Czekając na… boboka (Bobok)

Czekając na… boboka (Bobok)

Publiczność wchodzi na salę. W ponuro, acz przytulnie urządzonym pokoju na podłodze, pod biurkiem leży główny bohater. Wszyscy zajmują swoje miejsca. Bohater co nieco się porusza, kręci się i wierci. Wokół leży mnóstwo pomiętych papierów. Tak zaczyna się adaptacja opowiadania Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Grigorija Lifanowa w radomskim teatrze.

Mocnym punktem przedstawienia jest z pewnością wspomniana scenografia. Jej twórczyni, Julia Selavari, postanowiła, że mroczny pokój zastawiony meblami, na oczach widzów zmienia się w drugiej części spektaklu w… cmentarz. Zmyślnie wykonane szafy, komoda i biurko stają się grobowcami, z których wychodzą duchy, mary, upiory.

I oto kolejna mocna strona sztuki. W drugiej części występują bowiem w rolach tychże duchów zarówno aktorzy, jak i lalki, dzięki czemu spektakl zyskuje groteskowy wymiar. Na scenie mieszają się różne porządki: świat realny (zepchnięty na ubocze) ustępuje miejsca fantastycznej krainie zaludnionej mieszkańcami grobowców i mogił. Teatralna nekropolia w dużej mierze przypomina cmentarz z animowanego serialu Włatcy móch.  Jest i strasznie, i śmiesznie zarazem. W tym momencie pojawia się też pytanie, czy ta błazenada dzieje się naprawdę, czy tylko w głowie głównego bohatera, czyli przeżywającego niemoc twórczą pisarza Iwana Iwanowicza. Tego nie wiadomo.

Na pewno jednak wiadomo, że z rolą owego literata doskonale sobie poradził Marek Braun. Gdyby nic nie mówił, można by go śmiało uznać za mistrza pantomimy. Do perfekcji opanowana mimika, powalające ruchy warg, wytrzeszczanie oczu, twarz podlegająca ciągłym zmianom. I wymalowane na niej cierpienie pisarza, którego omija natchnienie.

Omija, a może wcale nie omija. Przecież jest z naszym bohaterem w pokoju, towarzyszy mu w pracy twórczej. Raz mu pomaga, innym razem igra sobie z nim. Jest jakby lustrzanym odbiciem Iwana Iwanowicza. Ale pojawia się też i prawdziwe (jeśli w kontekście teatru można mówić o prawdzie) lustrzane odbicie pisarza, które gdy tylko Iwan oddala się od lustra, żyje własnym życiem. Zjawia się jeszcze jedno wcielenie bohatera. Powstaje zatem potrójne alter ego albo może zwidy Iwana. Tu nic nie dziwi, w czasie walki z niemocą twórczą i w oparach alkoholu wszystko jest możliwe. W każdym razie zapełnienie pokoju indywiduami w szynelach i czerwonych skarpetkach i ożywienie drugiej strony lustra to genialny pomysł na pokazanie tego, co siedzi w głowie Iwanowicza.

Genialny też z tego względu, że na scenie utworzyła się dzięki temu grupa do odtańczenia szalonego układu. Choreografia Edyty Wasłowskiej to też mocna strona spektaklu. Aktorzy odstawiają niezłe taneczne harce, a wyłaniające się znienacka i niemal sztywne aktorki przywodzą na myśl postacie z ruchomych szopek albo ruchome obrazy. Podobnie dobra jest muzyka, która towarzyszy grze aktorskiej przez cały czas. Na rosyjską nutę i na francuską. Raz rzewnie, raz wesoło. Mnóstwo różnych odgłosów. Największe wrażenie robi jednak gra na piłach. Grobowe dźwięki wydawane przez te nietypowe instrumenty wprawiają widzów w stan niepewności i lęku.

Twórcy spektaklu zadbali naprawdę o niezwykłą jego oprawę. Bobok  to bowiem obraz bardzo plastyczny i sugestywny, na wysokim poziomie pod względem audiowizualnym. Angażuje widza i jego zmysły, sztuka będąca wyjątkowym przeżyciem estetycznym. Brak barier między sceną a widownią sprawia, że publiczność może się poczuć, jakby była w pokoju Iwana Iwanowicza, a potem razem z nim udała się na pełen dziwów cmentarz. Czasami w trakcie śledzenia wydarzeń scenicznych wydawało się, że warstwa tekstowa inscenizacji zawieruszała się gdzieś wśród całej teatralnej oprawy i aktorskich wyczynów, a trzeba też wspomnieć, że odtwórcy wszystkich ról stanęli na wysokości zadania, prezentując nie tylko własne doskonałe umiejętności aktorskie, ale i sprawie poruszając fantastycznie wykonanymi lalkami.

Tylko czym jest ten tytułowy bobok, jedną z tych lalek może? Pewnie każdy czeka z ciekawością na odpowiedź. Bobok to… Nie, nie. Nie napiszę. Warto jednak udać się na przedstawienie do teatru i samemu się tego dowiedzieć, uczestnicząc w naprawdę wyjątkowej, pełnej humoru uczcie dla zmysłów.

 

Michał Kański, Teatralia Radom


Internetowy Magazyn Teatralny, numer 178/2016

 

Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (Scena Kameralna)

Fiodor Dostojewski

Bobok

reżyseria i scenografia: Grigorij Lifanov

obsada: Elżbieta Mielnik, Magdalena Mioduszewska, Przemysław Bosek, Marek Braun, Adam Majewski, Michał Węgrzyński

premiera: 16 września 2016

fot. mat. teatru