Demony, które nie straszą (Del Amor)

Demony, które nie straszą (Del Amor)

Scenariusz spektaklu warsztatowego Del Amor opiera się na powieści Marqueza O miłości i innych demonach. Miłość znajdziemy w tytule realizacji, gorzej z demonami. Jak można przypuszczać, miały pojawić się jako sceniczna reprezentacja problemów frapujących twórców: pożądania, zepsucia, zarazy. Tymczasem demonów brak.

Za to na horyzoncie czai się inna zmora, zagrażająca przedstawieniu, nad którym pracowali studenci i absolwenci różnych wrocławskich szkół artystycznych: Akademii Muzycznej, Akademii Sztuk Pięknych i Wydziału Lalkarskiego PWST – widmo braku integralności. I choć tragiczna historia markizy Sierry jest opowiedziana czytelnie, a zarazem w sposób wolny od dłużyzn, trudno skupić na niej uwagę. Można odnieść wrażenie, że nadmierna koncentracja młodych artystów – od aktorów po scenografkę – na swoich indywidualnych zadaniach doprowadziła do rozpadu całości. Stąd ćwiczone godzinami elementy aktorstwa formalnego wcale nie wzbudzają entuzjazmu wśród widzów (choć mogłyby), a przybierają finalnie karykaturalne kształty. Formalizm w teatrze też (a może nawet przede wszystkim) wymaga konsekwencji, a o tej trudno mówić, kiedy jedna z aktorek wygina się zmysłowo jak kotka, inna, grająca zakonnicę, przypomina połączenie robota z wycieraczką samochodową. Mężczyźni również mają odrębny i dostosowany do siebie, ale już nie do zespołu, repertuar gestów, działań i quasi-choreografii. Scenografia, z kluczowym elementem: rodzajem parawanu z białych, ruchomych tasiemek, rozciągającym się na całą długość sceny, przyciąga początkowo wzrok. Daje spore możliwości i rzeczywiście występujący chętnie: przebiegają/ trącają/ rozsuwają na boki tasiemkową kotarę. Ładnie, ale nie na tyle, żeby cokolwiek z tych obrazków scenicznych zostało w głowie po opuszczeniu sali. Dalej – kostiumy, które przecież stwarzają okazję, aby między wierszami, niewerbalnie dookreślić postać, tutaj utrudniają tylko grę, rozśmieszając przy tym publikę. I nie jest to, niestety, efekt zamierzony.

Do nietrafionych pomysłów zaliczyć trzeba także eksperymenty bazujące na likwidacji tak zwanej czwartej ściany. Decydując się na chwilowe zapalenie świateł na widowni, by wygłosić patetyczny odzew do publiczności, trzeba wcześniej nadbudować odpowiednią atmosferę – odpowiednio wysoko wywindować emocje, grać ciszą lub jeszcze innymi efektami, o których pewnie nie mam pojęcia. Jeśli jednak nie zadba się o odpowiedni wstęp, to zamiast poruszyć serca widzów, doprowadzi się do zatrzęsienia ich brzuchów. Ze śmiechu. Tylko właściwie czy coś, co wykorzystywał choćby Brecht, a opisywali mniej lub bardziej wybitni teoretycy teatru, wciąż jeszcze można nazwać eksperymentem?

Narzekam i narzekam, a wcale nie chodzi o to, że Del Amor jest najgorszym spektaklem, na jakim można było trafić podczas tegorocznego Forum Młodej Reżyserii. Gdyby tylko ze zgrabnie przygotowanego scenariusza wyciągnąć coś więcej niż efekciarstwo (zresztą bez efektu), moglibyśmy dostać przynajmniej opowieść o wielkich namiętnościach. A tak pozostają letnie emocje – bo jakie demony, taki strach.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 77/2013

Forum Młodej Reżyserii, 14-17 listopada 2013

Wydział Lalkarski Filii PWST we Wrocławiu

Del Amor

adaptacja: na motywach powieści O miłości i innych demonach G.G. Marqueza w tłumaczeniu Carlosa Marrodana Casasa
reżyseria: Martyna Majewska, V r. Wydziału Lalkarskiego, specjalność reżyseria teatru lalek, Filia PWST we Wrocławiu
opieka pedagogiczna: dr Krystian Kobyłka
scenografia: Anna Haudek
muzyka: Jacek Sotomski
obsada: Justyna Kokot, Karolina Gorzkowska, Dagmara Włoszek, Zbigniew Koźmiński, Jakub Kowalczyk, muzyk: Karolina Majewska/Dawid Majewski

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.