Efekt plastikowej trawy (W mrocznym mrocznym domu)

Efekt plastikowej trawy (W mrocznym mrocznym domu)

Czekając na rozpoczęcie, można zanurzyć dłoń w imitacji trawy. Jest wszędzie – wyściela miejsca  widzów, podłogę, ściany oraz wielkie pnie drzew w centrum sceny. Początkowo zdaje się  nadmiernie wybujałą wizją scenograficzną, dla której brak uzasadnienia. Kiedy jednak pada pierwsza i kolejne kwestie, szybko zapomina się o tym zielonym zbytku.

W mrocznym mrocznym domu umożliwia widzowi spotkanie z realizacją operującą środkami wyrazu kojarzącymi się z najbardziej tradycyjnym teatrem psychologicznym. Jest aktorstwo bazujące na rozkładaniu i składaniu wachlarza emocji. Pojawią się przejmujące pauzy w monologach dotyczących traumy z dzieciństwa, będą krzyki na całe gardło, ale i przygaszone szepty oraz powstrzymywane łzy. Nie zabraknie też prawdziwego jedzenia i (efekciarskiego?) rzucania nim. Historia zostaje opowiedziana  w sposób linearny, i próżno szukać miejsc, gdzie odbiorca mógłby uwikłać się w meandry teatralnego montażu i w rezultacie na dobre zgubić. I nie pojąć „co reżyser miał na myśli”. Nic z tych rzeczy – tu od początku do końca wszystko wiadomo. Coś jednak sprawia, że spektakl wcale nie wywołuje nerwowego odruchu potrząsania zegarkiem w obawie, że czas, tak jak i wskazówki, stoi w miejscu. Być może sekret tkwi w kontrapunktowym zestawieniu ogromu przestrzeni z kameralnością towarzyszącą obecności dwojga ludzi (właściwie trojga, bo epizodycznie pojawi się także nastoletnia Jennifer, grana przez Karolinę Kamińską).

Kluczowa wydaje się pierwsza scena, kiedy Terry (Grzegorz Mielczarek) i Drew (Marcin Sianko) spotykają się w  ponurej scenerii parku, może nawet lasu. Nie wiemy jeszcze, że są braćmi, tym bardziej więc nie możemy wiedzieć nic o skomplikowaniu  – a właściwie braku – relacji między nimi. Za to z całą mocą wyczuwalna jest niemożność nawiązania kontaktu między dwoma stojącymi na wprost siebie mężczyznami. Widać to także w nieporadności gestów, w próbie przytulenia na przywitanie, które wychodzi zbyt sztywno i zamiast zbliżyć oraz ułatwić rozpoczęcie rozmowy, umacnia tylko poczucie obcości. Odtąd rozpoczyna się wyścig w zastawianiu na tego drugiego pułapek konwersacyjnych.

Szczegóły z przeszłości, ujawniane stopniowo w najmniej spodziewanych momentach, będą rzutować na teraźniejszość bohaterów. Tak zresztą przedstawia się schemat dramaturgiczny: fakty sprzed lat, dotyczące historii znajomości z pedofilem, ewoluują w zależności od tego, który z braci zabiera głos. Intrygują nawet nie tyle przywoływane zdarzenia, co popis aktorskich umiejętności w kreowaniu postaci zdefiniowanych przez to, co i jak mówią. Terry Grzegorza Mielczarka nie przebiera w słowach, sięgając najczęściej po te najbardziej grubo ciosane. Zupełnie inaczej Drew – król finezyjnych konwencji i miłośnik językowego kiczu w jednej osobie. Przysłuchując się tym psychologicznym potyczkom, nietrudno zauważyć coś dziwnie znajomego, bliskiego. I bynajmniej nie chodzi o doświadczenie pedofilii, ale o modelową sytuację kłótni rodzinnej, gdzie przeciwnik jest tak dobrze znany, że niemal nagi. Zdaje się, że to kolejny z powodów utrzymania niesłabnącego zainteresowania widza.

Pora wreszcie wrócić do zapowiadanego efektu sztucznej trawy. Rozdźwięk miedzy jej wyglądem – świeżą, soczystą zielenią – a wrażeniami wynikającymi z dotknięcia nieco szorstkich i nieprzyjemnych włókien, które nie odsyłają do żadnego dobrego wspomnienia, idealnie odpowiada rozdźwiękowi między tym, co mówi Drew, a co pamięta Terry. I na odwrót. W pozornie żywych od emocji opowieściach obu mężczyzn roi się od plastiku wytopionego z wielu kłamstw, wzajemnych, nigdy niewyjaśnionych oskarżeń i hodowanej od lat zawiści. Tak powstała magma determinuje odbiór  przedstawienia. A zarazem jest puentą, z którą nie bardzo wiadomo, co zrobić. Jak z plastikową trawą po zakończeniu spektaklu, i jak z najważniejszą opowieścią swojego życia, kiedy nawet brat nie jest w stanie udzielić odpowiedniej porcji empatii i zrozumienia.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 71/2013 

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Neil LaBute

W mrocznym mrocznym domu

przekład: Grażyna Kania

reżyseria: Marcin Hycnar

scenografia i kostiumy: Julia Skrzynecka

obsada: Grzegorz Mielczarek (Terry), Marcin Sianko (Drew), Karolina Kamińska (Jennifer)

premiera: 28 września 2013

fot. Piotr Kubic

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii  UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.