Czy pasję można zmienić w sukces?

Czy pasję można zmienić w sukces?

W repertuarze Teatru Rampa na stałe zagościł koncert Broadway Street, autorski projekt Jakuba Wociala. Artysta związany od 2006 roku z niemiecką sceną musicalową (Tanz der vampire, Rebecca) przygotował dla polskiej publiczności serię koncertów, w których prezentuje największe  przeboje musicalowe w wykonaniu wokalistów z Polski i z Europy. Jako gość specjalny koncertu Broadway Street wystąpiła gwiazda holenderskich, niemieckich i austriackich spektakli, legendarna odtwórczyni głównej roli w prapremierze musicalu Elisabeth w 1992 roku w Wiedniu – Pia Douwes. Z Jakubem Wocialem o pasji, sile i spełnionych marzeniach rozmawia Marta Kaszuba.

Marta Kaszuba: Co robiłbyś w życiu, gdybyś nie zajmował się muzyką?

Jakub Wocial: Na pewno malowałbym albo tworzył scenografię. To jest moja druga pasja i bardzo dobrze się w tym odnajduję.

Czyli sztuka, sztuka i jeszcze raz sztuka?

Chyba tak. W takiej rodzinie się wychowałem, miałem z tym styczność od dzieciństwa, więc nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieć inne zainteresowania.

Wydajesz się również świetnym organizatorem – jesteś nie tylko wykonawcą koncertu Broadway Street, lecz także jego pomysłodawcą.

Zgadza się.

Skąd wziął się pomysł stworzenia takiego koncertu w Polsce?

Pomysł zrodził się około dwóch lat temu. Postanowiłem wtedy robić koncerty z muzyką musicalową, która mnie totalnie pochłania i fascynuje, i której się w stu procentach oddaję. Początkowo były to jednorazowe  występy, a kiedy wyjechałem do Niemiec, projekt troszeczkę podupadł ze względu na brak możliwości – przede wszystkim czasowych i fizycznych. Potem zaprosiłem do współpracy Edytę Krzemień, z którą postanowiłem stworzyć nową formę – cykl koncertów Broadway Street opowiadających różne historie, ale przede wszystkim przedstawiających niezliczony repertuar, którym dysponujemy i który przygotowujemy dla publiczności zawsze od nowa. Projekt się rozrastał, aż pewnego dnia zaprezentowaliśmy nasz koncert w Teatrze Rampa. Było nas wtedy czworo – ja, Marta Czerska i Edyta Krzemień oraz tancerka Natalia Wojciechowska. Zobaczył to dyrektor Witold Olejarz i się zachwycił. Zagraliśmy ponownie po trzech–czterech miesiącach i tak się złożyło, że dyrektor zaproponował mi współpracę, a Broadway Street wszedł na stałe do repertuaru jako oficjalny projekt Teatru Rampa.

Czy to już ostateczna odsłona koncertu Broadway Street?

Nie potrafię określić granic tego projektu, wydaje mi się, że on się ciągle rozrasta, a każdy kolejny koncert jest lepszy. Zapraszam do współpracy coraz to nowe osoby z całego świata, żeby widzowie mogli poznać wykonawców, którzy reprezentują niebywałą klasę i niebywałą kulturę tego gatunku. Tak się zaczęło i mam nadzieję, że jeszcze długo, długo się nie skończy.

Jak udaje ci się zaprosić do współpracy tak wspaniałych artystów międzynarodowej sceny musicalowej?

Są to moi znajomi i przyjaciele, znamy się z produkcji, w których występowałem. Nie ukrywam, że bardzo pomogło mi to w życiu i udowodniło mi, że mam w sobie siłę do zapraszania takich osób, do pytania ich wprost. Tak naprawdę nie mogłem usłyszeć nic gorszego niż „nie”, więc stwierdziłem, że jeżeli nie mam nic do stracenia, to powinienem walczyć o to, co dla mnie najważniejsze. Kocham to, co robię i uważam, że dzielenie się tym z warszawską publicznością jest najpiękniejszym darem – także dla mnie. Możliwość występowania z tymi artystami, śpiewanie z nimi duetów, tercetów, kwintetów – ale również solo – to najpiękniejsze spełnienie mojego marzenia.

Na ostatnim koncercie Pia Douwes zaskoczyła wszystkich, śpiewając po polsku. Czy to twoja zasługa?

To była tak naprawdę jej idea. Spytała mnie, czy jest sens śpiewania po polsku. Odpowiedziałem, że sens jest i na pewno będzie to bardzo dobrze przyjęte. Moja znajoma przetłumaczyła tekst z musicalu Elizabeth na polski, potem siedzieliśmy z Pią i wkuwaliśmy. Na koncercie wyszło to bardzo dobrze, momentami Pia śpiewała nawet bez akcentu! Było to piękne przeżycie również dla mnie, jako dla osoby, która ją zaprosiła. Pia po raz pierwszy przyjechała do Warszawy i od razu chciała rzucić się na głęboką wodę i zaśpiewać dla Polaków po polsku – a jest to najtrudniejszy język, jaki znam. Uważam to za piękny gest i ukłon w stronę publiczności.

Ostatnio pracowałeś w Niemczech, wcześniej występowałeś w Teatrze Muzycznym Roma. Czy zauważyłeś różnice w pracy przy produkcji musicalu w Polsce i za granicą?

W Romie pracowałem przy produkcji, która nie była stworzona przez ten teatr [Taniec Wampirów reż. Cornelius Baltus, opieka artystyczna Romana Polańskiego  – przyp. red.], to jest dosyć ważne. Ale myślę, że nie skłamię mówiąc, że jesteśmy na naprawdę bardzo dobrej drodze, która doprowadzi nas do znaczącej pozycji, jeżeli chodzi o musical w Europie i na świecie. Jednak ten gatunek jest tak szybko rozwijającą się formą sztuki, że w Polsce ciągle nadrabiamy i nadganiamy to, co na zachodzie już powstało. Wydaje mi się, że tak niestety pozostanie. Technika, organizacja i przede wszystkim sposób kształcenia ludzi w Niemczech są niewątpliwie niezawodne – to muszę przyznać. Tam się tego uczyłem i w jakiś sposób próbuję to przenosić tutaj, na scenę Rampy – jak na razie wychodzi to całkiem nieźle. Spotykam się z bardzo pozytywnym odzewem osób, które nie pracowały nigdy w tym systemie i jest to dla nas wszystkich bardzo rozwijające. Nie ukrywam jednak, że jest przed nami jeszcze dużo pracy.

A czy zauważyłeś różnice w odbiorze spektakli przez widzów w Polsce i za granicą?

Oj tak. Wydaje mi się, że wynika to z innej kultury teatralnej w Polsce i w Niemczech. Nasza publiczność jest przyzwyczajona do teatru dramatycznego, gdzie człowiek musi się skupić, wysilić, gdzie szanuje się ciszę i nie przeszkadza się oklaskami. Natomiast publiczność niemiecka jest niesamowicie spontaniczna, ludzie nie boją się klaskać, szaleć, krzyczeć i okazywać emocji. Polska publiczność jest po prostu inna. Bardziej słucha i przeżywa –  takie są moje odczucia jako wykonawcy. Myślę też, że czymś innym jest koncert dla fanów, dla osób, które tę muzykę kochają, a czymś innym spektakl, który gra się codziennie i gdzie przychodzi nowa publiczność, która nie zna tej muzyki. Tutaj w Rampie śpiewamy po angielsku, co też jest pewnym utrudnieniem dla widzów.

Mówisz, że publiczność w Polsce jest przyzwyczajona do innego rodzaju teatru i masz rację. Wiele osób uważa, że musical nie jest pełnoprawną formą sztuki i zaniża poziom teatru. Jak byś się do tego odniósł?

Nie zgadzam się z tym w żaden sposób. Jest to gatunek, który wymaga od ludzi wielu, wielu form sztuki na raz. Trzeba grać, tańczyć, śpiewać – w bardzo wielu spektaklach trzeba to robić równocześnie. Myślę, że jest to lżejsza forma opery, jest to historia opowiadana w bardziej przejrzysty i klarowny, w bardziej dramatyczny sposób. Nigdy w życiu nie powiedziałbym, że jest to forma gorsza od teatru dramatycznego. Jest po prostu inna. Istnieje teatr dramatyczny, operetka, opera – istnieje również gatunek, jakim jest musical, który cieszy się niebywałą popularnością wśród publiczności.

Niedawno zostałeś kierownikiem artystycznym sceny koncertowej w Teatrze Rampa, robisz także karierę zagraniczną. Jak udało ci się tyle osiągnąć w tak młodym wieku?

To wszystko zaczęło się od pasji, od tego, że naprawdę bardzo kocham i bardzo cenię to, co robię. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem pracoholikiem – pracuję, pracuję i pracuję, mam w sobie bardzo dużo determinacji, nigdy się nie poddaję i nigdy się nie poddam. Nawet kiedy pojawią się przeszkody – nigdy nie zamierzam się poddać i chcę dalej tworzyć.

Od czego zaczęła się twoja przygoda z muzyką i z teatrem?

Zawsze mówię, że moja przygoda z teatrem rozpoczęła się od mojej mamy, która pracowała wówczas dla firmy współpracującej z Teatrem Buffo, przygotowując szatę graficzną spektaklu Metro. Pamiętam, że jako dziecko chodziłem do Buffo i oglądałem ten spektakl dziesiątki razy, nic z niego nie rozumiejąc. Jednak było to niesamowite widowisko i robiło na mnie ogromne wrażenie. Tak się to wszystko zaczęło. Rodzice zabierali mnie do teatru, moja babcia pracowała w Romie i umożliwiała mi oglądanie spektakli, więc byłem zawsze obecny w życiu teatralnym i bardzo mi to odpowiadało. A w pewnym momencie zacząłem się interesować formą, jaką jest musical.

Wielkie zainteresowanie koncertem Broadway Street i pełna widownia robią ogromne wrażenie.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie moi przyjaciele, którzy są dla mnie wsparciem, na których mogę zawsze polegać i którzy, mam nadzieję, zawsze przy mnie będą. Broadway Street istnieje przede wszystkim dzięki pozytywnej energii, pasji i  miłości do tego, co robimy.

Planowałeś wydanie płyty. Czy nadal jest to aktualne?

Tak, teraz chcę się skupić na nagraniu płyty z koncertów Broadway Street. Planuję zaprosić każdą z osób, która występowała w Warszawie, do wykonania jednego solowego songu. Jeśli uda się stworzyć taką płytę, będzie można ją nabyć w Teatrze Rampa albo podczas koncertu na występach gościnnych.

Jakie są twoje dalsze plany? Skupisz się na rozbudowaniu repertuaru w Polsce czy na pracy za granicą?

Jestem w Niemczech już siódmy rok i wydaje mi się, że nauczyłem się tam tak dużo, że będę starał się przenosić tę  wiedzę na scenę Rampy. Chciałbym dalej tworzyć, wzbogacać i urozmaicać projekt, jakim jest Broadway Street. W najbliższej przyszłości planuję osiedlić się w Berlinie i stworzyć tam bazę, żeby kursować pomiędzy Polską a Niemcami tak często, jak będzie to potrzebne, żeby projekt był jak najlepszej jakości. Póki co nie zamierzam podpisywać następnych umów, wracać do innych spektakli ani uczestniczyć w kolejnych przesłuchaniach. Jestem już tym zmęczony. Na tym etapie współpracy z Teatrem Rampa chcę korzystać z tego, że w tym wieku zaproponowano mi takie stanowisko i dano możliwość prowadzenia dużej sceny teatru. Daje mi to ogromną satysfakcję.

Marta Kaszuba, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 37/2012

Teatr Rampa (Warszawa)

Broadway Street
scenariusz i reżyseria: Jakub Wocial
reżyseria dźwięku: Marcin Pawłot
reżyseria światła: Tomasz Filipiak
aranżacje: Nico Gaik
współpraca, scenariusz: Katarzyna Kraińska
choreografia: Natalia Maria Wojciechowska, Ilona Gumowska
obsada: Jakub Wocial, Marta Czerska, Sabina Golanowska, Emila Kudra, Sanne Mieloo, Florian Soyka
gość specjalny: Pia Douwes
premiera: 6 listopada 2011

Marta Kaszuba – studentka polonistyki na Uni wersytecie Warszawskim, zakochana w swoim kierunku studiów, mimo że najprawdopodobniej zostanie po nim wykształconą bezrobotną. Z teatrem związana od zawsze, począwszy od szkolnych przedstawień, przez Ognisko Teatralne u Machulskich, skończywszy na pracy w dziale obsługi widzów. Gotowa zrobić wszystko, byle tylko być częścią magii teatru.W przyszłości chciałaby pisać. O literaturze, o teatrze, o filmie… Po prostu pisać.