Czysta forma teatru polskiego (Oni)

Czysta forma teatru polskiego (Oni)

W codziennych wiadomościach  nie brakuje informacji o powszechnych poruszeniach społecznych: strajkach, protestach, zgromadzeniach. Wszystko to zalewa portale społecznościowe i programy telewizyjne,  staje się również przyczynkiem do podejmowania działań artystycznych. Za przykład może posłużyć ostatni slam dramaturgiczny Przychodźcy zorganizowany w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego. Artyści, pisarze oraz dramaturdzy zebrali się, aby wyrazić swoje stanowisko w sprawie fali uchodźców. Nie można również nie wspomnieć o głośnych manifestach KOD, w które zaangażowali się  ludzie teatru (Krystian Lupa, Krzysztof Mieszkowski, Maja Ostaszewska). To poruszenie społeczne odbiło się wyraźnie w czytaniu dramatu Oni Stanisława Ignacego Witkiewicza, wyreżyserowanym przez Oskara Sadowskiego. Reżyser  przełożył sytuację dramatyczną na współczesne realia, nie zapominając o wskazaniach Witkacego.

Czysta forma to koncepcja artystyczna, w której Witkiewicz wyrażał swoją wiarę w istotność metafizycznego przeżycia,  przeżycia tajemniczego, jednak bardzo głębokiego i poruszającego. Witkiewicz wierzył, że człowiek w XX wieku stracił metafizyczną umiejętność obcowania ze sztuką, a przez rozwój kultury popularnej zanika jego wrażliwość. Czysta forma miała być formą walki z tym stopniowym zamieraniem głębszych uczuć. Kwintesencją tej koncepcji i poglądów Witkiewicza jest dramat Oni, którego czytanie przedstawiono na jubileuszu 70-lecia Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Czytanie nie należało do technicznie udanych wystąpień wrocławskiej grupy. Trzeszczące i przerywające mikroporty budowały niepotrzebne nerwowe napięcie, a zbyt szybko przesuwający się na wyświetlaczu tekst  sprawiał, że aktorzy dopominali się w trakcie czytania o jego przewinięcie. Niefortunnie wypadła również scena „wyjazdu” Haliny Rasiakówny, która siedziała na wielkim dogu angielskim. Nieporadny Adam Szczyszczaj nie był w stanie prosto pokierować  psią rzeźbą, ze względu na warstwę piany, która znajdowała się na scenie.

Jednak te techniczne niedociągnięcia wydają się drobnostką w kontekście ucieleśnionej na scenie idei. Oni to wizja upadku świata indywidualistów. To historia o końcu kultury europejskiej, opartej na solidnych fundamentach filozofii i sztuki. Kiedy przychodzą tytułowi Oni (nowa władza), nie ma już miejsca na sztukę, ponieważ ta okazuje się jedynie zbędnym elementem, który staje na przeszkodzie tworzeniu wspólnoty.

W czytaniu zderzają się dwa porządki: indywidualistyczny (prezentowany przez Bałandaszka) i wspólnotowy (propagowany przez Onych). Reżyser od początku wprowadza widza w pierwszy z nich. Widzimy ekskluzywny salon, wypełniony obrazami i kanapami w stylu vintage. Na scenie leżą Spika (Anna Ilczuk) i Bałandaszek (Adam Szczyszczaj) – oboje przybierają pozy podobne do tych z obrazu Gustawa Courbeta Leżąca, naga kobieta. Są rozluźnieni i wyraźnie cieszą się swoim towarzystwem. Dookoła krzątają się służące, które  sprzątają i przynoszą państwu jedzenie. Bałandaszek to kolekcjoner dzieł sztuki, który ma własną galerię. Mężczyzna w głębi serca jest nieszczęśliwy – chce być wielkim artystą, jednak nie ma ku temu zdolności. Tworzy więc teorie oraz kolekcjonuje cudze dzieła,  lecz zbieractwo jest jedynie pozornym spełnieniem. Bałandaszek z niczego nie jest zadowolony, również ze związku ze Spiką. Mężczyzna nie potrafi kochać, więc ratuje się erotomanią, raniąc tym samym uczucia zakochanej w nim aktorki. Ich związek jest oparty na złudzeniach: on myśli, że się w niej zakocha, ona sądzi, że go zmieni.

W tę scenerię wkracza On, Seraskier Banga Tefuan (Andrzej Szeremeta). Jego wejście to pierwsze wyraźne zaburzenie idyllicznej rzeczywistości Bałandaszka. Wtargnięcie Seraskiera jest zapowiedzią nadchodzących zmian. Nikt nie może powstrzymać planu Onych. Rewolucja musi się dokonać. Grupa Seraskiera wdziera się na scenę, zajmując salon Bałandaszka i zmuszając go do zamknięcia galerii. Mężczyzna nie stawia oporu, ukrywa się między dwoma wielkimi plastikowymi psami. Na polu walki zostaje Spika, aktorka, która tego wieczora miała zagrać w Teatrze Narodowym. Nowa władza zmienia jednak spektakl w commedię dell’arte, a Spika nie może nic z tym zrobić. Decyduje się zagrać, jednak nie wie, że ten występ ma się okazać jej ostatnim. Aktorka zostaje zamordowana na scenie w imię nowego porządku. Umiera długo i spektakularnie, jak na wielką divę przystało. W tym czasie jej kochanek zdradza ją z jedną z Onych (Halina Rasiakówna). Zdrada i wiadomość o śmierci Spiki w końcu wzbudza w nim głębokie uczucia. Bałandaszek wyznaje miłość martwej aktorce, jednak już jest za późno. Jedynym sposobem na odkupienie winy jest przyznanie się do zabójstwa, co kolekcjoner sztuki czyni. Za namową Onych wyznaje, że zabił Spikę i chce ponieść karę. Nowa władza osiągnęła swój cel –. przełamała panujący indywidualizm, złamała największego nonkonformistę.

Zarówno czytanie, jak i sam dramat Witkiewicza są nostalgiczną refleksją nad współczesnością. Pesymistyczny odbiór potęguje projekcja amatorskich filmików z wydarzeń 18 listopada na wrocławskim rynku. Tego dnia Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska protestowały przeciw sprowadzeniu do Polski uchodźców. Fragmenty przemówień, skandowanie i palenie kukły Żyda były głośne i niepokojące. Posługując się koncepcją czystej formy, Sadowski starał się wywołać poruszenie i przeżycie metafizyczne. Oglądając fragmenty manifestacji, na których wykrzykiwano hasła pogardy dla odmienności, poczułam głęboki niepokój. Dodatkowo, urywki były pokazywane na tle martwego ciała Spiki. Zupełnie jakby Sadowski sugerował nam, że aktualne zmiany i wydarzenia nie mogą zakończyć się bez ofiar…

Slam Przychodźcy czy czytanie Sadowskiego to jawne zaangażowanie teatru w sprawy polityczne. Być może nie padają jeszcze konkretne postulaty, jak na manifeście Obozu Narodowo-Radykalnego, jednak teatralna przestrzeń staje się miejscem rozważań nad współczesnym światowym kryzysem. Pozostaje nam jedynie czekać i śledzić rozwój wydarzeń.

Oni, niezależnie od koncepcji reżyserskiej, są dramatem otwartym na różne interpretacje. Tekst jest przeznaczony do odbioru intelektualnego, a nie emocjonalnego. Oskar Sadowski ulokował dramat w znanej sobie rzeczywistości końca 2015 roku, co narzuca pewien klucz interpretacyjny. Witkiewicz dostrzegł kryzys wartości już w latach dwudziestych  poprzedniego wieku. Czy mamy jeszcze czas, aby wyciągnąć z tego lekcję?

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław
Magazyn internetowy „Teatralia”, numer 158/2016

 

Czynne poniedziałki – czytanie dramatu

Teatr Polski we Wrocławiu

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Oni

reżyseria – Oskar Sadowski

dramaturgia – Małgorzata Maciejewska

scenografia – Karolina Pająk

wideo – Katarzyna Borelowska

kostiumy – Małgorzata Kłosowska

muzyka – Maciej Kuśnierz

obsada: Adam Szczyszczaj, Anna Ilczuk, Janka Woźnicka, Sylwia Boroń, Halina Rasiakówna, Andrzej Szeremeta, Dariusz Maj, Aldona Struzik, Marta Zięba, Mikołaj Jodliński (gościnnie)

premiera: 19 listopada 2015

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru.  Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.