Dzięki, cywilizacjo (Ojciec)

Dzięki, cywilizacjo (Ojciec)

Nie jest tajemnicą, że teatr nie zawsze musi w wysublimowanej formie roztrząsać delikatne kwestie świata idei, by móc powiedzieć coś ważnego. Aby wstrząsać, może swą uwagę kierować również ku niepozornym tragediom życia codziennego. Ten efekt, mimo drobnych niedociągnięć, osiąga Iwona Kempa w spektaklu Ojciec na podstawie sztuki Floriana Zellera.

 Paryż. Współczesność. André (fenomenalny Marian Opania) mieszka w domu córki i mimo że czuje się dobrze, ma coraz większe kłopoty z pamięcią. Anne (Magdalena Schejbal), nie chcąc odsyłać ojca do specjalistycznego zakładu, próbuje zapewnić mu opiekę w domu. To, jednakże, ze względu na jego niełatwy charakter potęgowany uciążliwościami postępującej choroby, jest coraz trudniejsze. Ojciec oskarża kolejne opiekunki o kradzieże, córkę podejrzewa o próby przejęcia majątku. Ona zaś, namawiana przez swojego partnera Pierre’a (Przemysław Bluszcz), coraz poważniej rozważa wysłanie ojca do hospicjum.

Scenografia mieszkania, które André z czasem zaczyna uznawać za własne, zdaje się dobrze współgrać ze zmianami w jego psychice. Dzięki prostemu zabiegowi otoczenia sceny cienkim, metalowym stelażem, pomieszczenie przypomina szklaną klatkę, gdzie cienkie, półprzezroczyste ściany pozwalają tylko na moment skryć się przed niechcianym wzrokiem, po czym znów trzeba wrócić na wysunięty do przodu fotel. Ojciec biega między pokojami w poszukiwaniu pogubionych przedmiotów, zdając się pędzić tak naprawdę nie przez mieszkanie, a poprzez pourywane treści swojego umysłu. Jednocześnie turkusowy kolor stelażu i pulsująca aparatura medyczna, przeplatająca się z muzyką, przypominają o stale obecnej groźbie zamknięcia w placówce leczniczej.

Poczucie zagubienia ojca oddawane jest za pomocą nieustannej zmiany aktorów. Anne, Pierre czy opiekunka Laura (Paulina Gałązka) wielokrotnie zastępowani są przez wchodzących na scenę dublerów (Małgorzata Mikołajczak / Paulina Kondrak, Dariusz Wnuk), którzy nie tylko przedstawiają wykluczające się wersje poszczególnych wydarzeń (niejako modyfikując obrazy rzeczywistości powstające w psychice chorego ojca), lecz także, postępując z wyraźną agresją, potęgują niejasne poczucie fantasmagoryczności. Jest to tak przekonujące, że do pewnego momentu również widz, nie będąc pewnym tożsamości nowych postaci, może mieć trudność z odróżnieniem tu prawdy od fałszu i dać się tym samym zamknąć w kurczącej się powoli świadomości André’a. Niejednokrotnie aktorzy powtarzają konkretne sceny lub dialogi (często właśnie zmienieni przez dublerów), odsłaniając w ten sposób dalszy sens poprzednich zdarzeń, ale jednocześnie zaburzając celowo ich powiązania. Zabiegi te zyskałyby pewnie na jakości, gdyby w poszczególnych momentach były zagrane z większą ostrożnością i wyczuciem.

Jednocześnie wizje te, będące przecież wytworem psychiki André’a, ukazują także przemiany wewnętrzne Anne i jej partnera. Coraz mniej sprawny ojciec jest tylko rosnącym obciążeniem. Z jednej strony córka ma wyraźnie w pamięci szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa (a wraz z nimi silne poczucie obowiązku), z drugiej jednak trud staje się tak wielki, że (w nieco zbyt patetycznym monologu) przedstawia ona senne marzenie morderstwa ojca. Jego rozpadająca się tożsamość zaczyna zatruwać także osobowość Anne, a z czasem również jej związek z Pierrem. Dwójka ludzi, mając ledwie chwilę dla siebie między pracą a opieką nad ojcem i gaszeniem wywoływanych przez niego pożarów, coraz bardziej się od siebie oddala.

W spektaklu nie pomagają widzom rozluźnić się krótkie wstawki humorystyczne, tak przecież zgodne z aktorskim emploi Opani. Mimo kilku prób spojrzenia na fabułę z dystansem, dzięki żartobliwemu potraktowaniu choroby, atmosfera pozostaje napięta. Należy to raczej uznać za zaletę inscenizacji, gdyż tym samym powaga akcji zachowuje swoistą jedność. Chwilami jednak Iwona Kempa przesadza w drugą stronę, idąc w stronę zbyt silnego tragizmu, jak na przykład w końcowej scenie – mimo całego dramatycznego wymiaru sytuacji podkreślenie cierpień André’a operową arią w tle zdaje się nieco za mocno naciągniętą struną.

Oczywiście, co pewnie znaczna część widzów przewiduje, na koniec dom zastąpiony zostaje szpitalną salą. Kempa w swej adaptacji nie ocenia dramatycznego czynu córki. W końcu jest to poniekąd sytuacja graniczna – kto z nas mógłby z pewnością powiedzieć, że w takich warunkach wyrzeknie się całego swego „ja” w imię poszarpanego, upadającego, ale i przecież niewdzięcznego „ty”?

Widz pozostaje z niepostawionym wprost pytaniem o realną dobroczynność zdobyczy technicznych współczesności, przedłużających w końcu nasze życie, ale jednocześnie zamykających nas w domach umierania. Jedyne, co osamotniony w sterylnym szpitalu André może zrobić, to we wstrząsający sposób na koniec zawołać: „Mamusiu! Kim ja jestem?”. Dzięki, cywilizacjo.

Michał Pawłowski, Teatralia Warszawa 
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer numer 220/2018

Teatr Ateneum w Warszawie
Florian Zeller
Ojciec
reżyseria i opracowanie muzyczne – Iwona Kempa
tłumaczenie – Bogusława Frosztęga
scenografia i kostiumy – Justyna Elminowska
reżyseria światła i projekcje – Mateusz Wajda
obsada: Marian Opania (André), Magdalena Schejbal (Anne), Przemysław Bluszcz (Pierre), Paulina Gałązka (Laura), Dariusz Wnuk (Mężczyzna), Małgorzata Mikołajczak / Paulina Kondrak (Kobieta)
prapremiera polska: 8 kwietnia 2017
fot. Krzysztof Bieliński

Michał Pawłowski – student Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych UW, współpracownik „Teatraliów”.