Dlatego, że ją kochał…

Dlatego, że ją kochał, wyniósł z jej domu w kartonowych pudłach tlen i zamknął ją w ośmieszonej tyranią miłosnej klatce. Ona też go kochała, dlatego w końcu zjadła jego serce.

Spektakl Kłamczucha to przesłuchanie kobiety, która postanowiła przyznać się do zabójstwa męża. W prasie pewnie napisali, że to była makabra, ale morderczyni nie przeraża bezwzględnością, siada i od początku zawstydza – zawstydza wszystkie piosenki o miłości i wszelkie trupy nieczułych facetów. I tak na maleńkiej scenie, w rytmie początkowo irytującej powtórzeniami opowieści, rozszerza się i rozchodzi okropność. Zanurzeni w ciemności, którą niejako ustanawia sama sytuacja przesłuchania, nie wiemy, że będziemy podążać, a właściwie cofać się, w stronę niemożliwości.

Opowieść oskarżonej, tytułowej kłamczuchy, przypomina w formie strumień świadomości, niekontrolowany potok najczarniejszych wspomnień. Każde kolejne słowo zmienia rzeczywistość oraz weryfikuje prawdę – w cyklu demonicznych retrospekcji oskarżona kobieta przechodzi symboliczną metamorfozę – z oprawcy zmienia się w ofiarę. Ofiarę aroganckiego, zimnego drania o rozchwianej tożsamości, który niespiesznie odzierał ją z indywidualności i powoli odbierał życie. Tym, co jej zrobił, było obranie ze świadomości – metodą redukcji stopniowo odzierał „ukochaną” z wszelkich elementów konstytutywnych, decydujących o swoistości człowieka. Dokonał destrukcji indywiduum, zmasakrował swoją wybrankę i okaleczył ją moralnie i fizycznie. W konsekwencji jego ofiara zasiadła przed nami jako ludzkie „nic”, próbujące nadać swojemu cierpieniu sens albo chociaż odrobinę godności.

Przedziwnym rytmem toczy się ta ocierająca się o psychodelę opowieść. Rytm kolejnych zdań imituje przyspieszone bicie złamanego serca. Staje się on onomatopeją strachu i narastającego poczucia osaczenia. Tragizm potęguje ciasnota i nie tylko dosłowna „piwniczność” sceny. Niebezpieczna bliskość widowni i bezlitosne policyjne światło wystawia twarz aktorki na wszelkie niebezpieczeństwa, jednak iluzja trwa – rewelacyjna Anna Piróg przeraźliwie pustymi oczami błądzi między krainą koszmarnych imaginacji a rzeczywistością „tu i teraz”, zatrzymując się czasem przed okiem policyjnej kamery. Staje się niejako artystką totalną – zdaje się kontrolować najbardziej fizjologiczne reakcje organizmu: cieknie jej z nosa, zalewający twarz zimny pot jest coraz bardziej namacalny i krępujący, a oczy szklą się bardziej i bardziej, jednak kobieta nie roni ani jednej łzy. Ciało aktorki opowiada, równoległą do tej werbalnej, historię upodlenia.

Może oskarżona kłamie. Może kłamie nieświadomie, ponieważ skrajna, zakrapiana rozpaczą samotność, doprowadziła do zatarcia granic między nocnymi koszmarami a straszliwie pustą i wrogą rzeczywistością – to, o czym śniła, wydawało się bardziej realne. Straciła pewność, który obraz jest prawdziwy. Moment przebudzenia, zawieszenia między nocą a dniem, został przedłużony w nieskończoność. A może kłamie zupełnie świadomie, bo zabiła męża – tłuczkiem do mięsa albo pistoletem dziadka – ale nie może pogodzić się z banalnością własnej zbrodni. Pragnie, aby przelana krew włączyła ją do panteonu nieśmiertelnych zbrodniarek, chciałaby zasiąść między Balladyną a Lady Makbet. A może mówi prawdę – prawdę ukrytą pod hiperbolizowanymi, naturalistycznymi wizualizacjami albo nagą prawdę, wszak wydarte i ugotowane serce nie zawsze musi być metaforą. Nie wiem, chyba nikt nie wie. Wyrok przegrywa tutaj z historią kobiety, która przyszła na przesłuchanie, by opowiedzieć o tym, jak upiorna, a przy tym absolutna miłość zniszczyła jej życie.

Na scenie Teatru Barakah rozegrał się wielki dramat – była tam rozgorączkowana, zrujnowana kobieta, która w godzinnym monologu pragnęła dokonać samoocalenia. Nie chciała uniewinnienia ani rozgrzeszenia. Gęstwiną paranoicznych tłumaczeń próbowała wyjaśnić nam swoją tragedię, usprawiedliwić monstrualne cierpienie. Opowiedzieć, co takiego sprawiło, że teraz jest brzydka, szalona, rozklekotana i zasmarkana. I to było najbardziej wstrząsające.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 46/2013

Teatr Barakah w Krakowie

Kłamczucha

reżyseria: Andrzej Sadowski

występują: Anna Piróg-Karaszkiewicz, Zbigniew Kozłowski, Andrzej Sadowski

premiera: 22 czerwca 2012

Alicja Müller – ur. 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku, miłośniczka absurdu i dadaistów.