Dziwna trójca

Dziwna trójca

Co łączy Fudżiego, dawnego przyjaciela Stalina, Churchilla i Makbeta? W zasadzie nic. Ale trzy następujące po sobie monodramy o życiorysach wspomnianych panów wiąże wspólna nić. W trakcie drugiego dnia Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora  można było oglądać zagranicznych aktorów podejmujących się trudnej sztuki monodramu.

W zaciemnionych salach teatralnych wrocławskiego PWST doszło do spotkania niebywałego. W pierwszym monodramie – Koba – widzowie mogli poznać dawnego kolegę Stalina, Fudżiego (Aleksander Rubinovas), który ze swojej perspektywy przybliżył postać dyktatora. Przez wiele lat Fudżi i Koba  dzielili ostatnią kromkę chleba, byli przyjaciółmi w niedoli i chwilach sukcesu. Fudżi opowiada, jak Koba stopniowo przeradza się w dyktatora Stalina. Konstrukcja spektaklu nie ma na celu wartościowania nikogo ani niczego. Pokazuje jedynie Stalina jako samotnego, nadambitnego szaleńca, którego celem było rządzić sercami i umysłami wszystkich. Fudżi z bliskiej osoby przerodził się w marionetkę władcy. Jego jedynym zadaniem było podporządkowanie się komunistycznej tyranii, stworzonej w imię „dobra” ludzkości. Rubinovas odsłonił rzeczywistość tamtych zdarzeń, z sugestywną siłą i artystyczną prawdą. Wszelkie słowa i gesty były wyważone. Aktor, jakby utożsamiając się ze swoim bohaterem, zachowywał się maksymalnie powściągliwie. Całą historię opowiadał niemalże na jednej linii melodycznej, wyzbywając się emocji, które w świecie stalinizmu mogły okazać się zgubne. Rubinovas zaprezentował metodyczne studium rozwoju ludzkiej psychiki, w dojrzały sposób przepracowując tekst. Ciekawi mnie co sprawiło, że odnalazł porozumienie z historyczną postacią. Miałam wrażenie, że słucham opowieści konkretnego człowieka, osadzonej tu i teraz. Monodram był mocno nostalgiczny i refleksyjny, a zaprezentowana w nim rzeczywistość nie budziła przyjemnych odczuć.

Inscenizacja Churchill przeniosła widzów w magiczny czas, kiedy to Big Ben uderza trzynaście razy. Następuje wtedy wyjątkowy moment, podczas którego, raz w roku, pomnik Winstona Churchilla na Parliament Square w Londynie ożywa i schodzi z cokołu, by oddać się przyjemnościom: siedzi samotnie, pije whisky, pali cygaro i rozpoczyna snucie opowieści.

A opowiada o swojej historii, wzlotach i upadkach, a przede wszystkim o little deaths, które mimo wszystko doprowadziły go do miana najwybitniejszego Brytyjczyka w historii.

Monodram Pipa Uttona daleki jest od oceniania i moralizowania. Artysta zaprasza widzów do spędzenia 70 minut w towarzystwie zabawnego człowieka, który żył na przełomie dwóch wieków i był świadkiem upadku Imperium Brytyjskiego. Utton w anegdotyczny sposób przedstawia mężczyznę, który dwukrotnie sprawował urząd premiera Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z Churchillem – gawędziarzem, który nie boi się łamać  bariery czwartej ściany. W końcu aktor przez cały monodram pobudza publikę: a to do sprowadzenia go z cokołu,  a to do dmuchania globusa. Monodram przybrał formę odwiedzin u ulubionego wujka, który jak z rękawa sypie opowiastkami. Jak na stereotypowego brytyjskiego wujaszka przystało, Utton nieustannie popijał Johnny’ego Walkera i popalał kubańskie cygaro. Opowiadał też o pięknych dziewczynach oraz o tym, jak brakuje mu ich towarzystwa na kolumnie na Parliament Square. Nie omieszkał również zaczepić kilku pań siedzących na widowni. Na końcu pocieszał się tym, że zawsze znajdzie się jakaś kobieta z butelką w papierowej torbie, która, zanim zaśnie przy jego cokole, puści mu oczko na dobranoc, zupełnie jakby wiedziała, że on czuwa.

Opowieść o dwóch wielkich wojnach została zamknięta w egocentrycznych rozważaniach starszego pana. O ile po obejrzeniu spektaklu Koba można było wyciągnąć dość oczywisty morał, o tyle ten monodram nie daje żadnej refleksji na odchodne. Pozostawia odczucie przyjemnego rozluźnienia, które w żaden sposób nie przygotowuje na ostatni spektakl. Po skończonej wizycie u Churchilla, puszczeniu mu ostatniego oczka, przyszedł czas na konfrontację z szaleństwem. Makbet (Peter Čižmár) to dynamiczne, pełne agresji i ekspresji przedstawienie, mniej estetyczne i mniej wyważone niż spotkania z Fudżim czy Winstonem. Čižmár zaprezentował pełen napięcia i rozchwiania obraz czystego obłąkania. W spektaklu nie ma króla Duncana, nie ma Banqua, Macduffa, nie ma nawet Lady Makbet. Jest tylko tytułowy bohater, pochłonięty przez szaleństwo. Człowiek, który cierpi, ponieważ identyfikuje się ze stworzonym przez swój umysł fałszywym ego. Makbet opętany przez własne myśli, które zadają mu ból, wygląda jakby cierpiał na zaawansowaną schizofrenię. Aktor zręcznie modeluje głos, sprawiając tym samym wrażenie, jakby w jego ciele było kilka tożsamości, które toczą nieustanną walkę. Pozostaje w ciągłym napięciu. Cały monodram jest desperackim aktem walki z samym sobą. Jednak spektakl nie daje bezpośredniej odpowiedzi na pytanie czy Makbet odnajdzie swoje prawdziwe „ja”. Scenografię tworzą worki ze śmieciami, które bohater rozrywa wraz z rozwojem akcji. Wyciąga z nich puszki, ubrania lub sztućce, którymi ostatecznie rzuca w ciemne ściany sali. Między jednym atakiem szału a drugim pozbawia plastikowe laleczki głów, zaraz po tym malując sobie  usta czerwoną szminką. Choroba zamknięta w jego gwałtownych ruchach zmywa z odbiorcy przyjemne rozluźnienie po spotkaniu z Churchillem. Mimo to nie można odmówić temu spektaklowi moralizatorskiego charakteru. Zaprezentowana wersja Makbeta to kwintesencja współczesnego, poszukującego człowieka, którego Čižmár przedstawił w znacznym przerysowaniu.

Monodramy zatoczyły koło. Nostalgiczna opowieść Fudżi, pełna utajonego rozgoryczenia, znalazła swoje emocjonalne ujście w agresji Makbeta. Wszystkie trzy przedstawienia były bardzo intymnym studium ludzkiej psychiki. Można było odnieść wrażenie, że bez skrupułów podgląda się czyjeś życie, zmuszając obserwowanego do spowiedzi ze swoich decyzji, występków i trosk. Te przejmujące wystąpienia miały w sobie coś z ostatniego wyznania człowieka skazanego na śmierć. Fudżi wciąż oczekiwał nadejścia zbrodniczej ręki Stalina. Churchill przedstawił się jako ten, o którym ludzie zapominają mimo jego dokonań. Makbet przypominał szaleńca zamkniętego w celi, który nie wie, ile czasu zostało mu zanim całkiem straci zmysły. Przedstawione w odmiennych konwencjach życiorysy łączy wspólne pragnienie pozostania w ludzkiej pamięci nie tylko jako archetyp wierności czy waleczności. Trzy postacie chcą być zapamiętane jako ludzie, którzy tylko robili to, co do nich należało. Jako ludzie, dla których historia była łaskawa, ponieważ sami ją tworzyli.

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław
Internetowy magazyn „Teatralia”, numer 150/2015

 

Edvard Radzinsky
Koba

reżyseria: Stanislovas Rubinovas
scenografia: Sergėjus Bocullo

obsada: Aleksander Rubinovas
premiera: wrzesień 2010
Pip Utton

Churchill

reżyseria i scenografia: Pip Utton

obsada: Pip Utton
premiera: sierpień 2012
William Szekspir
Makbet

adaptacja, reżyseria i scenografia: Klaudyna Rozhin

przekład: Zora Jesenská

obsada: Peter Čižmár
premiera: 19 maja 2013

fot. Krzysztof Zatycki

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.