Dwa oblicza twórczości Schönberga

Dwa oblicza twórczości Schönberga

Spektakl Włodzimierza Nurkowskiego Cabaret lunaire złożony jest z dzieł Arnolda Schönberga. Twórca ten swoją sławę zyskał jako prekursor dodekafonii, fascynowała go także atonalność.  Jego muzyka nie jest dla powszechnego grona publiczności zbyt łatwa w odbiorze, dlatego instytucje operowe nie sięgają często po tego rodzaju repertuar. A szkoda, bo słuchanie utworów Schönberga to specyficzne, a zarazem poszerzające horyzonty, doświadczenie.

Reżyser spektaklu wybrał spośród utworów  kompozytora dzieła należące do dwóch, zupełnie różnych rodzajów. Z jednej strony stanowi to intrygujące posunięcie, ale z drugiej łączenie tak odmiennych gatunków muzycznych  jest ryzykowne, ponieważ trudno jest wówczas tak zainscenizować spektakl, aby obie jego części były na równie wysokim poziomie. W tym przypadku nie do końca to się udało.

Na pierwszą część przedstawienia składają się utwory Brettl-Lieder, kabaretowe piosenki, które Arnold Schönberg tworzył, aby móc utrzymać się w Berlinie. To kompozycje o dość frywolnym, erotycznym zabarwieniu i w podobnym klimacie są inscenizowane. Żeńska część siedmioosobowego baletu odgrywa roześmiane, kuszące swoimi wdziękami damy lekkich obyczajów, oferujące spełnienie różnych męskich fantazji. Wśród tancerzy przechadzają się dwie postacie, wykonujące piosenki. Ona – burdelmama – oferuje swojemu klientowi – mężczyźnie w średnim wieku oderwanie się od szarej rzeczywistości, zabawę i oddanie się sidłom miłości. Niestety, pomimo prób ubrania opisywanej części przedstawienia w kabaretowo-musicalową konwencję, zabrakło lekkości i urokliwej zadziorności, które często charakteryzują te formy sztuki scenicznej. Jedną z przyczyn porażki, być może był sposób śpiewu – w konwencjach takich, jak kabaret, operowe głosy z reguły po prostu nie pasują. A z pewnością nie współgrają z resztą tego, co działo się na scenie, powodując mocny zgrzyt. Również erotyzm sekwencji ukazany jest  bez większego polotu.

Druga część złożona jest z utworów Pierrot lunaire z 1912 roku. Muzyka została skomponowana do poezji Alberta Girauda. Zdecydowanie warto przeczekać pierwszą część spektaklu, aby później wgłębić się w odmienną rzeczywistość, w którą przenoszą widzów te utwory. Przedstawiają one świat niebezpieczny, nieharmonijny, pełen pułapek i pytań o sens istnienia i miłości. Ten fragment nie tylko fascynuje genialną interpretacją i głosem Agaty Zubel, ale również baletem. Tancerze poruszali się w niepokojącej i pięknej choreografii Dominiki Knapik, niczym upiory wyobraźni głównego bohatera lub zagubione postaci, które we wcześniejszym życiu dzieliły jego los. Wrażenie to nasilało się w momentach, gdy zakładali oni białe maski. Intrygująca była także kolorystyka – czarno-biała, albo raczej: czarna z domieszką białego, jako przeciwwagi i wyrazu nadziei. W tej tonacji wyróżniały się czerwone, marginalne akcenty, na przykład kostiumów, mogące przywodzić na myśl ślady krwi.

W Cabaret lunaire na pierwszym planie wyeksponowana jest muzyka, która nie wybrzmiałaby tak znakomicie, gdyby nie  kierownictwo muzyczne Pawła Szczepańskiego i wykonanie Orkiestry Kameralnej Opery Krakowskiej. To przede wszystkim dla nich oraz dla interpretacji intrygujących utworów Arnolda Schönberga dokonanych Agatę Zubel warto zobaczyć ten spektakl.

Katarzyna Dreszer, Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 51/2013

Opera Krakowska w Krakowie

Cabaret lunaire

reżyseria: Włodzimierz Nurkowski

scenografia: Anna Sekuła

choreografia: Dorota Knapik

kierownik muzyczny: Paweł Szczepański

obsada: Agata Zubel, Karolina Wieczorek, Krzysztof Kozarek

premiera: 23 lutego 2013 roku

fot. Jacek Jarczok

Katarzyna Dreszer, ur. 1987, studentka teatrologii oraz absolwentka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dla „Teatraliów” publikuje od grudnia 2010 r. Interesuje się wieloma rzeczami, a przede wszystkim: teatrem, kinem i szeroko pojętą sztuką wizualną, architekturą, literaturą, prawem własności intelektualnej...