W dymie palonej gumy i blasku sportowego kasku (Szwoleżerowie)

W dymie palonej gumy i blasku sportowego kasku (Szwoleżerowie)

Grzegorz Wolf i jego podopieczni z IV roku gdyńskiego Studium Wokalno-Aktorskiego wzięli na warsztat  prawdziwą dramaturgiczną bombę. Tekst jest oryginalny, stwarza ogromne pole do popisu dla scenografa. Można się było o tym przekonać obserwując Szwoleżerów Jana Klaty, goszczącego na festiwalu R@port trzy lata temu. Stawiając na choreografię opartą na koncepcie Michała Cyrana, potencjał wizualny studenci wykorzystali do maksimum W efekcie powstał spektakl porywający, dynamiczny, mocny w wyrazie, m.in. za sprawą oprawy muzycznej i nośnych tekstów piosenek. Zespół rozkłada na łopatki postromantyczną polską bohaterszczyznę i tradycję ułańską. W dymie palonej gumy i blasku sportowego kasku Somosierro – drżyj!

Sztuka Artura Pałygi zaczyna się niewinnie – ot historia o sportowym światku żużlowców. Wraz z pojawieniem się gier słownych, rodzących wymowne asocjacje, sejsmograf ironiczny sztuki zaczyna drgać, by finiszować eksplozją parodii, reinterpretującą topos bohatera ułana. Z pozoru błahy temat przeradza się na oczach odbiorcy w wykładnię zsubiektywizowanych dramatów poszczególnych bohaterów. Spina je uniwersalizująca klamra idei dramatu, mówiąca o naszej narodowej mentalności z wiecznym zapotrzebowaniem na bohaterów swoich czasów. U Klaty żużlowi herosi są silnie spersonalizowani. Wolf rezygnuje z tego chwytu na rzecz obrazu pewnej społeczności, której specyfika ostatecznie zaczyna odbijać się narodową czkawką. W wirze kusych spódniczek i pomponów cziriliderek, światek motocyklistów znajdujących się pod ciągłą presją zwyciężania, kompensuje sobie stres libacjami i przygodnym seksem. We wrzawie skandujących ich imiona fanek nikną problemy rodzinne, niechciane dziecko, narzekająca żona, trauma po wypadku. Ale kiedy wzniecony kołami motoru pył opada i do głosu dochodzi rzeczywistość, nawet pomost łączący te dwie przepaście zaczyna kruszeć, a pętla na szyi traci na luzie.

Siłą spektaklu Wolfa jest jego ekspresja. Jej źródło to m.in. muzyczne popisy młodych artystów, wśród których na szczególną uwagę zasługują: niezwykle temperamentne i agresywne solowe wykonanie Macieja Podgórzaka, nastrojowa i ciekawie przemyślana interpretacja Summertime Janis Joplin w wydaniu Magdaleny Borowieckiej, rewelacyjnej w roli damskiej mechanik Sindirelli czy wokalny dynamit Agnieszki Brenzak (grającej zalęknioną psycholożkę sportową), która z pomocą męskiego chórku stworzyła prawdziwe dyskotekowe show na gospelowską modłę.

Wymowa całego spektaklu (jeden z żużlowców ponosi samobójczą śmierć) zamyka się w finalnej piosence zaczerpniętej z repertuaru Tadeusza Woźniaka. Zegarmistrz światła wybrzmiewa tu jak epitafium i pełen witalizmu hymn na cześć tych, którzy stawiają wszystko na jedną kartę.

Grzegorz Wolf z wielkim sukcesem przeprowadził swoich podopiecznych przez próg artystycznej inicjacji. Od święcących swoje teatralne juwenilia aktorów biła aura swobody i pewności siebie, sam zaś spektakl w każdym detalu został zapięty na ostatni guzik, czego pełnym wyrazem były kilkuminutowe owacje na stojąco. Po takim starcie wydaje się niemożliwym, by z tą świeżo upieczoną absolwencką czternastką młodych talentów nie przetrzeć teatralnych ścieżek w przyszłości.

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 91/2014

Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni

Szwoleżerowie

Artur Pałyga

reżyseria i scenografia: Grzegorz Wolf (pedagog Studium)
muzyka: Przemysław Pawłowski (student IV roku)
choreografia: Michał Cyran (absolwent Studium)
opracowanie piosenek: Patrycja Gola (pedagog Studium)
teksty piosenek: Tobiasz Cytrowski (student IV roku), Dawid Wojtkiewicz (student IV roku)
obsada: Magdalena Borowiecka, Agnieszka Brenzak, Tobiasz Cytrowski, Maja Gadzińska, Justyna Jeleń, Kamila Kropkowska, Przemysław Pawłowski, Maciej Podgórzak, Paweł Rapa, Marcin Słabowski, Bartosz Sołtysiak, Angelika Weichbrodt, Dawid Wojtkiewicz, Joanna Żóraw

premiera: 3 marca 2014

fot. archiwum teatru