Co dziś oznacza, że opera jest nowoczesna... (Orfeusz i Eurydyka)

Co dziś oznacza, że opera jest nowoczesna… (Orfeusz i Eurydyka)

…i kto jeszcze chodzi do opery? Te oto pytania nasuwają się wraz z wizytą w Operze Krakowskiej, miejscu o ugruntowanej już w mieście opinii, słynącej z bardzo nowoczesnego zaplecza. 30 kwietnia, w ostatni premierowy dzień, na spektakl Orfeusz i Eurydyka autorstwa Glucka przybyły tłumy. Jest to opera z XVIII wieku, którą swego czasu obowiązywały zupełnie inne konwencje wystawiania, będące dla współczesnych zbyteczną feerią. Mimo to dzisiejszy widz łatwo przyswaja tę mieszaninę sztuczności, magii i zbytku wpisaną w tradycyjną formułę operową.

Niesłusznie uważa się, że teraźniejszość deklasuje operę. Oczywiście epatowanie nowatorskimi rozwiązaniami i oprawą w stosunku do klasycznej muzyki i śpiewu jej nie sprzyjają, ale wartość odświeżenia starych utworów, jak mówił wielki Peter Brook, reformator opery, nie polega na uwspółcześnianiu „na siłę”, ale na wydobyciu pewnego uniwersalnego przekazu. Spektakl Orfeusz i Eurydyka, mimo znakomitego zespolenia elementów wizualnych i muzycznych, co podobno stanowiło jedno ze znaczących osiągnięć Glucka w jego czasach, nie zdołał poruszyć pokładów wrażliwości zróżnicowanej  widowni.

Przede wszystkim, razi wypaczenie mitu – ozdobienie go szczęśliwym zakończeniem, co niegdyś było uznaną praktyką bardzo wielu twórców. Opowieści chyba nie trzeba przytaczać, ale warto podkreślić zmiany wprowadzone przez Glucka. Eurydyka wystawia siłę Orfeusza na próbę, uważając, że powodem dla którego na nią nie patrzy jest jego obojętność, oraz w efekcie nie chce za nim iść. Tak więc jej przewinienie jest znaczne. Po jej śmierci pojawia się Amor, który już wcześniej doradził Orfeuszowi odnalezienie ukochanej i przywraca ją do życia. Po czym wszyscy tańczą w takt skocznej muzyki. Są to fragmenty oderwane od utworu, niemające związku z przedstawieniem.

Muzyka jest świetna, dobrze oddana przez operową orkiestrę. Nie można pominąć doskonałych tancerzy i chórzystów. Trzy solistki wykonujące główne partie i trzej przodujący wśród tancerzy współdziałają i poruszają się razem. Podwojenie bohaterów nie było, moim zdaniem, udanym zabiegiem. Pary chodzą po scenie blisko siebie, tancerz i śpiewak nie potrafią jednak stworzyć jednego ciała, a ich ruchy często nie współgrają ze sobą. Pięknie jednak wypadają w scenach, w których para śpiewaczek Orfeusz-Eurydyka rozmawiają ze sobą, a obok splatają się ciała tancerzy.

Choreografia jest bardzo interesująca, ale nazbyt wymyślna jak na widowisko oparte na prostym micie. Z jednej strony łączy tradycję klasycznego baletu ze współczesnymi stylami muzycznymi, z drugiej jednak pojawiają się akrobacje, gimnastyka a nawet elementy jogi, które miejscami nie odpowiadają atmosferze utworu. W pewnym momencie przejęty bólem Orfeusz leży na ziemi i wymachuje nogami jak pies. Możemy jednak spuścić zasłonę milczenia na pewne niedociągnięcia, gdyż rozwiązania w scenach zbiorowych są imponujące. Przemyślana kompozycja, różnorodność układów oraz ciekawe kostiumy sprawiły, że partie szczególnie zachwycają. Odpowiedzi na pierwsze, zadane w tytule pytanie, nie sposób udzielić jednoznacznie, bo opera wciąż asymiluje nowe techniki, nie rezygnując z tak pożądanej przez  wiernych widzów „sztuczności”. Piękna muzyka barokowa nie traci jednak na wartości.

Kaja Podleszańska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 60/2013

Opera Krakowska

Christoph Willibald Gluck

Orfeusz i Eurydyka

inscenizacja, reżyseria, choreografia i reżyseria światła: Giorgio Madia

kierownictwo muzyczne: Marek Toporowski, scenografia i kostiumy: Bruno Schwengl,  przygotowanie Chóru: Zygmunt Magiera

soliści śpiewacy:
Orfeusz: Agnieszka Cząstka, Monika Korybalska, Agnieszka Rehlis
Eurydyka: Katarzyna Oleś-Blacha, Iwona Socha
Amor: Karolina Wieczorek, Agata Widera-Burda

soliści baletu:
Orfeusz: Aurimas Sibirskas, Dzmitry Prokharau, Robert Kędziński
Eurydyka: Agnieszka Chlebowska, Martyna Dobosz, Gabriela Kubacka
Amor: Martyna Dobosz, Mizuki Kurosawa

premiera: 28 kwietnia 2013

fot. Jacek Jarczot

Kaja Podleszańska – rocznik 1992, studentka Teatrologii UJ, feministka, miłośniczka szeroko pojętej literatury i zdrowego jedzenia, lubi słońce, mieszka w Krakowie.