Fascynujące efekty „Lata w teatrze” (Zszywanie historii)

Fascynujące efekty „Lata w teatrze” (Zszywanie historii)

Gdyby spektakl Zszywanie historii mógł pojawić się na przeglądach teatrów awangardowych i niezależnych, z pewnością zdobyłby laury w niejednym konkursie teatrów amatorskich. Aż trudno uwierzyć, że jest on dziełem stworzonym w zaledwie dwa tygodnie przez grupkę dzieciaków, które zabawę w teatr wybrały jako sposób na wakacje.

Być może określenie „zabawa w teatr” nie jest w tym przypadku adekwatne  do efektu działań. Oglądając Zszywanie historii, nawet w najdrobniejszych szczegółach nie dopatrzyłam się znamion zabawy. Młodzi twórcy – reżyserzy, scenografowie, kostiumografowie i wreszcie aktorzy – z pomocą starszych  i bardziej doświadczonych kolegów, stworzyli dzieło ambitne, niejednoznaczne, złożone, zmuszające do jego analizy, a przede wszystkim dzieło, od którego trudno oderwać wzrok i uwagę. Muszę się Państwu przyznać, że idąc  do Szwalni byłam przygotowana na nudny i wtórny spektakl spod znaku szkolnych przedstawień: papierowa, ledwie stojąca dekoracja, deklamacja tekstu jak na apelach z okazji święta 11 listopada, kostiumy uszyte przez mamy z przypadkowych materiałów, które akurat były pod ręką. Przykładów takiej „prowizorycznej działalności artystycznej” młodych ludzi widziałam już niestety dużo: przedstawień teatralnych, happeningów, filmów aktorskich, animacji. Za ich kiepską jakość i brak jakiegokolwiek przekazu nie winię dzieci, ale dorosłych, którzy tego typu pracę traktują często podrzędnie, jak zabawę i szansę na złapanie oddechu pomiędzy własnymi, poważnymi sprawami. Nie dziwi zatem jakość takich przedstawień, skoro już na starcie wychodzi się z założenia, że ma to być nic nieznacząca rozrywka, o której dzieci, rodzice i opiekunowie zdążą zapomnieć szybciej, niż zgasną światła  nad sceną. Twórcy pracujący z młodzieżą nad Zszywaniem historii pokazali, że można zrobić to inaczej, a efekty tej pracy też będą inne: niespodziewane, ponadprzeciętne, interesujące, zaskarbią sobie uznanie widzów.

Brawa należą się już za sposób w jaki artyści postanowili opracować podjęty temat – historii ich rodzinnego miasta, okolicy w której mieszkają, opowieści  i legend z nią związanych, ale także współczesnych problemów jakie jej dotykają i jakie odnoszą się osobiście do młodych ludzi. Nie poprzestali na opisie słownym, ale wpletli w swoje dzieło zdjęcia, mapy, nagrania mieszkańców miasta opowiadających o legendach ziemi łódzkiej. Wszystko to ujęli w ciekawą i frapującą formę wizualną. Wchodząc na małą, wręcz kameralną, intymną salę teatralną, trafiamy w środek przygotowań do zabiegu chirurgicznego. Na środku leży uśpiony pacjent, dookoła niego krzątają się lekarze i pielęgniarki, na sali porozstawiane są dziwne sprzęty, fiolki  z tajemniczymi płynami, wszędzie panuje sterylny chłód i biel. Młodzi ludzie  w fartuchach i maskach sprawiają ponure wrażenie. Gdy je zdejmą, na twarzach kilkorga młodych aktorów można dostrzec uśmiech zażenowania powodowany scenicznym debiutem. Brak ogrania i amatorskie zachowania nie są jednak ujmą dla spektaklu, a co więcej – nadają mu „ludzkiego” charakteru, przybliżają do siebie wykonawców i widzów, którzy przecież na co dzień współdzielą miejską przestrzeń Łodzi, żyją obok siebie i stanowią części tej samej tkanki, która owe miasto buduje. To, co zwykle traktuje się jako wadę przedstawienia, tutaj przekuto w atut, który przybliża widzom jego przesłanie. Miasto jest żywym organizmem, a jego mieszkańcy są dostarczającymi mu życiodajne składniki komórkami. Temat niezwykle interesujący z kilku względów.

Po pierwsze młodzież biorąca udział w projekcie uzyskała szansę poznania lepiej historii miejsca, w którym mieszka. Nabrała świadomości nie tylko tego, gdzie mieszka, jaka jest historia tego miejsca, ale dzięki badaniom terenowym mogła także dowiedzieć się, z kim ową przestrzeń dzieli. Projekt zyskał zatem status międzypokoleniowego, co niestety jest coraz rzadziej spotykane.  Po drugie opracowanie tematu okazało się bardzo szerokie, dzięki czemu młodzi ludzie dotarli do legend ziemi łódzkiej wykraczających poza opiewany wszem i wobec okres rozkwitu przemysłu włókienniczego. Udowodnili, że Łódź to nie tylko dymiące fabryki, fabrykanci, włókniarki i włókniarze, ale też historia poprzedzająca ich pojawienie się w tym miejscu. Po trzecie ów temat doskonale wpisał się w toczącą się od co najmniej kilku miesięcy dyskusję  na temat przyszłości Łodzi. Niegdyś drugie pod względem wielkości miasto  w Polsce, obecnie nurkujące coraz głębiej w statystykach, powoli wyludnia się, nie pozostawiając wiele miejsca na optymistyczne wizje bycia „ziemią obiecaną”.

Zszywanie historii nie daje odpowiedzi czy można zapobiec temu zjawisku, nie podpowiada co można zrobić dla Łodzi żeby zapobiec jej śmierci, ale zachęca do odkryć, do zbadania tego, co kryje się za kłębami fabrycznego dymu, jakie historie, jacy ludzie. Daje też nadzieję, że jeśli większość młodych łodzian jest tak twórcza i kreatywna jak ci, którzy spotkali się w Szwalni, aby stworzyć ów wyjątkowy spektakl, to z pewnością nic groźnego temu miastu nie zagraża.

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn "Teatralia", Dodatek do numeru 66/2013

Zszywanie historii jest zwieńczeniem dwutygodniowego cyklu  warsztatów realizowanych w okresie 1-14 lipca w ramach programu „Lato  w teatrze”, koordynowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

Uczestnicy warsztatów to młodzież ze świetlic środowiskowych – Towarzystwa Przyjaciół Dzieci-oddział Łódź Polesie oraz Centrum Wsparcia Terapeutycznego Świetlica Podwórkowa.

Zajęcia prowadzili: Ewa Łukasiewicz, Daria Kubiak, Stanisław Bielecki, Anna Kunka, Katarzyna Koba oraz Krzysztof Jabłoński.