Dużo wszystkiego (Tytuł tymczasowy)

Tytuł tej recenzji – choć brzmi jak jakiś lapsus – to nie efekt obniżonej czujności teatraliowej korekty. Powyższy zwrot po prostu najlepiej oddaje uczucia towarzyszące lekturze sztuki Tytuł tymczasowy.  Ale nie tylko to – „dużo wszystkiego” odnosi się też do języka, jakim posługuje się Veronika Mabardi.

W notce na okładce tej niespełna czterdziestostronnicowej sztuki pojawia się określenie, że jest to rodzaj teatralnej przygody. Utwór powstał bowiem jako efekt zaproszenia belgijskiej aktorki, reżyserki i pisarki na próby prowadzone pod okiem reżysera Frédérica Dussenne’a. Mabardi miała za zadanie sporządzenie czegoś w rodzaju relacji na żywo, by jak najcelniej uchwycić swoje emocje i odczucia towarzyszące temu, co widzała na scenie. Tematem improwizacji aktorskich były związki między miłością, pożądaniem, śmiercią i kreacją sceniczną. Obok dziesięciu aktorów, Dussenne’a i Mabardi w eksperymencie uczestniczyli także malarz, fotograf i muzyk. Wszystko to wskazuje, że moglibyśmy spodziewać się może nawet jakiejś nowej jakości dramatycznej, a przynajmniej czegoś świeżego i ciekawego. Zanim jednak przyjdzie czas na oceny przyjrzyjmy się samej strukturze Tytułu tymczasowego.

Sztukę otwierają bardzo nietradycyjne didaskalia, które przede wszystkim objaśniają kontekst powstania utworu oraz instruują jak ten tekst może być grany. Pojawiają się także uwagi o miejscu gry („Miejscem jest teatr, jakiś teren, hangar, miejsce tymczasowe, prowizoryczne, anonimowe. Miejsce spotkań.”), ale występują raczej w charakterze zachęty do podjęcia dialogu z inscenizatorem niż jako konkretne wytyczne. Następnie mamy odpowiedniki aktów z tradycyjnego dramatu. Już same ich tytuły z jednej strony sugerują poetykę wieloznaczności. Dla przykładu: „MARZENIE: CZEKAĆ, SNUĆ SIĘ, KROCZYĆ…” albo „WEWNĄTRZ, NA ZEWNĄTRZ, OBSERWOWAĆ SIĘ, ZBLIŻAĆ SIĘ, PODĄŻAĆ, DOTYKAĆ, OBEJMOWAĆ, ODCHODZIĆ”. Z drugiej strony wiele z tych słów brzmi jak konkretne polecenia, które reżyser mógł wydawać aktorom podczas prób. W tym jednak tkwi cały urok Tytułu tymczasowego – potencjalność jest tu jedyną, dopuszczalną zasadą. Poza tym należy pamiętać o jeszcze jednym ważnym odniesieniu – topikę sztuki tworzy przecież teatr z całym zapleczem swoich metafor i alegorii. Stąd też pojawia się tak wiele prób uchwycenia fenomenu aktorstwa. Proponowane przez autorkę definicje są bardzo nierówne: od ciekawych socjologiczno-psychologicznych spostrzeżeń („Aktor chciałby opowiadać życie innych, opowiadając przy tym o samym sobie.”), poprzez sentymentalne porównania, aż do wniosku o tanim komedianctwie wpisanym w figurę aktora („Przestań ryczeć, nie jesteś w teatrze”). W odbiorze czytelniczym ta mnogość propozycji po pewnym czasie rodzi niestety przesyt.

Tkankę tekstu stanowi proza. Gęsta, pełna wielu różnych słów na określenie jednej emocji. Charakterystyczne dla tej sztuki są ostre zmiany przestrzeni, z której mówi dany głos. Właśnie – głos (i to w żaden sposób nie wyróżniony w tekście jako jednostka) a nie postać. Taki wybór wydaje się być spójny z wcześniejszymi rozwiązaniami Mabardi. W końcu postać stanowi coś integralnego (choćby nie wiem jak wewnętrznie rozbiłby ją dramatopisarz), natomiast głos jest o wiele bardziej problematyczny. Może należeć do kliku osób tworzących chór, może być multiplikowany przez dowolną formę zapisu audio.

Alinearna fabuła bazująca na strzępach opowieści  bez początku, ale za to z końcem, którym zawsze jest śmierć (metaforyczna lub fizyczna) poprzez sposób zapisu przywodzi na myśl strumień świadomości. Obecnie jednak ta technika literacka mocno już okrzepła, więc każdorazowe jej użycie musi iść w parze z twórczym przetworzeniem. Świeżości nowego ujęcia zabrakło właśnie Tytułowi tymczasowemu.

Na koniec jeszcze uwaga dotycząca formy, a nie treści. Może to nie do końca w interesie recenzującej, ale w sztuce pojawia się naprawdę sporo literówek. „Wiera” bywa „wiarą”, a zamiast „skóry” jest „skora”. Pewnie, to tylko błahostki, ale prawidłowa forma i znaki diakrytyczne mają znaczenie, bo mogą przecież zmienić sens wypowiedzi – wystarczy spojrzeć na podane przykłady.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 176/2016

 

Recenzja książki

Veronika Mabardi, Tytuł tymczasowy

tłumaczenie: Jan Nowak
wydawca: DramEdition, Poznań 2014
liczba stron:  39