Diabeł ubiera się na czerwono (Mefisto)

Diabeł ubiera się na czerwono (Mefisto)

W spektaklu Michała Kotańskiego na świat patrzymy oczami prowincjonalnego aktora i skrajnego oportunisty Hendrika Höfgena, który całe swoje życie podporządkowuje jednej ambicji – zostaniu sławnym, w czym nie przeszkadza mu nawet nieuchronny triumf faszystów. Mefisto zgrabnie balansuje między historycznymi dekoracjami i niepokojąco współczesnymi odwołaniami. Jak słusznie zauważa w programie Cezary Michalski, „to nie jest utwór historyczny”. Raczej nieustanny dialog z historią i konfrontowanie jej ze aktualnymi kontekstami, zarówno artystycznymi, jak i społecznymi.

Tytułowy bohater już od pierwszych scen budzi ambiwalentne uczucia i ujawnia swój asekurancki sposób bycia. Marcin Czarnik kreuje niemal karykaturalnie śmiesznego, nieporadnego człowieka, który atakuje nie tyle skrajną prawicę i reprezentowane przez nią poglądy, co powiązany z nią teatr – żartobliwie pozwala sobie na nazwanie koleżanki po fachu, Lotty Lindenthal (Małgorzata Piskorz), idiotką. Kiedy w drugim akcie sytuacja zmusza go do grania razem z panią premierową, jeszcze dobitniej obalony zostaje jego pogląd na temat sztuki scenicznej, która rzekomo funkcjonuje poza aktualną władzą. Nawet czas  sukcesu scenicznego Höfgena naznaczony jest rodzajem niepewności – kompulsywna potrzeba potwierdzania własnego statusu gwiazdora przybiera formę nerwowych tików i ataków gniewu.

Przy całym swoim tragikomizmie postać Hendrika ma też  stronę niepokojącą, wręcz przerażającą. Jednak ta też przybiera formę kolejnej maski, tym razem faktycznej, czyli tytułowego Mefista. Aktor do tego stopnia przypomina białą kanwę, na której namalować można wszystko, co się aktualnie sprzedaje, że nawet jego negatywne cechy przybierają formę zapożyczenia literackiego. Hendrik vel Heinz zmienia także imię, aby być bardziej oryginalnym. Równie wymienne są  jego przyjaźnie, małżeństwo i polityczne afiliacje – stanowią tylko elementy świetnie sprzedającej się kreacji.

Ciekawym rozwiązaniem jest przedstawienie politycznych zawirowań związanych z upadkiem Republiki Weimarskiej i dojściem do władzy Hitlera za pomocą odniesień do tekstów kultury powstałych na temat tamtych czasów. Odwołanie się do zbiorowego imaginarium wywiera większy efekt niż historyczna rekonstrukcja. Przez całe przedstawienie powraca grupa mężczyzn w makijażu i wysokich butach, wykonujących układy taneczne niczym z Kabaretu,(z pewną dozą dobrej woli można nawet dopatrzyć się cytatów z tego warszawskiego). Podobnie jak u Boba Fosse’a na plan pierwszy wysuwa się kontrast między wręcz natrętnym wieszczeniem katastrofy z łamiącą obyczajowe tabu zabawą w chmurze cekinów. Paweł Sanakiewicz w roli Teofila Mardera, herszta tej bandy odszczepieńców, znakomicie przechodzi od bon motów podszytych zgorzkniałym urokiem bywalca salonów do paniki pijanej Kasandry. Nerwowe napięcie tworzy się pomimo, a może właśnie dlatego, że widz jest doskonale świadomy tego, że przepowiednia się ziści. W tym kontekście świetnie wypada sam moment zmiany – mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi zwycięstwo narodowych socjalistów przychodzi dla nas, trochę jak dla głównego bohatera, jak gdyby niezauważenie. Wstrząsająco wypada zmiana wyświetlanych w głębi sceny projekcji: w jednej chwili oglądamy eleganckie ujęcia sylwetki Marcina Czarnika à la stare Hollywood, a w następnej scenę zalewa jaskrawoczerwone światło promieniujące od flag ze swastyką. Czerwony to także kolor Mefista.

Pewien niedosyt w porównaniu z wizualnymi i kulturowymi aluzjami pozostawiają natomiast te odnoszące się stricte do współczesnego życia teatralnego. Przybierają one co najwyżej formę żartu dla fanów twórczości Mai Kleczewskiej czy Jana Klaty, podczas gdy wielokrotnie powracający w przedstawieniu motyw teatru w teatrze dawał świetną możliwość  skomentowania trendów i zmian nieco mniej skostniałych niż dziewiętnastowieczna era gwiazd.

Ostatnią z nich, świecącą na aktorskim firmamencie III Rzeszy, zostaje Hendrik, który jako jedyny z grupy znajomych aktorów odnajduje się w nowej rzeczywistości. Jego koledzy z dwóch przeciwnych stron barykady giną – komunista Ulrichs za poglądy niezgodne z linią partii, a dumnie afiszujący swój znaczek ze swastyką Miklas za niefortunne drzewo genealogiczne, gdzie odnaleźć można babcię Żydówkę. Świat należy do Höfgena, bo przecież „każda władza będzie potrzebować ludzi takich jak on”.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 100/2014

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie
Mefisto
na podstawie powieści Klausa Manna
reżyseria: Michał Kotański
tłumaczenie: Renata Derejczyk
adaptacja: Radosław Paczocha
scenografia: Tomasz Brzeziński
kostiumy: Anna Chadaj
muzyka: Marcin Mirowski
choreografia: Iza Chlewińska
projekcje: Michał Jankowski i Przemysław Brynkiewicz
reżyseria świateł: Marek Oleniacz
obsada: Marcin Czarnik (Hendrik Höfgena, Hamlet, Makbet, Mefisto), Adam Szarek (Julien, Konferansjer), Jakub Bohosiewicz (Miklas, Faust), Marcin Zacharzewski (Ulrichs, Wagner), Paweł Sanakiewicz (Teofil Marder, Wiedźma, Mężczyzna w masce Mefista), Katarzyna Litwin (Dora Martin, Gertruda), Anna Rokita (Barbara), Piotr Różański (Bruckner, Wiedźma), Marcin Kobierski (Dziennikarz, Kabaret), Sławomir Sośnierz (Dyrektor, Poloniusz, Wiedźma), Dariusz Starczewski (Premier, Goebbels, Dowódca), Małgorzata Piskorz (Lotta Lindenthal, Asystentka, Kabaret), Kamila Klimczak (Nicoletta von Niebuhr, Kabaret), Anna Branny (Angelika Siebert, Kabaret), Przemysław Branny (Kelner, Kabaret), Patryk Kośnicki (Kabaret/Bojówki), Tomasz Foltyn (Kabaret/Bojówki), Maurycy Popiel (Kabaret/Bojówki), Karol Miękina (Kabaret/Bojówki), Marek Bogucki (Kabaret/Bojówki), Kamil Wawrzuta (Kabaret/Bojówki)
premiera: 25 kwietnia 2014
fot. Piotr Kubic

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.