The Devil Is In The Details (Diabeł)

The Devil Is In The Details (Diabeł)

Teatr, który od samego początku pozbawia widza iluzji podglądania, nie jest moją ulubioną formą. Podpatrywanie zawsze ma w sobie coś magicznego, niepokojącego, podniecającego, tymczasem spektakl Radosława Rychcika jeszcze przed podniesieniem kurtyny odziera ze złudzeń. Broni się za to doskonałym tekstem, doborem aktorów, scenografią.

Diabeł to elegancki, dopięty na ostatni guzi spektakl, jednak tym, co uwodzi najmocniej, jest świadomość ciała reżysera i aktorów. To pierwszy z widzianych przeze mnie, a trochę ich obejrzałam, obrazów, gdzie o kobiecej fizjologii, żądzy i seksualności mówi się bez pardonu, ale i bez wulgarności. Sztuka jest luźną adaptacją popularnych filmów grozy, gdzie koegzystują ze sobą postaci ze Lśnienia, Egzorcysty i Miasteczka Twin Peaks. Kiedy Laura Palmer (Joanna Matuszak) mówi o gwałcie, masturbacji i naznaczeniu, scenę okrąża wyjęty z filmu Stanleya Kubricka chłopiec na rowerze. Nikt nie dba tu o przyzwoitość, nie przegania chłopca, nie zatyka mu uszu, bo Diabeł jest do cna niepoprawny. I niepoprawnie absurdalny. Egzorcyści to demoniczne typy, przerażające bardziej niż upiorny Bob (Arkadiusz Buszko), ponieważ nie robią tego, czego się po nich spodziewasz. Odchodzą w głąb sceny, gdzie czeszą perukę, pieką pączki, tańczą, by znów powrócić ze zdwojoną energią i szatańskim podszeptem. Egzorcyści to typy przewrotne, otwierają spektakl jeszcze przed podniesieniem kurtyny, nie wypędzają z nas jednak złych duchów, ale wciągają w sam środek piekła. A piekło to psychodeliczne i nagle staje się zrozumiałe, dlaczego kotara oddzielająca scenę od widowni ma kolor czerwony. Otóż Diabeł Rychcika jest krwisty jak seksualna inicjacja kobiety, apogeum grozy osiągnięte zostaje jednak po zakończeniu ostatniej sceny, kiedy, chociaż kurtyna opada, jeden z bohaterów dramatu przedostaje się na proscenium… do naszego świata.

Diabeł miał dobre public relations, jeszcze przed premierą pojawił się na Facebooku jego fanpage, gdzie znaleźć mogliśmy zdjęcia prób czy wywiad z reżyserem. Diabeł kusił od samego początku, zachęcał scenografią i charakteryzacją. Anna-Maria Karczmarska wiernie odwzorowała kostiumy bohaterów Miasteczka Twin Peaks i tak Iwona Kowalska nosi charakterystyczną bordową piżamę Sary Palmer, Buszko (Bob) nieśmiertelne dżinsy. Poza garderobą idealnie oddano mimikę postaci kultowego serialu. W spektaklu nie ustaje ruch sceniczny, każdy aktor pozostający na drugim planie odgrywa swoją rolę ma świadomość, że spojrzenie widowni skierowane jest na inną postać, wygłaszającą swój monolog. Oglądając Diabła, trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby nie przeoczyć wyłaniającego się z widowni Boba czy kokietującej podczas jedzenia czekolady Regan (Grażyna Madej). Ważne elementy scenografii umieszczono także w głębi sceny, gdzie na pojawienie się Danny’ego czeka czerwony rowerek, a w otwartej w pierwszej scenie lodówce złowrogo szklą się butelki na mleko. We wspomnianej scenie monologu Laury pojawiająca się postać ze Lśnienia Kubricka zdaje się niewidoczna dla innych aktorów. Diabeł sprytnie nas wpędza w zbiorową psychozę.

Kto nie pamięta fabuły serialu Davida Lyncha, z pewnością zna doskonale Falling Julee Cruise, utwór wykorzystany w ścieżce dźwiękowej. I chociaż piosenki nie usłyszymy w spektaklu, jej aura unosi się nad sceną. Cruise śpiewa głosem delikatnym, słodkim, niby o zakochiwaniu, jednak w muzyce Angelo Badalamentiego jest coś, co sprawia, że zawsze bałam się usłyszeć Falling sama, w pustym, ciemnym pokoju… Muzyka w Diable jest energiczna, to między innymi Shout brytyjskiego duetu Tears for Fears, słowami z tego utworu Egzorcyści wprowadzają widza w świat Laury Palmer. Trzeba krzyczeć, trzeba wyrzucić z siebie strach, trzeba żyć, żeby opowiedzieć historię. Jednak Laura umiera, ale nie jej śmierć przeraża tu najbardziej.

Diabeł jest jak piosenka Julee Cruise, zwodzący, że na scenie udającej pełen ciepła dom z sennego amerykańskiego miasteczka, nie wydarzy się nic złego. Bob w swej istocie jest raczej komiczny niż straszny, Regan, chociaż opętana przez demona, zachowuje urok dwunastoletniej dziewczynki i aż dziw bierze, że jej postać odgrywa kobieta dojrzała, co świadczy o kunszcie aktorki. Leland Palmer o twarzy Grzegorza Młudzika nie wzbudza takiego dystansu jak filmowy Ray Wise, a sama Laura kreowana przez Joannę Matuszak pozbawiona jest wdzięku z pozoru niewinnej licealistki, w którą na ekranie wcielała się Sheryl Lee. Laura Rychcika to kobieta dojrzała, nieuwodząca cnotliwym spojrzeniem czy uśmiechem, ale świadomością własnego ciała i seksualności. Całość z pozoru nie przeraża, przecież to tylko teatr będący nie iluzją życia prawdziwego ale filmowego, więc jakby podwójną iluzją, odegraniem tego, co już raz zagrane zostało, kiedy jednak zdajemy sobie sprawę, że zamiast bezpiecznego srebrnego ekranu od tej fantazji oddziela nas tylko drewniana krawędź sceny…

Rychcik zrobił rzecz odważną, mierząc się z klasykami kinematografii i z prywatnym ich interpretowaniem przez każdego widza z osobna. Wszyscy znamy historię, w której Jack Nicholson (filmowy Jack Torrance) wbija w drzwi siekierę i pamiętamy opętaną Regan MacNeil (Linda Blair), potrafiącą obracać głowę dookoła jej osi. Diabeł nie wykorzystuje sztuczek i rekwizytów z horroru, przysłowiową strzelbą Czechowa okazuje się tutaj… telefon. I telefon dzwoni, aparat jest czerwony, Laura umiera na końcu, chociaż właściwie już jest martwa, a przygotowana do spektaklu podłoga przyprawia o zawrót głowy, niczym labirynt we wspomnianym filmie Kubricka. Na deskach Współczesnego okazuje się, że istnieje coś straszniejszego od zjaw i koszmarów… ludzka wyobraźnia. A kiedy jeszcze obrazu, który ją podsyca, nie można wyłączyć przyciskiem pilota…  Jednak Diabeł trwoży na etapie łagodnej piosenki, rozbrzmiewającej w strasznych filmach, zanim jeszcze okaże się, że nie jest to kino familijne. Strach unosi się nad widownią, ale jest to strach spowodowany znajomością fabuły wykorzystanych w spektaklu obrazów. Bez kulturowych odniesień i charakteryzacji spektakl byłby typową historią żyjącej w Ameryce rodziny, w której jedna z córek jest gwałcona przez ojca, druga choruje na raka, a ich matka to neurotyczka lekceważona przez zajętego polityką męża. Nadanie im rysów postaci znanych z telewizora zmieniło tę opowieść w paradę sennych upiorów. Dopóki nastolatka z fikcyjnego miasteczka w stanie Waszyngton nie ma zielonej, oszpeconej bliznami twarzy, dopóty jest tak samo nieinteresująca, jak reszta amerykańskich dziewczynek. I chociaż można było stworzyć z Diabła prostą, psychologiczną opowieść rodzinną, wyreżyserowanie jej à la Rychcik ze szkaradnym kostiumem Regan otwiera drugie dno. Dno piekła, bo skoro opętana Regan mogła się znaleźć w pozornie (!) porządnym domu, kto wie, co znajduje się w nas samych…

Kiedy kurtyna powtórnie zasłania scenę, a na czerwonym materiale niczym płomienie pojawiają się słowa finałowej piosenki, A Cry For Love kalifornijskiej grupy The Black Heart Procession, dostajemy iluzję kina w teatrze, końcowe napisy filmowe mówiące „you can easily pick out the fakes”. Diabeł Rychcika blefuje, a cała ta gra (aktorska i z konwencją) okazuje się partią dobrze rozdanych kart. Może poza jednym szczegółem, motywem gwałtownie zjawiającej się kukły Indianina i wyrwanego z czerwonoskórej piersi serca wprowadzającym na scenę bałagan, który jest zbędny w szokowaniu widza, ponieważ w tej sztuce to chimeryczny, złudny ład zadziwia najbardziej. Na szczęście Diabeł, który ma w sobie coś z  kowboja wyzutego z hollywoodzkich stereotypów, wygrywa w pojedynku z trefnym Indianinem. Diabeł, którego utożsamia Buszko-Bob i Diabeł będący alegorią gęstej scenicznej atmosfery, ale także diabeł, którego mamy za skórą i który po spektaklu stamtąd nie wyjdzie, ale może uda się go oswoić.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 74/2013

Teatr Współczesny w Szczecinie

Diabeł

scenariusz i reżyseria: Radosław Rychcik

scenografia, kostiumy, światła: Anna-Maria Karczmarska

muzyka: Michał Lis i Piotr Lis

tłumaczenie scenariusza na język angielski: Iga Krysa

korekta tłumaczenia: Arkadiusz Półtorak

sweter Danny’ego: Mirosława Rychcik, Anna Leśniewska

obsada:

Egzorcysta 1: Tomasz Nosinski (gościnnie)

Egzorcysta 2: Adam Kuzycz-Berezowski

Egzorcysta 3: Michał Lewandowski

Regan: Grażyna Madej

Laura Palmer: Joanna Matuszak

Leland Palmer: Grzegorz Młudzik

Sarah Palmer: Iwona Kowalska

Bob: Arkadiusz Buszko

Danny: Juliusz Wijas

głos Donny: Beata Zygarlicka

prapremiera: 6 października 2013