Demony w przeciągu

Piwnica. W zaaranżowanej sali przesłuchań pojawia się kobieta (Anna Piróg-Karaszkiewicz) bełkocząca niezrozumiałe frazy. Od początku wiadomo, że nie jest z nią najlepiej. Wie o tym również grający złego glinę (dobry w ogóle się nie pojawia) policjant (Zbigniew Kozłowski), dlatego nikogo nie dziwi jego zniknięcie po pierwszych minutach spektaklu. Pod ziemią, w ciasnej, surowej przestrzeni zostajemy tylko my, ona i kamera rejestrująca podejrzaną.

Kłamczucha nie ma ani początku, ani końca. Rewelacyjny, niespełna godzinny monolog jest jedynie – na ile to możliwe – uspójnionym fragmentem ulepionym z bezkształtnej masy słów, cierpienia, miłości, psychozy, mordu, seksu i Bóg wie ilu jeszcze rzeczy.

W piwnicy są dwa wyjścia. Kiedy postać siedząca tuż przed widownią oplata nas kolejnymi strasznymi i jednocześnie intrygującymi zdaniami, jedyne, co można zaobserwować wśród zgromadzonych ludzi, to nerwowe spojrzenia szukające ucieczki. Powód jest prosty: bohaterka monologu jest tak hipnotyzująca, że nie sposób wytrzymać jej spojrzenia.

Demony nie pojawiają się tak od razu. Wywoływanie duchów odbywa się stopniowo, ale nieustannie – w ruchu cyklicznym. Przeplatające się strzępki słów początku i końca opowieści, przyczyn i skutków postępowania bohaterki, początkowo wirują bezładnie pomiędzy dwoma wyjściami tej diabelskiej klatki, by po jakimś czasie zacząć układać się we względną całość. Widownia, ustawiona w przeciągu słów, jest nieustannie smagana fragmentami opowieści o kalectwie, niespełnionym życiu, fatalnej miłości i jej drastycznych skutkach.

Symbolicznie oskarżona o zbrodnię kobieta-duch jest swoistym medium, przez które przepływa potok słów tworzących parabolę, przypowieść o cierpieniu i pragnieniu bliskości drugiego człowieka. Na uniwersalną historię nakładają się osobiste doświadczenia wieszczki w transie: oto kaleka kobieta spotyka na swojej drodze hermafrodytyczną postać, która uwodzi ją i upadla jednocześnie.

Wszystko, o czym mówi oskarżona, przesycone jest groteską w jej najczystszej postaci. Zdeformowane, w pewnym sensie ułomne postacie, które budzą chwilami śmiech, chwilami przerażenie, wiją sobie miłosne (?) gniazdko w postaci królestwa kartonów. Wzniosłość uczucia miesza się tu z okropnością aktu damsko-hermafrodytycznego. Jeśli dołożymy do tego podwieczorek z ludzkiego serca jako przyczynę pseudozalotów tajemniczego kochanka wobec głównej bohaterki, to w jakimś sensie „dobierzemy się” do naskórka tej zwariowanej, makabrycznej opowieści.

Kłamczucha pozostaje na długo w pamięci widza. Nie tylko za sprawą świetnej gry aktorskiej i bardzo ciekawego tekstu, ale przede wszystkim z powodu nieustępującego poczucia, że jeden z panoszących się w piwnicy demonów przedostał się na powierzchnię i ciągle za nami chodzi. Krok w krok.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 56/2013

Teatr Barakah w Krakowie

Kłamczucha

autor: Andrzej Sadowski

reżyseria: Andrzej Sadowski

obsada:Anna Piróg-Karaszkiewicz, Zbigniew Kozłowski, Andrzej Sadowski

premiera w Teatrze Zależnym w Krakowie: 21/22 czerwca 2012

premiera w Teatrze Barakah: 6/7 października 2012

fot. mat. teatru

Piotr Gaszczyński (1987) – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.