, notabene, po raz kolejny zawitało na Windowisku, tym razem ze spektaklem Belfer#SHOW) w duecie z Sandrą Szwarc, autorką scenariusza, wprowadzają na scenę ciekawe rozwiązania formalne. Sceny zbiorowe noszą w sobie znamię wodewilu, farsy (gospel show, piętnowanie dewocji) i to one są największym atutem spektaklu. Szkoda, że mniej do powiedzenia o sobie i swym życiu miała sama Hildegarda, wszak to przecież Von Bingen. Historia prawdziwa.

Z obrazem ludzkiej natury, jej wielopostaciowością (karykaturą także) w znakach zapytania i nielicznych odpowiedziach na jej temat zmagał się spektakl To face Teatru Krzyk z Maszewa. Sceniczne potyczki z dramaturgiczną materią zostały w tym przypadku uhonorowane nagrodą dla najlepszego reżysera festiwalu – Marka Kościółka. W szranki konstatacji nad tą problematyką stanęły również monodramatyczne wykonania Teatru Rondo ze Słupska i Grupy A.TAK! z Gdańska. W Smakach i dotykach pierwszej z wymienionych formacji, której scenopisowy trzon stanowiło opowiadanie Ingi Iwasiów zatytułowane Porada, bohaterka prowadząca swój monolog całkowicie obnaża, jeśli nie „wybebesza”, historię swej egzystencji przed widzem. Migracja ról życiowych, w otoczce ze słabości utkanych cielesnym popędem i alkoholową słabością, kończy swój recytatyw w pytaniu bohaterki o sens tych ciągłych metamorfoz, ni to pod siebie, ni to pod publikę. Występująca w monogramie Krystyna Maksymowicz fenomenalnie przepoczwarza się na oczach widowni, utrzymuje stałe tempo spektaklu, nie dając się zapędzić w pułapkę znużenia i monotonii charakterologicznej. Jej dojrzały warsztat aktorski kwitnie na scenie, a niejednolity, chropowaty i ziarnisty, na podobieństwo niewyraźnej fotografii, profil kobiecości stworzony przez artystkę smakuje i dotyka się interpretacyjnie nadzwyczaj intensywnie.

W kwestii multiwalencji osobowościowej analogicznie sprawa ma się z bohaterem stworzonym przez Wojciecha Jaworskiego w przedstawieniu Potok Grupy A.TAK! opartym na ciekawym scenariuszu Mariusza Babickiego. O tym, że Babicki ma na swoim koncie spore sukcesy, wie każdy, kto z wyczynami na teatralnym poletku reżysera Spotkania z Autorem miał okazję obcować. Tym razem pod dramaturgiczną lupą znalazła się kondycja młodego człowieka zmagającego się z popkulturowymi imaginacjami współczesności. W medialnym bełkocie, papce komunikatów-fantazmatów trudno odnaleźć pilota, którym mogłoby się wyłączyć płynący z odbiorników przytłaczający przekaz. Jaworski daje się ponieść swej roli, w performatywnych akcentach przedstawienia czuje się jak ryba w wodzie, świetnie łapiąc kontakt z publicznością. Postać Człowieka-Mana poszukującego swego celu – „Kraju” – stanu transparentnego spokoju i wycofania się, ciąży ku topice ikaryzmu. Z kolei rzeczywistość, w której dane jest mu tkwić staje się,niczym Boschowski Ogród ziemskich rozkoszy, fantomowa, pogrążona w degrengoladzie postaw i miazmatach słów.

Z aktorskim popisem widzowie Windowiska mieli okazję obcować również, oglądając spektakl Małgorzaty Szczerbowskiej Sprzedam w reżyserii Szymona Kaczmarka. Uhonorowana za tę rolę nagrodą dla najlepszej aktorki (ex aequo z Małgorzatą Płanetą w kreacji Marilyn Monroe w Ćmie) na tegorocznym festiwalu stworzyła na scenie swoisty eksperyment formalny. Poszczególne historie przedstawione na deskach Miniatury są jak urwana, klejona na prędce taśma filmowa. Wejście w ich przestrzeń słowa przypomina wizytę w gabinecie luster. Narracja i formy, w które jest przyobleczona, wciąż zmienia kształty i rozmiary. Z krótkiej refleksji, filozoficznej miniatury transfiguruje w groteskową krotochwilę, przejaskrawiony wywiad z wykorzystaniem multimedialnych wstawek. Matka niesłusznie oskarżona o zabójstwo dzieci, dziewczyna z siłowni, fryzjerka-fanka siatkówki potępiająca upadek moralności ludzkości, walcząca z chorobą kobieta, pokazująca „dupę słonia” aktorka. Ciągła gra, przeobrażanie się, osobowościowy światłocień, setki interpretacyjnych luk, prześwitów, zero domknięć i konkretyzacji. Taka na scenie jest Małgorzata Szczerbowska i zdecydowanie warto ten zestaw aktorskich wariacji uchwycić okiem widza.

Kolejne przedsięwzięcie Gdańskiego Archipelagu Kultury pod hasłem Windowisko zakończyło się przeglądem naprawdę ciekawych, godnych uwagi teatralnych poszukiwań zaprezentowanych przez jego tegorocznych uczestników. Siedemnasta edycja utrzymuje nas w przekonaniu, że scena offowa wciąż ma się dobrze, zadaje jednak frapujące pytanie o jej odbiorcę. A może problem pozostaje otwartym w kontekście skali nagłośnienia festiwalu w codziennym obiegu? Sprawa naprawdę godna zastanowienia w perspektywie kolejnych wi(n)dowiskowych przeżyć scenicznych.

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto
Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 149/2015

Teatr Czarny Kwadrat, Gdynia

Von Bingen, Historia prawdziwa

scenariusz: Sandra Szwarc

reżyseria: Błażej Tachasiuk

charakteryzacja: Marta Chełmińska

obsada: Anna Ałaj, Karolina Gaffke, Jacek Panek, Małgorzata Polakowska, Piotr Rogalski

premiera: 27 marca 2015

Teatr Rondo, Słupsk

Smaki i dotyki

scenariusz na podstawie opowiadania Ingi Iwasiów Porada

reżyseria: Stanisław Miedziewski

obsada: Krystyna Maksymowicz

premiera: 9 maja 2015

Grupa A.TAK!, Gdańsk

Potok

tekst: Mariusz Babicki

reżyseria: Wojciech Jaworski, Mariusz Babicki

obsada: Wojciech Jaworski

premiera: 12 września 2015

Małgorzata Szczerbowska, Wrocław

Sprzedam

reżyseria: Szymon Kaczmarek

obsada: Małgorzata Szczerbowska, Szymon Kaczmarek

premiera: 13 luty 2015

na zdjęciu: Von Bingen.Historia prawdziwa, fot. Bogna Kociumbas

Anna Kołodziejska – rocznik 1983. Bez literatury, muzyki i kina nie wyobraża sobie egzystencji. Trosk skutecznie pozbywa się podczas górskich eskapad. Teatr jest dla niej po trosze wszystkim: zapomnieniem, wyrocznią, tajemnicą, poznaniem... życiem, bo jego istota z niego wyrasta.